Po co nam referendum? Przykład Włoch i Słowenii

Artykuł opublikowany 22 czerwca 2011
Artykuł opublikowany 22 czerwca 2011
W przeszłości, niedoinformowanie i niska frekwencja zamieniły potencjalnie potężne narzędzie reformy społecznej w mozolne i daremne przedsięwzięcie. Nieoczekiwane wyniki referendów przeprowadzonych 12 i 13 czerwca we Włoszech ponownie zwróciły uwagę na tę najstarszą formę demokracji bezpośredniej.

Niedoinformowanie i niska frekwencja w przeszłości zamieniły potencjalnie potężne narzędzie reformy społecznej w mozolne i daremne przedsięwzięcie. Nieoczekiwane wyniki referendów przeprowadzonych 12 i 13 czerwca we Włoszech ponownie zwróciły uwagę na tę najstarszą formę demokracji bezpośredniej.

Niska frekwencja często poddawała w wątpliwość skuteczność referendów jako wyrazu suwerennego głosu społeczeństwa. We Włoszech, na przykład, z przeprowadzonych dotychczas 62 referendów jedynie połowa osiągnęła wymaganą frekwencję i uzyskała moc prawną. W ciągu ostatnich 14 lat frekwencji takiej nie udało się osiągnąć ani razu. Inaczej stało się w dniach 12-13 czerwca, kiedy 25 milionów Włochów udało się do urn, aby uchylić cztery różne normy prawne. Zakreślając na karcie „tak”, powiedzieli „nie” budowie w kraju kolejnych elektrowni jądrowych. Powiedzieli „nie” prywatyzacji i komercjalizacji wodociągów. Powiedzieli „nie” zwolnieniu polityków z obowiązku stawienia się przed sądem na procesie karnym.

Dlaczego nie wspominacie o moim referendum?

Co oczywiste, powyższe wyniki stanowiły cios wymierzony w obecne władze państwowe. W okresie poprzedzającym włoskie referendum, prowadzący kampanię na „tak” obwiniali najważniejsze media o niepoświęcanie wystarczająco dużo czasu spornym kwestiom. Niektórzy krytycy poszli o krok dalej, sugerując celowe działania ze strony establishmentu w celu sabotowania referendum. Mimo wspomnianych przeciwności, ostateczne wyniki plebiscytu wręcz przekroczyły oczekiwania. W ślad za tym niespodziewanym sukcesem referenda mogą odzyskać znaczenie. Często niedoceniane jako trwałe narzędzie bezpośredniej demokracji, mogą zyskać nowych zwolenników wśród rozmaitych grup, w tym tych starających się zrealizować za ich pośrednictwem własne partykularne interesy. Referenda to jednak ciężka praca. Niekoniecznie uzyskanie niezbędnej do ich przeprowadzenia liczby podpisów stanowi tu największy kłopot. Prawdziwym wyzwaniem jest przekonanie wystarczającej liczby osób do oddania głosu i ułatwienie im zrozumienia, za czym lub przeciwko czemu głosują. Sformułowane pytania okazują się na tyle zagadkowe, że bez odpowiedniej kampanii informacyjnej nietrudno pogubić się w niuansach językowych i odpowiedzieć „tak” zamiast „nie” i odwrotnie. Otwiera to pole do manipulacji.

Sformułowane pytania okazują się na tyle zagadkowe, że bez odpowiedniej kampanii informacyjnej nietrudno pogubić się w niuansach językowych i odpowiedzieć „tak” zamiast „nie” i odwrotnie.

Referenda odcisnęły swe piętno w społecznej i politycznej historii krajów takich jak Włochy, niejednokrotnie prowokując gorącą debatę pomiędzy zwolennikami opcji „tak” i „nie”. Tak było choćby w przypadku prawa do rozwodów, które wkrótce po wprowadzeniu zostało poddane pod referendum w 1974 roku i ostatecznie utrzymane w ramach prawa cywilnego przy 59% Włochów przeciwnych jego zniesieniu. Obywatele Słowenii, z kolei, w jeden tylko czerwcowy weekend wypowiedzieli się w referendach dotyczących różnych kwestii, od wieku emerytalnego po prawo medialne, co spowodowało krytykę referendów jako narzędzia demokracji, które w rzeczywistości może powstrzymywać kraj przed istotnymi zmianami politycznymi.

Refe… co?

W pozostałych częściach Europy referenda są rzadkie, ale nie niespotykane. Wielokrotnie odegrały istotną rolę w procesie integracji europejskiej, choć nie zawsze pozytywną. W Norwegii, na przykład, przeprowadzono dwa plebiscyty w kwestii członkostwa w Unii Europejskiej (1974, 1994) – w obu przypadkach z negatywnym rezultatem. Referenda we Francji i Holandii w 2005 roku pogrzebały Traktat Konstytucyjny UE. W 2008 roku irlandzkie „nie” opóźniło implementację Traktatu z Lizbony o ponad rok. Niezależnie od wyniku, referenda wypełniają lukę pomiędzy status quo a wezwaniem do zmiany ze strony społeczeństwa obywatelskiego. W czasach gdy mieszkańcy Europy, w szczególności młodzież, czują się coraz bardziej oderwani od klasy politycznej, a oburzeni obywatele („indignados”), reprezentujący różne grupy społeczne, wychodzą na place Europy, referenda mogą okazać się najlepszą zinstytucjonalizowaną drogą do zapewnienia szerszego udziału we władzy i demokracji. Traktat z Lizbony zapewnia nowe narzędzie, zwane Europejską Inicjatywą Obywatelsąa (EIO), które umożliwia milionowi obywateli z krajów członkowskich wezwanie Komisji Europejskiej do wysunięcia nowej propozycji legislacyjnej w dowolnej kwestii dotyczącej Unii Europejskiej. Jak dotąd rozwiązanie to nie zaczęło funkcjonować, jednak utworzony niedawno komitet już obecnie mobilizuje euroentuzjastów w celu wykorzystania tej nowatorskiej formy referendum europejskiego dostępnej od 1 kwietnia 2012 roku.

Fot. (cc)'Lomo-Cam' aka Cameron Russell/Flickr/ CamRussPhoto