Pieskie życie zwierząt doświadczalnych

Artykuł opublikowany 13 listopada 2014
Artykuł opublikowany 13 listopada 2014

Gdyby nie zapowiedź demonstracji, apele autorytetów oraz sprzeciw organizacji prozwierzęcych, Polska kończyłaby właśnie prace nad ustawą skazującą zwierzęta doświadczalne na dużo większe cierpienie niż dotychczas. Czyżby polscy politycy nie dostrzegali różnicy między żywą istotą, jaką jest zwierzę, a laboratoryjnymi odczynnikami i pomocami naukowymi?

Zazwyczaj unikam demonstracji. Siła argumentu w rzetelnej dyskusji bardziej do mnie przemawia niż skandujący tłum, transparenty i zablokowane ulice. Tym razem jednak postanowiłem, że pójdę pod Sejm i dołączę do protestujących. Powodem mojej decyzji była zapowiadana na 5 listopada b.r. demonstracja przeciwko nowo powstającej ustawie o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych i edukacyjnych. Jak się bowiem okazuje, nazwa ustawy oraz jej treść niewiele mają ze sobą wspólnego, żeby nie powiedzieć, że stoją ze sobą w jawnej sprzeczności. Dzięki presji medialnej wywieranej przez organizacje walczące o prawa zwierząt i apelom uznanych autorytetów, pracę nad ustawą zostały jednak przedłożone do dalszych konsultacji ze społeczeństwem, a akcję demonstracyjną zawieszono. Czyżby w przededniu wyborów samorządowych parlamentarzyści uwrażliwili się na cierpienie zwierząt i uodpornili na zakusy farmaceutycznego lobby? Wątpię.

Nowa ustawa, archaiczne prawo

Pierwsze zdanie z obowiązującej Ustawy o ochronie praw zwierząt brzmi: „Zwierzę […] nie jest rzeczą”. Sądząc po treści projektu ustawy regulującej doświadczenia na zwierzętach, można dojść do wniosku, że pracujący nad nią politycy nie zapoznali się nawet ze wstępem do podstawowego dokumentu dotyczącego praw zwierząt w Polsce. Podobnie ma się rzecz z unijną dyrektywą, którą opracowywana ustawa ma wdrożyć do polskiego prawodawstwa. Wbrew jej założeniom, a w szczególności jej wymogowi bezstronności oceny projektów badawczych, proponowane przepisy przede wszystkim nie gwarantują przedstawicielom organizacji ochrony zwierząt udziału w komisjach etycznych wydających pozwolenia na eksperymenty na zwierzętach. Ponadto uniemożliwiają one odwołanie się do Krajowej Komisji Etycznej (KKE) od zgody na doświadczanie wydanej na poziomie lokalnym. „Zakładanie nieomylności lokalnych komisji, których połowę składu stanowią eksperymentatorzy, a drugą połowę członkowie o bardzo różnym i niesprawdzonym przygotowaniu do tej roli, świadczy o niepoważnym traktowaniu etycznej kontroli eksperymentów na zwierzętach” – twierdzi prof. Andrzej Elżanowski, zoolog z PAN i członek Polskiego Towarzystwa Etycznego. Brak możliwości odwołania się od pozytywnej decyzji komisji etycznej oznacza również fundowanie sobie kosztownego systemu pozornej kontroli. Zwolennicy wprowadzanych zmian, min.in. prof. Stefan Kasicki z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego, wieloletni członek KKE, argumentują z kolei, że nowe prawo jest odpowiedzią na trudności w rekrutacji przedstawicieli organizacji prozwierzęcych do komisji, oraz że ich brak nie może blokować prac owych komisji. Szef KKE, prof. Krzysztof Turlejski, dodaje, że funkcjonowanie Komisji Etycznej mogłoby zostać sparaliżowane także przez ilość zgłaszanych odwołań. Ciekawe, co innego mają komisarze do roboty niż rozpatrywanie takich właśnie wniosków.

Wyjątek czy reguła?

Pogwałceniem celu dyrektywy UE i zaprzepaszczeniem jej ducha jest również usunięcie z ustawy zakazu przecinania zwierzętom strun głosowych, aby nie mogły sygnalizować cierpienia. Co więcej projekt znacząco ułatwia uzyskanie zgody na eksperymenty z udziałem zwierząt dzikich i bezdomnych, na co dyrektywa zezwala w ramach szczególnego wyjątku, uzasadnionego nadzwyczajnymi okolicznościami. Zważywszy na sytuację bezdomnych psów i kotów w Polsce, daje to ogromne możliwości do nadużyć. Podobnie jest w

 przypadku zwierząt, które przeżyją doświadczenie. Choć w tekście unijnej dyrektywy stoi, że ich wykorzystanie od kolejnego eksperymentu to absolutny wyjątek, w rządowym projekcie wystarczy dodatkowa zgoda komisji etycznej, by było to możliwe. A o zgodę taką nietrudno. „Komisje etyczne opiniują pozytywnie 98% wniosków, więc zaaprobują i taki” – ocenia prof. Elżanowski. Wobec zapewnień strony rządowej, że owe 98% jest mylące i że wiele wniosków jest poprawianych zgodnie z sugestiami, należy przypomnieć, że poprawki, których wymaga komisja, dotyczą kwestii formalnych, a nie etycznych. To nic dziwnego, bo – jak pisze prof. Elżanowski w swej ocenie ustawy – „projekt przemilcza cierpienie i śmierć zwierząt jako koszt uzyskania korzyści z doświadczenia, a tym samym pomija podstawowe kryterium oceny dopuszczalności wykonania doświadczenia”. Kolejne nadużycie w interpretacji dyrektywy dotyczy postulatu, aby kontrolą dobrostanu zwierząt zajmowało się przynajmniej trzyosobowe ciało komisyjne; w rządowym projekcie owym „ciałem” ma być jedna osoba, w dodatku wyznaczona przez laboratorium lub kierownictwo danej hodowli. Równie niezrozumiały wydaje się zapis, zgodnie z którym komisje etyczne nie mają obowiązku podawania do opinii publicznej tzw. retrospektywnej oceny eksperymentu, mającej na celu weryfikację przebiegu doświadczenia, korzyści naukowych, jakie z niego wniknęły, oraz cierpień zwierząt. Czyżby miały do ukrycia coś wstydliwego?

Zmiany a wybory

Choć projekt ustawy jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie, rząd zgodził się go poprawić w oparciu o sugestie strony społecznej. Tym sposobem 5 listopada zamiast iść na demonstrację, mogłem trzymać kciuki za powodzenie zapowiedzianych na ten dzień negocjacji. Porozumiano się co do większości zgłoszonych postulatów. Reszta zostanie przedyskutowana na następnym spotkaniu. Niewątpliwie jest to duży sukces. Z rozmów zadowolony jest również Cezary Wyszyński z fundacji VIVA. Zastrzega jednak, że dalszy przebieg sprawy w Sejmie będzie dokładnie monitorowany, a akcja protestacyjna nie została odwołana, lecz zawieszona. Wszystko po to, aby pod wpływem wyborczych emocji politycy przypadkiem nie zapomnieli o wynegocjowanych zobowiązaniach. Pamiętając jednak o terminie przydatności wyborczych obietnic, możliwe, że po wyborach znowu będę musiał szykować się do demonstracji.