Planujesz wakacje? Powiemy Ci gdzie nie jechać!

Artykuł opublikowany 16 sierpnia 2013
Artykuł opublikowany 16 sierpnia 2013

Wycieczki z przewodnikiem, meduzy, skarpety do sandałów… Choć wszyscy jesteśmy obywatelami świata, istnieją pewne wakacyjne miejsca, których powinni unikać nawet najdzielniejsi podróżnicy. W trosce o to, żebyście tego lata nie zgubili się między kapeluszami turystów i nie otumanili zwietrzałą sangrią, przygotowaliśmy dla Was listę miejsc, których NIE polecamy na wakacje.

FORTE DEI MARMI (WŁOCHY)

Wiemy, że oglądaliście film „Pod Słońcem Toskanii”. Wiemy, że myślicie, że Toskania wygląda dokładnie tak, jak jest to w tym filmie przedstawione. Dlatego czujemy się w obowiązku powiedzieć Wam: nie jedźcie do Toskanii. Szczególnie szerokim łukiem omijajcie miejscowość Forte dei Marmi. Zamiast zapachu morza będziecie tam wdychać aromat żelu do włosów mężczyzn, którzy charakteryzują się albo wiekiem, albo mentalnością „Bunga-Bunga” – w wielu przypadkach obiema tymi rzeczami na raz. Podstarzałe gwiazdy kina, których lata świetności minęły dawno temu, niespiesznie przechadzają się po „Sunset Boulevard” i szaleją w dyskotekach. Mieszanka doznań wizualnych charakterystyczna dla tej miejscowości to nadmiar testosteronu, złote łańcuchy, spódniczki mini i sukienki w cętki na opalonych ciałach pośród szeregu błyszczących brylantów. Forte dei Marmi będzie jednak rajem na ziemi dla średnio ambitnych paparazzi, którzy czyhają na skandal z gasnącymi gwiazdami w rolach głównych. 

V.N.

MOSTAR (BOŚNIA)

Wyprawa do Bośni i Hercegowiny to prawdziwa lekcja historii: mury budynków nadal są naznaczone dziurami po kulach, w ziemi napotkacie leje po minach – pamiątki z oblężenia Sarajewa. Każdy szanujący się turysta musi odwiedzić słynny Stary Most w Mostarze, dlatego nie zdziwcie się gdy przybywszy do Mostaru latem zastaniecie na moście cztery osoby na metr kwadratowy. Nie brakuje śmiałków, którzy skaczą w odmęty turkusowej Neretwy. Pomimo ulotnych uroków, Mostar nie jest jednak miejscem godnym polecenia podczas wakacji. Warto tu przyjechać, gdy robi się chłodniej i tłum turystów nieco się przerzedza.

BENIDORM (HISZPANIA)

Jak wyobrażacie sobie piekło? Czy wystarczy wizja dwóch armii - 100 000 Anglików kontra 100 000 Niemców, uzbrojonych w wódkę Smirnoff i krem do opalania z filtrem 50, przybyłych, aby skolonizować hiszpańską plażę? Jeśli nie, wyobraź sobie, że jesteś mieszkańcem Benidorm i latem musisz codziennie walczyć z morzem poparzonych ciał, ręczników kąpielowych i parasoli, skutecznie zasłaniających cały widok na morze. Ekscentryczne fryzury, białe sukienki, absurdalne tatuaże - tutejsze widoczki dorównują najgorszym scenom z filmu „Scarface”. W Hiszpanii mówi się, że Benidrom jest małym Las Vegas. Ja jestem pewien, że Sangria w Vegas smakuje lepiej, niż to, co serwuje się tutaj.

NEUSCHWANSTEIN (NIEMCY)

Chcesz spędzić hipsterski urlop w Niemczech? Jedź do Berlina! Jeśli jesteś bardziej ambitny i do tego za przewodnika bierzesz Biblię podróżnych naszych czasów - Lonely Planet – nastaw się na to, że wakacje spędzisz w fosach, znanych nieoficjalnie jako obrzeża świata. W planie podróży nie może zabraknąć zamku Neuschwanstein położonego najdalszym zakątku Bawarii. Ów zamek, niegdyś siedziba Ludwika II Bawarskiego, jest jedną z najpopularniejszych niemieckich atrakcji turystycznych. Każdego lata niezliczone ilości turystów z całego świata przemierzają tysiące kilometrów, aby dotrzeć do tego odległego miejsca na granicy z Austrią. Po co? Żeby ustawić się w kolejce! Ci, którzy są na tyle zdeterminowani, żeby stać niej 3 godziny, poczują gorzkie rozczarowanie podczas oprowadzania, które należy do skrajnych przykładów manipulacji tłumem. Podobnie jak w hipsterskich barach w Berlinie, w Neuschwanstein nie spotkasz ani jednego Niemca. Nie będziesz jednak narzekał na nieobecność Japończyków. „Foto? Foto?”

Wątpliwe uroki polskiego Bałtyku

Władysławowo, Jurata, Jastarnia, czy Krynica Morska - nazwy tych miejscowości przyprawiają każdego miłośnika spokojnych wakacji o dreszcze. Polskie miejscowości nad Morzem Bałtyckim były przed wojną prawdziwymi kurortami - przejawem dobrego smaku i zamożności było w latach dwudziestych udać się na urlop do Sopotu, czy zaszaleć na dancingu w Juracie. Dziś polskie wybrzeże nie cieszy się zbyt wielką popularnością. Pijani turyści, podrzędne hotele i hałaśliwe rodziny to tylko trzy argumenty za tym, żeby nie przyjeżdżać nad polskie morze. Przynajmniej latem.

KP

GUÉRANDE (niby we Francji, ale na zachodzie)

Osławione Lazurowe Wybrzeże jest już dla Francuzów „passé”. Teraz modne są wakacje na półwyspie Guérande - symbolu eleganckiej, a zarazem spokojnej Bretanii. Z wyjątkiem sezonu. Kto nie ma budżetu paryżan, którzy nocują w Croizic albo La Baule, nie zazna tu spokoju. Alternatywą dla parków rozrywki pełnych rozhasanych nastolatków jest centrum miasta, falujące zwiedzającymi masami w koszulkach Lacoste. Wybrzeża, na których znajdują się wasze hotele (oczywiście nie za blisko centrum) są nie tylko wspaniałe, lecz także śluzowate. Co to oznacza? Meduzy o średnicy 40 centymetrów, na które wkrótce wdepniecie. Podczas burz tworzą one kolonie, przetykane małymi grudkami ropy. To wystarczający powód, aby stracić ochotę na kąpiel, nawet wtedy, gdy woda ma powyżej 20 stopni. Prawdziwe West Side Story.