Podróż: spokojna przeprawa Noirlac

Artykuł opublikowany 3 lipca 2009
Artykuł opublikowany 3 lipca 2009
To opactwo cysterskie, „nisza” w centrum Francji i w środku francuskich pól, przyjmuje kilka samochodów kempingowych i europejskich turystów amatorów sztuki, architektury… i muzyki pod ostrołukami.

Siedząc pod drzewem na tarasie małej, dyskretnej i gościnnej oberży znajdującej się naprzeciwko Opactwa, nie trzeba długo czekać, aby zawiązać znajomość. Tutaj wszystko jest przygotowane do wymiany, do współbiesiadowania, nawet do samotności, jeśli takie jest wasze życzenie. Nie przychodzi się tutaj, żeby naruszać wasz spokój. Miejsce zaprasza do wyciszenia. Brak stresu, brak niepotrzebnych gestów, gwałtownych i nieskoordynowanych ruchów. Nie ma sprzedawców tandety będących na czatach, gdy tylko są trzy kamienie do zwiedzania ani krzyczących sklepikarzy przed którymi zwykle gromadzą się hordy zmęczonych turystów, którzy wrzeszczą wlekąc się. Troszeczkę dalej, w kierunku północy, na terytorium gminy Bruère-Allichamps, w skład której wchodzi Opactwo, kamień milowy pochodzenia romańskiego wyznacza, że znajdujemy się w centrum historii Francji… i Europy?

(zdj.: Excentrique, festival en région Centre)„Często wracasz w te strony?”, pyta mnie Laura, 20-letnia Włoszka, która rozpoczyna drugi rok historii sztuki w Paryżu i korzysta z przerwy letniej, aby polepszyć swój język francuski, który „uwielbia”. „Wiele razy na tydzień”, odpowiadam. Wobec jej zaskoczenia, spieszę się sprecyzować, że w rzeczywistości mieszkam obok. „Jakie szczęście!”, wykrzykuje Irène francusko-norweska przyjaciółka, która dzieli ze swoją włoską przyjaciółką to samo mieszkanie. Ona kocha Paryż, „ale duże miasta są troszkę męczące!”, wzdycha podczas gdy, Laura ze swej strony robi zoom na pejzaż francuskich pól, ścięte siano i las o głębokiej świeżości, która rozciąga się wokół nas schodząc cierpliwie z pagórków, dawniej nawiedzanych przez wilki i rozbójników zanim mnisi je przekopali w kierunku piaszczystych brzegów Cher, która drzemie wyczerpana w swojej nonszalancji… Kołyszące się drzewa prawie spektakularnie barokowe podkreślają jako przeciwwagę majestatyczną surowość średniowiecznych budynków konstruowanych począwszy od 1150.

Muzyczne mosty

Czy jesteś spacerowiczem, czy też turystą lub pielgrzymem nowego typu, Opactwo Noirlac posiada wszystkie cechy potrzebne aby stać się przystanią pokoju i idealnej czystości dla wszystkich, którzy życzą sobie „odnowić się” przez chwilę na skrzyżowaniu dróg. Dodatkowym powodem do zatrzymania się jest powstawanie tam czegoś bardzo rzadkiego, a co dzieje się dość często. Jak w lipcu, kiedy jest już bardzo gorąco, podczas dwóch długich tygodni (od 10 do 20 lipca) po raz pierwszy będą mieć miejsce, przynajmniej w ich nowej formule doroczne „Spotkania muzyczne”, które odbywają się w tym ważnym dla cysterskiej architektury miejscu od około ćwierć wieku.

 (zdj.: Markus Wessollet)

Paul Fournier, muzykolog i dyrektor Opactwa Noirlac, które jest częścią europejskiej sieci kulturalnych centrów spotkań, powierzył Philippe’owi Nahonowi (dyrektorowi muzycznemu zespołu Ars Nova) zadanie czuwania nad programem i muzyczną organizacją sezonu. Muzyka sakralna i świecka ocierają się tam o dzieła współczesne jak te Libańczyka Zada Moultaka. Dla dyrektora festiwalu mocnym punktem i zawierającym sens jest stworzenie mostów pomiędzy muzycznymi estetykami, których nic, pozornie, od razu nie łączy. Stąd nazwa „Traversées” („Przeprawa”) aby określić to spotkanie muzyki uczonej, oryginalnej i wymieszanej.

Pod ostrołukami

Dla Laury architektura to coś, co „do niej przemawia”. Pochodzi z Vincenzy. A ja nie mogę się powstrzymać od wykrzyknięcia: „Palladio!”. Oto dlaczego wydawała się tak urażona, kiedy wcześniej rozmawialiśmy o gotyku. Dla niej był bardziej ciemnym i bardziej nieokreślonym. Laura wydaje się nawet zaskoczona, że ten styl pojawił się tak wcześnie w historii. Zwróciłem jej uwagę, że Cystersi mają pewną rolę w pojawieniu się prymitywnego gotyku, z ich wolą celebrowania Boga poprzez rozmach, który zawiera w sobie sklepienie ostrołukowe, ale także ze względów finansowych biorąc pod uwagę fakt, że coraz bardziej złożone romańskie sklepienia były zbyt drogie ze względu na koszty umocnienia i murowania. Kończymy stwierdzając, że oba style płyną równolegle, że wszystko nie jest nigdy tak bardzo podzielone, i że w architekturze jak w muzyce, trzeba także umieć budować mosty.

Te dwie wielkie miłośniczki muzyki, które proklamują się „Barokankami”, są uwiedzione przez program i przyznają, że ceny są przystępne, a formuły zróżnicowane. Nie jest nawet niemożliwe, że wrócą za tydzień lub dwa. „Widziałyśmy, że jest dużo wiejskich schronisk, pokoi do wynajęcia w okolicy … za rozsądną cenę”, skonkludowała Irène.