Playing for Change: muzyka jako nośnik idei pokoju

Artykuł opublikowany 12 października 2014
Artykuł opublikowany 12 października 2014

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Playing for Change to zespół składający się z ok. 180 członków z różnych krajów.Podróżują, by spotykać i nagrywać muzyków z całego świata. Stworzyli również fundację, by zakładać muzyczne szkoły. Café Babel spotkało się z trzema przedstawicielami multikulturowego bandu po ich występie na Esperanzah, festiwalu muzycznym w Belgii.

Współzałożycielem Playing for Change jest Mark Johnson ze Stanów Zjednoczonych. Clarence Bekker to holenderski piosenkarz, a Jason Tamba - gitarzysta z Konga. 

Cafébabel: Moglibyście się przedstawić i wyjaśnić, dlaczego interesuje Was udział w Playing for Change?

Mark Johnson (MJ): Playing for Change powstało, ponieważ chcieliśmy odnaleźć coś, w co mogliby wierzyć ludzie z całego świata. Coś, co pomogłoby nam przezwyciężać sprawy, które nas dzielą i skupić się na tym, co nas łączy. Właśnie tak działa muzyka. Dlatego Playing for Change to projekt, w którym uczestniczą osoby w to wierzące.

Clarence Bekker (CB): W Belgii byłem wcześniej znany jako CB Milton, przedstawiciel muzyki dance. Miałem kilka hitów jak "It’s a loving thing" czy "Send me an angel", ale ten gatunek muzyczny przestał mnie pociągać. Dlatego zacząłem podróżować po świecie w poszukiwaniu nowego celu, nowego sposobu na życie. Wreszcie trafiłem do Barcelony i zostałem muzykiem ulicznym. Pewnego razu, gdy grałem na ulicy, podszedł do mnie Mark ze swoją ekipą, zaintrygowny moim głosem. Projekt, o którym opowiadali, wydał mi się bardzo ciekawy, pokazali mi też kilka nagrań. Przerodziło się to w coś większego niż sobie wyobrażałem. Od tamtej pory jestem częścią Playing for change.

Jason Tamba (JT): Ja pochodzę z Konga. W latach osiemdziesiątych przeprowadziłem się na południe Afryki, gdzie grałem na ulicach, w pubach... wszędzie. Do zespołu dołączyłem w 2008 roku w Kapsztadzie, gdy Playing for Change przyjechali nagrać pierwszy teledysk.

Cafébabel: Jak i gdzie nagrywacie płyty?

MJ: Podróżujemy z niewielką grupą ludzi, którzy mają przenośne studio nagraniowe oraz kamery dobrej jakości. Przemierzamy miasta, stacje metra, wioski. Jedno nagranie - jeden muzyk. Najpierw słucha na słuchawkach tego, co nagrali przed nim inni, potem dodaje coś od siebie. Z połączenia nagrań powstają piosenki z różnych zakątków świata. Właśnie tak poznajemy większość z nich. Pomyśleliśmy, że wspaniale byłoby gdyby muzycy, których nie znamy, połączyli siły i wspólnie zagrali na jednej scenie. Taki cel przyświecał nam od początku, czyli od bardzo dawna. Wtedy też rozpoczęliśmy trasę po całym świecie, występując jako zespół Playing fo Change.

Cafébabel: Słyszałem, że zespół tworzy ponad 185 osób...

MJ: Na najnowszym albumie Playing for Change "PFC3 Songs Around the World" gra 180 muzyków z 32 krajów. Dzisiaj grają ci, których widzisz na scenie, ale zazwyczaj są to również Keith Richards, Sara Bareilles (bardzo popularna piosenkarka), Taj Mahal, Toots & The Maytals, Los Lobos itd. Tak więc ci wszyscy, tak różni muzycy, grywają razem.

Cafébabel: Dziś było was na scenie dziesięcioro. W jaki sposób wybieracie tych, którzy będą grali?

MJ: To stała grupa wykonawców od samego pczątku. Na nowym albumie zaprosiliśmy do współpracy Keiko Komaki, świetną japońską pianistkę, która też dzisiaj z nami wystąpiła. Gdy ją poznaliśmy, nagraliśmy jej piosenki, a dopiero później dołączył zespół - obecnie koncertuje z nami po świecie. Tak więc czasem dochodzą nowi muzycy, ale istnieje kilku takich, którzy występują od zawsze. Wydaje mi się, że reprezentanci tej grupy pochodzą z 8 różnych krajów: Konga, Republiki Południowej Afryki, Kuby, Holandii, Izraela, Włoch, Stanów Zjednoczonych i Japonii.

