Paul Lewis, książę magazynu The Guardian: „Dziennikarstwo przeżywa złoty wiek”

Artykuł opublikowany 6 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 6 stycznia 2012
Paul Lewis ma dopiero 30 lat, zdobył już tytuł najlepszego brytyjskiego dziennikarza roku, w The Guardian działa jako „redaktor specjalny” - wszystko, co jest innowacyjne pochodzi z jego rąk i jego tweetów. Dzięki jego pracy w serwisach społecznościowych rozwiązał także sprawę morderstwa. To normalne, że mówi: „Żyjemy w złotym wieku dziennikarstwa”. On na pewno.

Paul Lewis jest w połowie Hiszpanem.„Każde lato mojego życia spędzałem w Hiszpanii” – mówi Paul. Wydaje się, że nigdy nie stracił opalenizny. Piłka nożna w ogóle go nie interesuje, ale jest podobny zarówno do Pepa Guardioli, jak i José Mourinho’a, który doprowadzał do szaleństwa fanki Chelsea. Młode dziennikarki biorące udział w pierwszej konferencji zorganizowanej przez YoungPress StampMedia w Antwerpii, kręcą się wokół niego jak pszczoły, słuchając go z uwagą. Charyzma zmieszana z nieśmiałością, przemawia ktoś, kto zrealizował swoje marzenia, i kto zrozumiał, dokąd zmierza dziennikarstwo.„Jedyna różnica między mną a wami, jest taka, że wy macie problem z pieniędzmi. Ja jestem szczęśliwy, nie mógłbym pracować w lepszym miejscu”.

Photo © StampMedia

Kaptur i blackberry

Styl British, ubrany jest w brązowy tweed oraz beżowe spodnie z zakładkami, buty zamszowe i skarpetki koniecznie w kolorach: zielonym lub electric blue. Krzyżuje nogi, i przede wszystkim, ostrzega cię: „Nie chciałbym abyś przeceniał moją rolę w The Guardian, ja nie jestem redaktorem naczelnym, są ludzie, którzy robią rzeczy dużo ważniejsze niż ja”. W sierpniu, krążył po ulicach Londynu przebrany za anarchistę okrytego kapturem, miał opowiadać o zamieszkach, i wystarczył jeden Blackberry: „Tak, 140 znaków na Twitterze stanowią dziennikarstwo, a może nawet więcej, ale były one tylko pierwszym etapem mojej pracy. Publikowałem zdjęcia i zrzuty audio, a następnie przeszedłem do drugiego etapu: live blogging, artykuły 60 słów na stronę, 2500 znaków na gazetę. Byłem zalewany telefonami: CNN, Al Jazeera, BBC, każdy prosił mnie, abym opowiedział, co się stało”. Jego 50.000 zwolenników stanowi 50.000 współpracowników, a jeden z nich pozwolił mu wygrać w 2010 r. British Press Awards jako dziennikarz roku. Chodzi dokładnie o menadżera finansowego z Nowego Jorku, który akurat podczas szczytu G20 przebywał w Londynie. Paul sfilmował atak agresji wobec kioskarza Iana Tomlinsona, zanim ten osunął się na ziemię. Właśnie wracał do domu, kiedy natknął się na policję. „Ludzie są zasadniczo dobrzy, niewielu z nich szuka pienędzy aby sprzedać scoop. Owy menadżer nie podzielał nawet powodów do protestów podczas szczytu G20, ale wybrał dziennikarza, co do którego miał zaufanie, że zostawia wideo w dobrych rękach. Jestem mu za to wdzięczny”.

Wszystko kwestią plików

Rolą Paula Lewisa w The Guardian jest „unowocześniać, eksperymentować nowe techniki za pomocą tzw. crowd sourcing”, gdzie głównym źródłem jest społeczeństwo, które działa w Internecie oraz w sieciach społecznych. Tu według Lewisa zaczyna się „złoty wiek”. Wystarczy pomyśleć o wielkich wydarzeniach 2011 roku: „Wikileaks, śmierć Gheddiafiego i Bin Ladena, gafy popełnione przez polityków, to wszystko jest kwestią cyfrowych plików”. Obywatele uczestniczą w tworzeniu informacji, zajmują miejsce dziennikarzy i ci ostatni muszą nauczyć się wyciągać z tego korzyści. „Jest nas mniej, ale potafimy czerpać wiadomości z wiarygodnych źródeł. To wspaniały moment dla dziennikarstwa” – twierdzi Paul.

Rolą Paula Lewisa w The Guardian jest „unowocześniać, eksperymentować nowe techniki za pomocą tzw. crowd sourcing”, gdzie głównym źródłem jest społeczeństwo, które działa w Internecie oraz w sieciach społecznych.

Miejsce, w którym pracuje, The Guardian, jest niczego sobie. Po ukończeniu studiów z zakresu nauk społecznych w Cambridge, Lewis przybywa tu w 2005 roku dzięki programowi praktyk zawodowych (stażu), których obecnie juź nie ma ze względu na brak środków finansowych. Rewolucję internetową przeżył od wewnątrz: „Kiedy zaczynałem pracę redakcja stron internetowych znajdowała się na górnym piętrze, jako, że była uważana za mniej ważną. Potem była sytuacja równości, a teraz wszystko jest na odwrót - to strona www decyduje polityce wydawniczej. Główną rolę odgrywają multimedia, między dziennikarzami zanikły różnice”. Starzy pisarze racjonalnie zmienili poglądy: „Zdali sobie sprawę, że w przeszłości nie byliby w stanie nigdy osiągnąć 3-4 mln czytelników dziennie”. 

Dziennikarstwo non-profit

Wracając do tego wyrażenia, Lewis nie posiada czarodziejskiej różdżki na problemy ekonomiczne młodych dziennikarzy. „Nie jest powiedziane, że ten nowy rodzaj dziennikarstwa jest rozwiązaniem na chude czasy” – twierdzi. Jego propozycja jest radykalno-socjalistyczna: „podobnie jak lekarze czy nauczyciele, również dziennikarzom powinna zostać uznana rola użyteczności społecznej. Będzie się szło w kierunku dziennikarstwa coraz bardziej finansowanego przez państwo, fundacje i społeczeństwo. I coraz mniej będzie się zwracało uwagę na zysk”. Obecnie to co się liczy to pomysły. Jego ostatni projekt dotyczy badań empirycznych na temat zamieszek, które wybuchły latem 2011 r., tak jak i setki wywiadów i 2,5 milionów analizowanych Tweetów. „Jest coraz mniej redaktorów, istnieje wiele wolnych miejsc, tak więc wszyscy mają dostęp do źródeł i mogą zostać zauważeni” - taka jest rada Lewisa dla ... swoich rówieśników.

Wszystkie zdjęcia: © StampMedia/flickr