Pippo Delbono: "Włoski teatr jest martwy"

Artykuł opublikowany 24 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 24 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Reżyser i aktor, rocznik 59. W jego teatrze występują dzieci z zespołem Downa i byli włóczędzy. Kulturę tworzymy dla przyszłych pokoleń, nie dla kampanii wyborczych, tłumaczy.

W sejmie obowiązuje strój formalny, ale nikogo nie dziwi, że "ten" Delbono wchodzi w dżinsowej kurtce. Jego teatr od wielu lat zaskakuje wyborem aktorów. Jest wśród nich wielu profesjonalistów, jak również byłych pacjentów szpitali psychiatrycznych, artystów ulicznych, włóczęgów, wokalistów rockowych czy dzieci z zespołem Downa. W jego teatrze różnorodność to modus operandi. Nic więc dziwnego, że Delbono został zaproszony do odczytania referatu podczas kongresu o różnorodności kulturowej odbywającego się 26 marca w Rzymie. Byłam wśród organizatorów tego spotkania, więc korzystając z szansy, jaką dała raczej nudna przerwa, namówiłam Delbono na rozmowę o teatrze, różnorodności, szaleństwie, "kulturze, która ocali nas przed pustką", jak sam lubi mówić.

Wyrażać pragnienia możliwie jak najszerzej

Bez wątpienia spoiwem pracy Delbono jest sama kultura, służąca do pomocy człowiekowi w lepszym życiu. Kultura to zadawanie sobie pytań: dlaczego rodzisz się, umierasz, dlaczego istniejesz? Kultura to zmiana sposobu widzenia świata. Parafrazując słowa Pasoliniego można by rzec, że kultura to wyrażanie pragnień możliwie jak najszerzej. We Włoszech kultura bywała materiałem wykorzystywanym przy wyborach, a kulturę, wyjaśnia Delbono, tworzymy dla przyszłych pokoleń, nie dla kampanii wyborczych. We Włoszech mamy do czynienia z pustką kulturową, więc uczepimy się każdego, kto nam obieca życie wieczne, aby móc tę pustkę wypełnić. To nieczytelne odniesienie do roli religii. Delbono nie oszczędza także sposobu zarządzania dobrami kultury, zdając sobie sprawę, że Włochy mają ich największą liczbę na świecie. Nasz kraj potrafi konserwować, ale nie odnawiać , ubolewa.

Dyrektorzy włoskich teatrów przyklejeni do stołków

W sprawie teatru włoskiego, Delbono radzi współpracę zagraniczną, tłumacząc, że we Włoszech mamy przepiękne dziewiętnastowieczne teatry, które jednak wystawiają na duże ryzyko możliwości zrealizowania teatrów tanecznych, poetyckich. Tutaj opracowuje się wyłącznie wielkie teksty klasyków. Istnieje teatr wyłącznie tradycyjny a struktury architektoniczne są odporne na zmiany. Ale to nie wszystko. Kierownicze stanowiska zajmują ciągle te same osoby. Dyrektorzy włoskich teatrów są przyklejeni do swoich stołków. Potrzebujemy innych form zarządzania, obcokrajowców, którzy wniosą więcej świeżości i zburzą włoski mur rzeczywistości kulturalnej, której ja nie zawaham się nazwać teatralnie martwą.

Z więzienia na deski teatrów europejskich

Aby uciec przed sterylnością włoskiej rzeczywistości, Delbono zawsze spoglądał za granice. Liguryjski reżyser pracował z argentyńskim aktorem Pepe Robledo, z grupą Farfa, prowadzoną przez Iben Nagel Rasmussen z Danii, z choreografką Piną Bausch przy spektaklu Wuppertaler Tanztheater. Instynkt zawiódł go następnie na Daleki Wchód, gdzie miał szansę zgłębić techniki aktorsko-taneczne w Indiach, Chinach i na Bali. Nawet jego filmy powstają w międzynarodowym wymiarze. Guerra (Wojna), który otrzymał nagrodę David di Donatello (prestiżowa włoska nagroda filmowa przyznawana przez Akademię Filmu Włoskiego - przyp. tłum.), jako najlepszy film długometrażowy, zrealizowany został podczas tournée po Izraelu i Palestynie między grudniem 2002 a styczniem 2003. Dwadzieścia lat wcześniej podczas tournée swojego pierwszego spektaklu, Il tempo degli assassini (Czas zabójców), zatrzymywał się w tatrach, więzieniach i popularnych miejscowościach w Ameryce Południowej. To wydarzenie dało początek serii sukcesów w kraju i zagranicą, a Delbono zbierał je nie rezygnując nigdy z kontaktu ze światem ludzi wykluczonych z systemu.

Tworzy teatr, który wynosi na deski nielegalnych imigrantów, byłych włóczęgów, szaleńców, niepełnosprawnych. Takich jak Bobo, który przeżył 50 lat w szpitalu psychiatrycznym w Neapolu. Praca z nimi pozwoliła mi zrozumieć, że osoby z marginesu społecznego nie powinny być odbierane w inny sposób. Wiele osób pracujących ze mną otworzyło mi oczy na świat. Stało się bohaterami mojej historii. To osobowości, które razem z moimi sztukami przemierzyły wielkie stolice europejskie. To znak, że różnorodność może być podstawowym instrumentem do kulturowej otwartości.

W Moskwie, tłumaczy Delbono, mówili mi, że dzieci z zespołem Downa trzymają w zakładach zamkniętych. A w jednej z moich sztuk dziecko dotknięte tą chorobą kończy przedstawienie z uśmiechem. Nikt nie zrobiłby tego lepiej, w nim widzę światło Buddy!

OBEJRZYJ SPEKTAKL PIPPO DELBONO

Fragment sztuki Questo buio feroce (Te nieludzkie ciemności), opartej na autobiografii umierającego na AIDS amerykańskiego pisarza Harold Brodkeya, w której autor opisuje ostatnie lata swojego życia, od diagnozy aż po śmierć.