„Pedałowane koncerty” w Europie? Wyzwanie Têtes de Bois

Artykuł opublikowany 5 października 2011
Artykuł opublikowany 5 października 2011
Pasja do rowerów, wytrenowane mięśnie i pośladki na tyle przyzwyczajone do długiej jazdy na trójkątnym siodełku by wytrzymać na nim choć chwilę koncertu - to jedyne wymagania by zasilać własnym pedałowaniem światła, instrumenty oraz wzmacniacze koncertu „GoodBikeTêtes de Bois. „Pedałowana scena” stała się rzeczywistością. Rzymski zespół chce eksportować jej koncept na całą Europę.

Ja także znalazłem się wśród 128 pedałujących wolontariuszy, którzy 16 września 2011 roku w Rzymie „udostępnili” organizatorom wydarzenia swoje nogi i rower oraz przejawili zapał do pierwszego na świecie „koncertu o zerowym wpływie. Między chętnymi rowerzystami pedałującymi w dzielnicy San Lorenzo znalazły się znajome twarze, uczestnicy imprez organizowanych przez „Critical Mass” i popularne „Ciclofficine”. Wśród publiczności byli też fani zespołu Têtes de Bois - mieszkańcy dzielnicy zwabieni przez armię rowerów ustawionych w rzędzie jak na polu bitwy. Warunki były jasne od początku - nasza fatyga w zamian za koncert. Wszyscy chętnie przystaliśmy na taką propozycję. Znaleźli się nawet rowerzyści, którzy wpisując się na listę oczekujących, niecierpliwie czekali na zamianę z którymś z już pedałujących rowerzystów.

Têtes de Bois  nie są nowicjuszami jeśli chodzi o pomysły tego rodzaju. Tu możemy zaznaczyć że, Andrea Satta, wokalista i lider zespołu, poza tym że jest zapalonym rowerzystą, jest szefem projektu „I riciclisti”, poświęconego pasji do dwóch kół. Książkę, która ukazała się jako owoc projektu, można nabyć w zestawie z CD zawierającym 4 utwory, które służą jako doskonała ścieżka dźwiękowa, którą możemy sobie puścić w tle w czasie lektury. Krótko mówiąc, od takiego faceta, nie trudno było oczekiwać takiego pomysłu jak „pedałowana scena”. Andrea Satta potrafi otaczać się ludźmi wystarczająco wizjonerskimi, aby przekształcić utopię w rzeczywistość. Wśród nich znajdziemy m.in. Gino Sebastianelli’ego, rzymskiego inżyniera, który prowadzi swoje podwójne życie z wesołą schizofrenią. To on zaprojektował „pedałowaną scenę”. Za dnia jest konsultantem w międzynarodowej firmie i zna wszystkie sekrety nawigacji ogromnego statku, wieczorem pozwala się wciągać przez Andreę Satta w tysiące projektów, które łączą muzykę i ekologię. W trakcie zaczepiania mojego roweru do specjalnego statywu podłączonego do prądnicy, która wytwarza energię elektryczną potrzebną do zasilania wszystkich urządzeń, Gino objaśnia mi zasady zasilania „pedałowanej sceny”. Generatory mocy, zostaną zasilone energią wytworzoną przez rowerzystów i to one dostarczą niezbędnych kilowatów do działania sceny.

Bez pedałowania nie będzie koncertu

Uczestnik, a zarazem rowerzysta, nawet w swojej małości, odczuwa, że jest niezbędny dot tego by koncert się powiódł. Odczuwa przyjemne uczucie wszechmocy, które dołącza do zadowolenia z uczestnictwa w oryginalnym projekcie koncentrującym się na popularnych kwestiach, takich jak: zrównoważona mobilność, efektywność energetyczna oraz technologie na rzecz ochrony środowiska.

„U podstaw machiny zasilającej są dynama pobudzane niezależnie, umieszczone równolegle pięć do pięciu i podłączone do regulatora napięcia - mówi Gino. Ponieważ nie mieliśmy dużego budżetu, nie mogliśmy nic nowego wymyślić, zdobyliśmy to, co rynek proponował - tj. regulatory ładowania słonecznego umieszczone na opakowaniach akumulatorów, a następnie podłączone do przetwornicy napięcia. A co się stanie, jeśli ludzie nie będą pedałować?  Koncert się zatrzyma? Tak, ale nie nagle. Gino pomyślał o wszystkim: „Istnieje kilka akumulatorów, które magazynują energię i uwalniają ją, gdy odnotowuje się spadek energii przez około 15 minut. Żeby koncert został przerwany, musieliby przestać pedałować wszyscy rowerzyści” – zapewnia.

Nawet wybór miejsca nie był przypadkowy. Po wystąpieniach na schodach ruchomych, w podziemiach metra, na pokładzie starego Fiata 615 NI z 1956 roku przekształconego w estradę objazdową, w opuszczonych fabrykach, w tramwaju, na dworcach kolejowych, w prestiżowych teatrach i w domach kultury, na GoodBike Têtes de Bois wybrał Plac Sanniti w San Lorenzo, dzielnicę uniwersytecką i newralgiczne centrum nocnego życia stolicy.

Wiosna 2012: Dwukołowy tour

Wieczór w Rzymie był potwierdzeniem sukcesu „pedałowanej sceny”, zainaugurowanej w Bari poprzedniego wieczoru. Nie mogło być inaczej, ponieważ region Puglia jest głównym fundatorem projektu. „Pedałowana scena” zajdzie daleko. Têtes de Bois zostali zaproszeni na występy do Francji, Niemiec i Holandii. Międzynarodową trasę muszą jeszcze ustalić, ale wstępnie przewidziano ją na wiosnę 2012 roku (w czasie deszczu „pedałowana scena” nie jest praktyczna...). Z tego doświadczenia powstał także „Pedałowany film” - projekt Augustyna Ferrente (nagrodzony za film dokumentalny „Orkiestra z Placu Vittorio”).

„Tak długo, jak istnieje pedałowana scena, przyszłość koncertów Têtes de Bois jest zapewniona. W poszukiwaniu nowych paliw, ludzie wypowiadają wojny, podczas gdy energię każdy ma w nogach” - mówi Andrea Satta. „Nie mamy złudzeń, że pedałowana scena może uratować świat”- dodaje Gino, ale to co się liczy to postawa. Lepiej słuchać koncertu pedałując niż podłączać cały sprzęt grający do kontaktu. Lepiej jeździć do pracy rowerem niż samochodem. Bez tak małego gestu dla dobra środowiska nawet wiatrak nie pomoże”.

Fot.: Têtes de bois/pagina facebook