Cafébabel: Dzisiejszego wieczoru zaśpiewaliście fragment "Stand by me" po francusku. Czy podobnie postępujecie w każdym kraju, do którego zawitacie?

CB: Staramy się, by taki był zwyczaj. Wszyscy znają tę piosenkę, a śpiewanie w języku danego kraju jest frajdą zarówno dla miejscowych, jak i dla nas. Dla nich możliwość zaśpiewania i wyrażenia czegoś w ojczystym języku sprawia, że piosenka zyskuje dodatkową wartość. Dają wtedy z siebie wszystko, wywołując przy tym bardzo pozytywne wibracje.

JT: "Stand by me" zawsze jest częścią naszego repertuaru. Została nagrana z myślą o Playing for Change i zna ją wiele osób.

CB: Dla nas każdy kolejny występ w innym zakątku świata jest zarówno ciekawą przygodą, jak i bodźcem do tego, by kontynuować.

Cafébabel: Tworzycie własne piosenki?

MJ: W tej chwili prawie połowa repertuaru granego na koncercie to nasze kompozycje. Druga połowa to tradycyjne piosenki w stylu gospel, jak na przykład "Down by the river side", czy bluesa. Generalnie jednak na koncertach staramy się łączyć te wszystkie różne języki i style muzyczne.

CB: Wydaje mi się, że większość artystów, którzy stworzyli te piosenki już nie żyje, ale zawarty w nich przekaz powinien być rozpowszechniany. Osobiście jeśli mogę wykorzystać energię danej piosenki do tego, by wciąż była żywa, to tak właśnie robię.

Cafébabel: Poprzez swoją muzykę chcecie przede wszystkim propagować pokój. Założycliście nawet fundację. Czy możecie opowiedzieć nam o niej nieco więcej?

MJ: W 2009 roku założyliśmy Fundację Playing for Change, niezależną organizację charytatywną, która zajmuje się zakładaniem szkół muzycznych na całym świecie. Przyświeca im ta sama idea, co piosenkom. Chcemy również, by dzięki muzyce dzieci z różnych zakątków świata mogły się ze sobą komunikować, na przykład żeby te, które mieszkają w Belgii, mogły poznać te z Konga. Dzięki takim działaniom można zaobserwować, jak stereotypy i uprzedzenia znikają. Utwierdza nas to w przekonaniu, że to, co robimy, wpływa na przyszłość.

Cafébabel: W jakich krajach znajdują się wasze szkoły?

MJ: W Republice Południowej Afryki, Ghanie, Mali, Rwandzie, Nepalu, Tajlandii oraz Stanach Zjednoczonych.

Cafébabel: Po raz pierszy odwiedzliście Belgię. Dlaczego zdecydowaliście się właśnie na Esperanzah?

MJ: To idealne miejsce! Stanowi definicję festiwalu dla ludzi z otwartym umysłem. Bo właśnie wtedy to ma sens - gdy stajesz z projektem takim jak nasz, przed osobami z otwartymi głowami i sercami. Możesz poczuć, jak mocno publiczność jednoczy się z muzyką, występem, emocjami. Dlatego gramy. To jak sen, cudownie było móc to zobaczyć.

Cafébabel: Dokąd zmierzacie teraz i w jaki sposób wybieracie kolejne miejsca?

MJ: Jutro wracamy do Amsterdamu, miasta Clarence. Później jedziemy do Włoch, kraju Roberta Luti, naszego gitarzysty. Potem Szwecja, Ameryka Południowa... to światowa trasa koncertowa. Chcemy rozpowszechniać nasz przekaz we wszelkich możliwych miejscach. W tym roku zaczęliśmy w Ameryce Północnej, potem była Europa i Ameryka Południowa. Nie przestajemy. Pojedziemy też do Azji i znowu do Autralii, Japonii. Naszym celem jest dzielenie sę muzyką i ciągłe powiększanie rodziny w miejscach, do których jeździmy. Dzisiaj przyłączyło się do naszego ruchu dziesięć tysięcy osób. To jest piękno takich festiwali muzycznych jak Esperanzah.

Cafébabel: Jak można dołączyć do waszej organizacji?

MJ: Najlepiej wejść na playingforchange.org i poczytać o projekcie. Chętni mogą działać na różne sposoby: wspierać zespół i piosenki ze świata, szkoły lub zapisać się do newslettera i dostawać informacje na bieżąco.

Ludzie cały czas dzelą się z nami swoją muzyką, mamy katalog z muzykami z każdego kraju. Często nasz zespół występuje z zaproszonym gościem. Dzisiejszego wieczoru była to osoba z Belgii. To coś wyjątkowego, sprawia, że ludzie czują radość i dumę.

>> Kliknij tutaj jeśli chcesz otrzymać więcej informacji na temat Playing for Change