Pegida: Dlaczego właśnie Drezno? (część 3)

Artykuł opublikowany 30 stycznia 2015
Artykuł opublikowany 30 stycznia 2015

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Pegida tworzy napięcia nie tylko w jednym mieście w Saksonii. Refleksje nad państwem, społeczeństwem obywatelskim i kulturą polityczną w Dreźnie.

Co będzie dalej?

Choroba, która toczyła Saksonię, a przede wszystkim Drezno, przez całe dziesięciolecia zaczyna stopniowo ustępować. Daje to nadzieję, że PEGIDZIE nie powiedzie się pozyskanie zaufania zupełnie młodych ludzi, co zazwyczaj jest typowe dla odnoszących sukcesy ruchów społecznych. Przeciwnie – to sieć „Drezno dla wszystkich” opiera się w większości na bardzo młodych i zaangażowanych osobach. Publiczne zaostrzanie sytuacji przypomni w szczególności młodym, że liberalna demokracja, państwo prawa, tolerancja religijna, obowiązywanie praw podstawowych, wolna prasa i otwarte granice nie są oczywiste, ale zostały wywalczone, a totalitarne zakusy muszą być aktywnie zwalczane.

W wielu miejscach w Saksonii powstały ogniska nowego społeczeństwa obywatelskiego – wprawdzie często tworzone w ramach akcji sprzeciwu wobec neonazistów czy zamykania szkół, niemniej jednak kreatywnie i konstruktywnie towarzyszące życiu lokalnych wspólnot i przez to rozwijające perspektywy także w małych i średnich miastach.

Nie można także pozostać, i nie pozostanie się, przy fiksacji na poziomie państwa. Społeczeństwo obywatelskie w miastach i lokalne wspólnoty zyskały samoświadomość. Regionalna opinia publiczna coraz bardziej miesza się i łączy z tą narodową i międzynarodową: nauka, kultura, gospodarka to sfery życia w Dreźnie, które dawno już wyzwoliły się z prowincjalności, ale w pewnym sensie zawsze funkcjonowały „pod kloszem”  - zaś teraz dopiero zyskać muszą samoświadomość.

Saksońska CDU stoi obecnie przed dylematem, czy trzymać się status quo, który został ukształtowany zarówno przez zaimportowane po przełomie konserwatywne kierownictwo administracyjne, jak i dominujące i przedtem i potem „flety proste” [potoczne, pejoratywne określenie członków tzw. Blockparteien, tzn. nie głównych partii rządzących, ale będących z tymi ostatnimi w koalicji rządzącej – dopisek tłum.]. Są to politycy, tacy jak premier Tillich czy przewodniczący frakcji Kupfer, którzy już w czasach NRD należeli do bloku CDU i obejmowali stosunkowo nieznaczące posady w aparacie państwowym i partyjnym. Taki układ pozwalał CDU w minionych latach utrzymać prawie niewidzialny system zależnej od siebie klienteli – w sferze gospodarki, kultury, nauki, sportu, spraw gminy – przez co możliwe było utrzymanie przez pewien czas rządów stabilności i niewidzialnej kontroli nad dużymi grupami społecznymi.

W stylu NRD

Taka forma centralizacji widoczna była także przy okazji wielkiej manifestacji z 10 stycznia, która powinna była stanowić znak dla kosmopolityzmu, otwartości na świat: tymczasem społeczeństwo obywatelskie nie zostało włączone w jej organizację i jedynie niechętnie pozwolono jego przedstawicielom wystąpić jako mówcom. W stylu NRD, różne związki („organizacje masowe”) i instytucje społeczne zostały zobowiązane do współpracy dopiero w ostatniej chwili. Tego, że wiele tych grup społecznych, zwłaszcza przedstawicieli szkolnictwa wyższego, świata kultury i religii, demonstrowało już znacznie wcześniej, przywódcy państwowi nie zauważyli. Różne „inicjatywy” pomagające na przykład uchodźcom, „sieci” i „sojusze” organizacji (zwłaszcza zawierane w celu wyrażenia sprzeciwu wobec corocznych manifestacji neonazistów bardzo udane porozumienie „Drezno wolne od nazistów”) z pewnością nie ułatwiają życia kierownictwu aparatu państwowego i partyjnego (przepraszam za dobór słów, ale w pewnym sensie są one trafne).

Zaproszeń do sieci społeczeństwa obywatelskiego czy na spotaknia związkowe partia państwowa z zasady nie słucha. W moim przekonaniu jedyną rokującą sukces alternatywą jest dalszy rozwój unii poza państwem - w partię obywatelską. To wymaga od polityków rozmysłu, kreatywności i wysiłku, ale może ochronić partię przed  rozbiciem, kiedy w przyszłości nadejdzie zmiana opozycji. W przeciwnym razie, konieczne będzie ponowne przemyślenie sytuacji także przez pozostałe podmioty polityki w Saksonii.

Czy rzeczywiście trzeba było czekać na inicjatywę rządu państwowego, żeby zorganizować prawdziwą wielką demonstrację? Czy nie ma w mieście - i to mówię także samokrytycznie - wystarczająco świadomych i doświadczonych podmiotów, aby podjąć się takiego przedsięwzięcia bez udziału rządzących (ale przecież nie przeciw nim)? Właśnie taka nieruchawość wydawała się już w zasadzie przezwyciężona, po tym jak przed rokiem różne inicjatywy obywatelskie przy wsparciu SPD, Zielonych, PDS i FDP wygrały wybory na nadburmistrza przeciw partii państwowej, a zwłaszcza po wspaniałej obywatelskiej inicjatywie pomocowej dla powodzian. W tym kontekście stoi kwestia przejęcia odpowiedzialności w miastach i gminach, a także potężne wyzwanie, aby na poziomie Landu zaprezentować się jako wiarygodna alternatywa.

Ten artykuł został opublikowany dzięki licencji Creative-Commons-Lizenz Dietrich Herrmann / Heinrich-Böll-Stiftung.

Tutaj część 1 i 2 serii PEGIDA - dlaczego właśnie Drezno?.