Pociąg Bukareszt - Kiszyniów: wódka, joga i kiełbasa

Artykuł opublikowany 19 grudnia 2012
Artykuł opublikowany 19 grudnia 2012
Jadąc do EuropyWschodniej, turysta nie powinien spodziewać się wysokiego standardu podróży, chyba że zadowoli się luksusowymi hotelami dla lubieżnych biznesmenów i paniami do towarzystwa. Poprzez wmieszanie się lokalną ludność, można w pełni zrozumieć nową, niezwykłą rzeczywistość. Rumunia i Mołdawia nie odstępują od tej zasady.
Pewien Belg opowie wam o swojej nocnej podróży pociągiem na trasie Bukareszt-Kiszyniów, w której towarzyszył mu trochę podejrzany instruktor jogi.

"Proszę wsiadać, pociąg odjeżdża" krzyczy pracownica rumuńskich kolei. Wyjmuje gwizdek, wchodzi na pierwszy schodek pociągu i gwiżdże. Spóźnialski biegnie przez peron wlokąc walizki, które przeszkadzają mu prawie tak samo jak jego wielki brzuch. Do pociągu już nie wejdzie i narazie będzie musiał zostać w Bukareszcie. Drzwi się zamykają, a zgrzybiała, stalowo - drewniana masa z trudem odrywa się od zardzewiałych torów.

''Ceausescu zabronił jogi, bo uważał ją za oznakę rewolucji''

Każdy wagon ma swojego "szefa". W rzeczywistości, chodzi raczej o matkę. To ona wskazuje wam kuszetkę, daje wam pościel, troszczy się o waszą wygodę i budzi was na każdym przystanku. Moja "mama" zachwyca się, kiedy mówię po rumuńsku z francuskim akcentem. Rozpieszcza mnie, znajdując mi miejsce obok jednego trzydziestolatka. "Myślę, że ten jest najczystszy ze wszystkich podróżujących tej nocy. Nie znajdziesz jego starych skarpet obok swojej kanapki albo na poduszce." Dziękuję "mamo".

"Cześć, jestem Tomas. Jadę do Iasi na spotkanie z moją kochanką. Cholera, czekaj, moja żona dzwoni. Proszę, zrób jak największy hałas, nie może usłyszeć, że jestem w pociągu!". Potrząsam moją walizką, uderzam nią o ścianki. Kaszlę.

Tomas kończy rozmowę. Uwalnia się od słuchawki bluetooth, z którą się nie rozstaje. "Wiesz co, słyszałem, że mówisz z akcentem. Na pewno jesteś Rumunem z diaspory. Pewnie wiesz, że to jest kraj korupcji. To dlatego używam słuchawki bluetooth. W ten sposób nie mogą mnie szpiegować". Otwieram okno. W przedziale nie da się oddychać z powodu sera i salami, które gniją w mojej torbie. Upał nie pomaga. Mężczyzna, "najczystszy z pociągu", nie ma szczęścia. Trafił na najbardziej śmierdzącego. "Dlaczego boisz się, że cie śledzą?", pytam zaintrygowany. "To proste. Jestem osobą o dwóch twarzach. Pracuję w reklamie, moim celem jest sprzedanie gówna konsumentom. Jestem też instruktorem jogi. Ceausescu zabronił jogi, bo uważał ją za oznakę rewolucji. Nawet dziś, ci którzy ćwiczą jogę są w Rumunii uważani prawie za terrorystów''. Wyjmuję moją wódkę i kiełbasę.

"Wiesz, to Cyganie są powodem większości problemów w Rumunii". Wychylam kieliszek wódki. Znam tę śpiewkę, słyszę ją po raz setny i zaczyna mnie już męczyć. Tomas ciągnie temat. "Opowiem ci dwie anegdoty. Pierwsza miała miejsce kiedy byłem logikiem w siłach specjalnych policji w Bukareszcie. Pewnego dnia, mieliśmy przeprowadzić operację u jednego księcia cygańskiego, najgorszego w całej stolicy. Pojechałem z ekipą interwencyjną, żeby to zobaczyć. Mieliśmy wejść do jego ogromnej posiadłości przeskakując przez mur. Ostatecznie, zdecydowaliśmy się zadzwonić do drzwi. Wiesz co facet nam powiedział? "Tak, proszę chwilę zaczekać, tylko przywiążę lwy". Nie żartuję, facet miał dwa lwy w ogródku. Wchodząc do salonu, zobaczyliśmy otwartą walizkę leżącą na stole. W środku były miliony lei. Spojrzeliśmy po sobie, następnie na niego. Zbladł, wiedział o czym pomyśleliśmy.To byłoby tak proste, odkrylibyśmy wszystko przez przypadek. Ostatecznie tylko go zatrzymaliśmy, a pieniądze zapieczętowaliśmy. Jak idioci. Przekazaliśmy pieniądze mafii, innej mafii - państwu.

Przejechałeś ich? "No tak, a co miałem zrobić? Zniszczyli mi samochód"

Odrzucam krawat na plecy. Jestem zdumiony tym, co mówi mi Tomas. Ten czysty play-boy jest niesamowitym gadułą. "Druga anegdota wydarzyła się na wsi. Razem z żoną spokojnie jechałem przez wieś. Nagle, wściekły koń ścigany przez Cyganów przebiegł drogę. Ze strachu stratował mi samochód". Nasza adopcyjna mama wpadła do przedziału i pyta czy wszystko w porządku. Tomas odpowiedział, że byłoby lepiej gdyby została z nim na noc. Ona śmieje się i wychodzi. "Na czym skończyłem? A, tak. Wyszedłem z samochodu i powiedziałem grupie Cyganów, że zadzwonię na policję, że tak się robi w podobnych przypadkach. Nabijali się ze mnie mówiąc, że policja się ich boi. Oddalili się. Tego było za wiele. Powiedziałem, że wszystkich ich pozabijam jeśli zrobią jeszcze chociaż jeden krok. Nie posłuchali mnie. Wsiadłem do samochodu i dodałem gazu''. Prawie udławiłem się kawałkiem kiełbasy. Przejechałeś ich? "No tak, a co miałem zrobić? Zniszczyli mi samochód". Ściskam w dłoniach szklankę. "Ale co tam, nikt nie zginął. Tylko że jedna cyganka miała dziecko na rękach. Upadło i lekko zraniło się w głowę. Reszta miała kilka złamań. Nic poważnego. No ale musiałem uciekać jak najszybciej. Spodziewałem się, że inni Cyganie będą mnie gonić i może nawet mnie zabiją. Źle się czułem". Zapytałem go, czy czuł się źle, bo o mało nie zabił wielu osób. "No nie, jesteś głupi czy co? Trafiłbym do więzienia". Mogłem się tego spodziewać. "Ostatecznie wszystko się ułożyło. Komisarzem w tej gminie był kuzyn mojej żony. Wystarczyło wręczyć mu kopertę, a skargi zniknęły. Właśnie tak to tutaj działa".

Fot.: Główne (cc) Dustin Diaz; w tekście (cc) Juan Ribón/Flickr