Poeta Martín López-Vega: „Należy wybrać pomiędzy rynkiem a kulturą”

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2012
Z widokiem na park Retiro, hiszpański poeta i tłumacz Martín López-Vega wyznaje nam swoje obawy literackie, europejskie i narodowe oraz wystawia szybką diagnozę poezji współczesnej. „Uważam, że nie ma innego gatunku literackiego, który dawałby więcej satysfakcji przy mniejszej objętości.”

Martín López-Vega (Asturia, 1975) przyjmuje nas w siedzibie hiszpańsko-meksykańskiego wydawnictwa Vaso Roto (zbita szklanka), w którym pracuje jako redaktor. Zza szerokich okien jego gabinetu można podziwiać wspaniały widok na park Retiro. „Lubię pisać poezję, która jest możliwie najbardziej przejrzysta, świat jest już wystarczająco zagmatwany” - mówi poeta. „Co więcej, myślę, że tworzenie poezji mrocznej i hermetycznej jest dużo łatwiejsze od tej jasnej”DVD Ediciones. Tydzień przed naszym spotkaniem w jednej z madryckich księgarni Martín López-Vega prezentował swój ostatni tomik poezji zatytułowany „Adulto extranjero” (dorosły obcokrajowiec, Wydawnictwo DVD Ediciones, 2010). Zanosi się na drugie wydanie, co w Hiszpanii zdarza się nieczęsto. Za kilka dni książkę będzie prezentował w Saragossie i Barcelonie.

W ostatniej dekadzie López-Vega ugruntował swoją pozycję jednego z najważniejszych, najbardziej liczących się nazwisk pokolenia poetów hiszpańskich urodzonych między rokiem 70. a 80., którzy proponują książki własnym, mocnym głosem. Za swych mistrzów uważają poetów różnych stylów i pochodzenia: Izraelczyka Yehuda Amijaia, Amerykanina o serbskich korzeniach Charlesa Simica, Rosjanina Iosifa Brodskiego... Nie wypierają się jednak wielkiego długu, jaki mają u poetów rodzimego języka. López-Vega postrzega siebie jako część o wiele szerszej tradycji, która nie rozróżnia krajów i kontynentów. „Jeśli powiem, że moim ulubionym poetą jest Iosif Brodski, czy mówię wtedy o poecie europejskim czy amerykańskim? Obawiam się, że gdyby nie jego ostatni etap w Stanach Zjednoczonych, Brodski nie byłby tym samym Brodskim. Moje postrzeganie tradycji poetyckiej przypomina tę, na którą można trafić w dobrej sekcji poezji w amerykańskiej księgarni; oni przetłumaczyli niemal wszystko, co było tego warte. Co za tym idzie, dzielić na Europejczyków, Amerykanów czy Izraelczyków byłoby zwykłym przeglądaniem paszportów, czynnością bardzo nudną. Tak więc wierzę, że istnieje uniwersalna tradycja poetycka”.

Podróż niczym spotkanie

W „Dorosłym obcokrajowcu” znajdziemy wiele wierszy napisanych podczas podróży autora, często do miast europejskich. López-Vega, cytując szwedzkiego pisarza Kjell Erik Espmarka, tłumaczy, że podróże są sprzyjającą okazją do tego, by odpocząć od codziennej rutyny. W naszym powszednim życiu bardzo ciężko jest się zatrzymać i pomyśleć o sobie oraz o tym, co nas otacza w sposób klarowny.

López-Vega jest także aktywnym tłumaczem z francuskiego, portugalskiego, angielskiego i włoskiego. Co uważa na temat znaczenia języków jako elementu jednoczącego Unię Europejską? „Myślę, że język nie ma tu nic do rzeczy, czego brakuje, to bardziej stabilnych instytucji. Czy Stany Zjednoczone są krajem bardziej spójnym od UE? Jeśli porównasz nowojorczyka z farmerem z Iowa, nie sądzę. W każdym razie nie uważam, żeby chodziło o język. Przecież w praktyce UE ma wspólny język i to ten sam, co Stany Zjednoczone. Koniec końców wszyscy porozumiewamy się po angielsku”. 

Czy kultura i rynek są kompatybilne?

„Dobry wiersz ma coś z piosenki i równania matematycznego oraz odrobinę z wielu innych rzeczy” - mówi poeta.

Rozmawiamy o zwyczajach czytelniczych Hiszpanii, która w porównaniu z sąsiadami, nie ma zbyt wysokich wskaźników w lekturze. „Hiszpania jest prawdopodobnie jednym z europejskich krajów, w których czyta się najmniej, zapewne z winy godnego pożałowania systemu edukacji”. Poeta, który przez lata pracował w jednej z najbardziej prestiżowych sieci księgarskich w kraju, La Central, uważa za zasadnicze „oddzielić rynek od kultury. Księgarnie takie jak La Central i kilka innych decydują się na ekonomiczne „być albo nie być” za cenę kulturalnego oddziaływania na czytelników. Nie mogą liczyć na takie zyski jak wielkie sieci, których głównym celem jest pomnażanie dochodów: zasypują regały nowościami bez wyraźnego kryterium, niemalże według daty wydania, a ich wystawy oraz miejsca na najbardziej eksponowanych stołach sprzedawane są wydawcom, którzy mogą sobie na nie pozwolić. To samo możemy powiedzieć o małych wydawnictwach. W większości przypadków muszą się zdecydować, czy wybierają kulturę czy rynek, co oczywiście nie wyklucza wydawnictw, które mogą odnieść sukces na obu polach”. Wracając do wątku europejskiego, López-Vega jest za tym, by Bruksela nakładała ustalone ceny na książki. „Na dzień dzisiejszy jest to jedyne możliwe rozwiązanie dla małych wydawnictw i księgarni, by mogły przetrwać”.

Na koniec pytam go, dlaczego wielu ludzi postrzega poezję jako gatunek trudny i wymagający. „Z pewnością czytanie wiersza jest trudniejsze dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do powieści lub eseju, ponieważ sens jest bardziej skondensowany, raczej stawia na sugerowanie niż mówienie wprost” -odpowiada. „Dobry wiersz ma coś z piosenki i równania matematycznego oraz odrobinę z wielu innych rzeczy. Tak więc możemy powiedzieć, że jest trudniejszy. Sądzę jednak, że nie ma innego gatunku literackiego, który dawałby więcej satysfakcji przy mniejszej objętości. Warto spróbować!”

Fot.: główna: (cc) Dowlesan/Flickr; Martín López-Vega/© Lino González Veiguela; okładka 'Adulto Extranjero/DVD ediciones