Podzielona transatlantycka rodzina

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Wiodący amerykański uczony i autor wielu znanych książek, w tym „Europejskiego marzenia” - Jeremy Rifkin, rozmawia z cafe Babel o transatlantyckich relacjach, terroryzmie i przyszłości Konstytucji Europejskiej.

W tradycji amerykańskich eurozwolenników takich jak George Kennan i George Ball, Jeremy Rifkin jest zagorzałym obrońcą europejskiego projektu świadomości globalnej. Jest przewodniczącym Foundation on Economic Trends i częstym doradcą wielu europejskich przywódców, łącznie z byłym przewodniczącym Komisji Europejskiej – Romano Prodim.

Czy stosunki transatlantyckie nadal istnieją?

Dziś rodzina transatlantycka jest podzielona – obie strony Atlantyku kierują się innymi celami, posiadają inny stosunek do życia i marzeń. Stany Zjednoczone nadal koncentrują się na indywidualnym sukcesie i międzynarodowej geopolityce, co oznacza branie udziału w grze o sumie zerowej. Europejczycy są natomiast skupieni na jakości życia i „politycznej biosferze”, co oznacza zbiorowe rozwiązywanie problemów, przed którymi staje cała ludzkość. Przykładem jest nieprzystąpienie do protokołu z Kioto i Międzynarodowego Trybunału Karnego, ponieważ nasz narodowy interes definiujemy w wąski sposób. Tutaj właśnie tkwi fundamentalna różnica. Nadal jednak wierzę, że ”polityczna biosfera” zyskuje w Stanach na popularności. Europejczycy mogą nauczyć się od Amerykanów wiele ważnych wartości, takich jak indywidualna odpowiedzialność, która jest uzupełnieniem europejskiej polityki socjalnej i stylu życia. Europa oczywiście potrzebuje mniej paternalizmu, a więcej amerykańskiego optymizmu, chęci do ryzyka i nadziei. Tutaj właśnie jest miejsce na transatlantycki dialog.

Europa, od wydarzeń z 11 września 2001r., dwukrotnie przeżyła ataki terrorystyczne. Czy zatem jej strategia względem terroryzmu zawodzi w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi?

Jest wiele różnic jak i podobieństw między Europą i Ameryką w podejściu do terroryzmu, nie wspominając już o różnicach między narodami europejskimi. Niemniej nie twierdzę, że europejska strategia zawodzi. Terroryści po prostu wykorzystują okazję do łatwiejszego działania w Europie, gdzie ich poszczególne komórki są o wiele bardziej osadzone niż w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tłumaczy, dlaczego Francuzi i Brytyjczycy starają się wspierać lokalne wspólnoty muzułmańskie w celu wykrycia i całkowitego wyizolowania radykalnych fundamentalistów. Zaostrzone środki ostrożności, choć potrzebne, nie rozwiążą w całości tego problemu. Tak właściwie, to nie można zrobić zbyt wiele z zewnątrz. Niezbędna jest głęboka refleksja wewnątrz społeczności muzułmańskich, aby powstrzymać radykalny fundamentalizm od środka. Czynnościom tym można również udzielić wsparcia z zewnątrz poprzez inicjatywę opartą na programie Erasmus. Proponowałem już wielu przywódcom europejskim coś w rodzaju europejskich sił pokojowych – „Służby Europejskiego Powitania”, które składałyby się z byłych studentów Erasmusa, przeszkolonych w organizacjach pozarządowych, w celu pomagania potrzebującym i dzielenia się wartościami z przybywającymi imigrantami. Choć jest to wyzwanie i potrzeba będzie całego pokolenia, aby się zakorzeniło, to wysiłek niewątpliwie się opłaci.

W Pańskiej książce ”Europejskie marzenie” jest Pan bardzo optymistyczny wobec przyszłości Europy. Po francuskim i holenderskim „nie” dla Konstytucji, UE staje w obliczu wielkiego kryzysu. Czy istnieje jakieś wyjście?

Bardzo się cieszę, że poruszył Pan ten temat. Uważam, że francuskie „nie” było głównie wynikiem polityki wewnętrznej. Jestem prawie całkowicie pewien, że gdyby prezydent Chirac obiecał ustąpić w przypadku „tak” dla Traktatu Konstytucyjnego, to Francuzi zagłosowaliby na „tak”. Błędem było poza tym poddawanie pod głosowanie całego dokumentu zawierającego wiele skomplikowanych szczegółów. O wiele lepiej byłoby głosować na jego fundament, jak chociażby Kartę Fundamentalnych Praw. Są jednak również dobre wieści. Po raz pierwszy europejska polityka wywołała tak wielkie zainteresowanie i dyskusję wśród ludzi. Problemem jest natomiast to, że Francuzi i Holendrzy głosowali w nieprawidłowy sposób. Nie zapominajmy jednak, że dwa inne kraje, jak Hiszpania i Luksemburg, które przeprowadziły referenda, zagłosowały na „tak”. To samo uczyniło wiele innych krajów w drodze głosowań parlamentarnych.

Nie traćmy jednak rozpędu w obecnej debacie ze względu na Konstytucję. Potrzebujemy jasnych inicjatyw, aby jej nie zatrzymać albo nie znaleźć się w martwym punkcie. Proponuję debatę o fundamentalnych problemach Europy, jak chociażby o modelu socjalnym, roli wolnego rynku, miejscach pracy; debatę która nie byłaby oparta na elitaryzmie. Powinna zostać przeprowadzona na szczeblu regionalnym z udziałem społeczeństwa i być sponsorowana, ale nie- prowadzona, przez Brukselę. Podczas gdy politycy by jej się przysłuchiwali, eksperci powinni brać czynny udział i rozmawiać ze zwykłym obywatelem. W Ameryce podobne doświadczenie miało miejsce podczas wojny w Wietnamie, zwłaszcza wśród studentów, rodzin i robotników, kiedy dyskutowano i proponowano alternatywy dla amerykańskiej polityki zagranicznej wobec południowo-wschodniej Azji. To było wspaniałe doświadczenie, o którego wpływie wszyscy wiemy i dlatego uważam, że taka właśnie inicjatywa mogłaby zachęcić Europejczyków do dyskusji nad ich własną przyszłością.