Piechotą z Canterbury do Rzymu: opowiada Enrico Brizzi

Artykuł opublikowany 20 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 20 stycznia 2011
1600 km i 33 miasta, z Canterbury do Rzymu, 72 dni podróży po szlaku Sigeric, arcybiskupa Canterbury, który jako pierwszy wyznaczył trasę w 990 r.: jest to niezwykła podróż opisana w „Dziennikach z via Francigena”(Ediciclo Editoriale). Rozmawiamy z Enrico Brizzi, współautorem książki napisanej wraz z Marcello Fini.

Wiele osób zna Enrico zwłaszcza dzięki sukcesowi jego debiutanckiej powieści „Jack Frusciante opuszcza grupę” (która w 1994 r. znalazła się w czołówce list sprzedaży), po dziesięciu latach, po różnych powieściach i projektach, Enrico Brizzi objawia się entuzjastycznie jako narrator „drogi”. Udokumentował pieszą wędrówkę z Argentario do Conero, szlak via Francigena i - przy okazji 150 rocznicy Jedności Narodowej - ostatnią pieszą wyprawę z Alto Adige na Sycylię, aby odkryć, jacy naprawdę są dzisiaj Włosi w ramach projektu „Italica 150”.

cafebabel.com: Podróż na szlaku via Francigena odbyła się w lecie 2006 r. Co cię skłoniło do jej rozpoczęcia i jak długo trwały do niej przygotowania?

Enrico Brizzi: Głównym bodźcem była ciekawość szlaku znanego od tysięcy lat: pomysł, aby odtworzyć każdy etap kroków podróżnych i pielgrzymów, i to w takim samym tempie, był sam w sobie wystarczająco motywujący. Sześć miesięcy zbierania informacji z książek, na stronach internetowych i poprzez bliskie spotkania de visu były zachętą do wyjścia z Canterbury.

cafebabel.com: Co jest najbardziej nieoczekiwaną rzeczą, która ci się przytrafiła i które spotkanie najbardziej utkwiło ci w sercu?

Enrico Brizzi: Moja odpowiedź na oba pytania jest jedna: spotkanie, w szwajcarskim opactwie San Maurizio, z pielgrzymem, który miał wytatuowane „Bern”. Był to pana zdecydowany dojść do grobu swojego patrona. Wyobraź sobie, że był przekonany, iż ja i moi towarzysze podróży zostaliśmy wysłani z nieba, aby pomóc mu w przejściu przez Alpy, i zachowywał się tak, jak powieści „Il pellegrino dalle braccia d’inchiostro”.

cafebabel.com: Co przywiozłeś do domu po zakończeniu tego doświadczenia?

Enrico Brizzi: Przekonanie, jakiego ludzie nabierali już w średniowieczu: po takiej podróży nikt nie jest już tym samym człowiekiem, którym był wcześniej.

cafebabel.com: Bagaż pielgrzyma jest bardzo zróżnicowany: zmienia się w zależności od potrzeb, klimatu, bólu pleców. Których zbędnych rzeczy musiałeś się pozbyć, a które musiałeś nabyć, ponieważ ich nie miałeś?

Enrico Brizzi: Cenne były przyjazdy przyjaciół, którzy podróżowali pewnych momentach ze mną: przywieźli mi górskie buty turystyczne i niezbędny ekwipunek, by pokonać śnieg w Alpach. To oraz inne ciężkie rzeczy wysłałem do domu po przejściu Apeninów.

cafebabel.com: Jakie zmiany w tobie zauważyłaś po tym doświadczeniu?

Enrico Brizzi: Bardzo długa broda, opalenizna i przekonanie, że pieszo można dotrzeć prawie wszędzie. Dodałbym jeszcze większą świadomość zasad rządzących światem i pór roku.

cafebabel.com: Przeszedłeś najważniejszą, średniowieczną drogę Europy, śladami podróżnych i pielgrzymów: jakie dziedzictwo pozostawiła nam Europa sprzed tysiąca lat? Znalazłeś pewne wspólne korzenie?

Enrico Brizzi: We Franche-Comté [Francja], zatrzymał nas rolnik i zapytał

- Chłopaki, gdzie idziecie?

- Do Rzymu

- Parbleu! [‘sakreble’] – wykrzyknął – A więc to prawda co mówią w naszych stronach

- Co?

- Jest takie powiedzenie: "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" - powiedział, wzruszając ramionami, a nas zamurowało.

cafebabel.com: Jaki ma sens chodzenie w XXI w., w sytuacji, gdy wielu ludzi wybiera samochód, by przejechać nawet krótki odcinek, i gdy latanie low cost przyzwyczaiło nas do weekendowej turystyki [w oryg. mordi e fugi, ‘ugryź i uciekaj’)?

Podróż dobiegła końcaBrizzi: Ludzie zawsze narzekają na brak czasu, ale w rzeczywistości mamy do czynienia z inkulturacją [stopniowy proces wrastania jednostki w kulturę otaczającego ją społeczeństwa]: koniec tygodnia może być również wykorzystany do przejścia części szlaku Via Alpina lub pierścienia Monte Amiata [wygasły wulkan w środkowych Włoszech]. A w zwykły dzień pracy można łatwo przejść pieszo 10 km. Nie trzeba być sportowcem ani maniakiem zdrowia, wystarczy usłyszeć wołanie natury.

cafebabel.com: Posiłkowym sposobem twojej wędrówki na via Francigena był też rower. Jakie są zalety i wady obu sposobów poruszania się?

Enrico Brizzi: Na rowerze można pokonać ponad sto kilometrów dziennie - nawet jeśli dzięki obciążeniu, często wystarczy tylko połowa tego dystansu, by poczuć łydki jak z ołowiu - ale szczęściem lub problemem jest możliwość ciągnięcia bagaży za rowerem. Na piechotę czujesz się jakbyś był nagi, nie masz dosłownie nic do stracenia.

cafebabel.com: Jakie masz jeszcze rady, poza tymi w książce, dla tych, którzy chcą wyruszyć w taką podróż?

Enrico Brizzi: Zdecydowanie szczegółowy przewodnik - choć ogranicza się do włoskiej części traktu - Moniki Atti i Franco Cinti.

cafebabel.com: Jaką radę dałbyś tym, którzy chcieliby powtórzyć twoją wyprawę krok po kroku?

Enrico Brizzi: Weźcie ze sobą dwie pary dobrze przystosowanych butów, jedna para z miękką podeszwą wyłącznie na asfalt, a drugą do poruszania się na szlakach turystycznych. Najważniejsze by wyruszyć z kimś, do kogo ma się zupełne zaufanie. Podobnie jak na rejsie, wspólne życie w wędrówce jest kluczowym elementem, gdyż dzieli się razem posiłki, wysiłek i pokoje w karczmie, lepiej by wybredni i histerycy zostali w domu.

Fot. ©Enrico Brizzi