[pol] Lou de Laâge: „Wciąż mam wrażenie, że jestem na początku drogi”

Artykuł opublikowany 24 lutego 2016
Artykuł opublikowany 24 lutego 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Mimo że wywiady następują jeden po drugim, Lou de Laâge, o włosach dużo krótszych, niż podczas ostatnich występów na ekranie, nie traci uśmiechu. Za nami czerwony dywan festiwalowego pałacu. Na stołach precelki, których nikt widocznie nie chce. To może przynajmniej kawę dla młodej francuskiej aktorki obecnej w Berlinie w ramach programu European Shooting Stars.

Francuska kariera Lou de Laâge już od kilku lat jest na fali wznoszącej. Po filmie Lubię patrzeć na dziewczyny, otrzymuje nominację do Cezara w 2014 roku w kategorii Nadzieja kina-aktorka za Jappeloup w reżyserii Christiana Duguay. I kolejną nominację w tej samej kategorii w 2015 roku za Oddychaj w reżyserii Mélanie Laurent. Od tego czasu, role przychodzą jedna po drugiej : Turniej (reż. Elodie Namer), L’attesa z Juliette Binoche i Niewinne w reżyserii Anne Fontaine, film, który właśnie wszedł do francuskich kin. Lou de Laâge gra główną rolę w tym trudnym filmie o polskich mniszkach benedyktyńskich gwałconych przez sowieckich żołnierzy. Podczas wywiadu w Berlinie, aktorka opowiada nam o perwersji narcystycznej, o teatrze i o naturalizmie.

Niedawno wszedł do kin film Niewinne, w którym gra pani główną rolę młodej lekarki pracującej w Czerwonym Krzyżu, przychodzącej z pomocą zgwałconym benedyktynkom w Polsce. Jakie są pierwsze reakcje po wejściu filmu na ekrany?

Przed oficjalną premierą zrobiliśmy tournée po Francji i pierwsze reakcje były bardzo przychylne. W ogóle nie czuję się w centrum czegokolwiek z tą pierwszą w karierze główną rolą, po prostu interesowało mnie opowiedzenie prawdziwej historii tej postaci, rzucenie światła na jej działania, pokazanie tego, co robiła. To nie była bohaterka, lecz zwykła kobieta.

Gra pani w polskiej historii, po tym gdy grała pani również w filmie L’attesa, którego akcja dzieje się we Włoszech, i w którym mówi pani po włosku. Co panią pociąga w tych dalekich horyzontach?

Praca z innymi językami jest szalenie wzbogacająca. Mimo że nie mówię dobrze w obcych językach, uważam, że przyjemnie jest mieć pewien dystans do tekstu, dzięki czemu można zatopić się w grze.

Czy czuje pani, że ta pierwsza duża rola będzie zwrotem w pani karierze?

Wciąż mam wrażenie, że jestem na początku drogi...

Dlatego że trafiła pani do filmu dość późno?

Bardzo wcześnie zaczęłam teatr, w wieku około dziesięciu lat, ale było to środowisko o wiele mniej medialne niż kino. Kino przyszło dużo później, gdy przeprowadziłam się do Paryża. Uczyłam się w szkole teatralnej i, jako że nie miałam wystarczająco pieniędzy, poszłam do agencji reklamowej.

I tak właśnie francuska publika panią odkrywa, najpierw na małym ekranie w reklamie szminki Bourjois.

I mój los okazał się zaskakujący, bo ta agencja reklamowa od razu mnie skierowała do agencji aktorskiej, mówiąc mi, że nie powinnam się martwić, że nie uda mi się na pierwszych castingach. Dzięki temu chodziłam na kolejne castingi z dużo większym spokojem.

Jednym z castingów, który najwidoczniej bardzo dobrze pani poszedł, był ten do filmu Oddychaj w reżyserii Mélanie Laurent. Historia nieco toksycznej przyjaźni między dwiema młodymi dziewczynami. W jaki sposób podeszła pani do tej roli, zwłaszcza pod okiem Mélanie Laurent, która jest przecież „uznaną marką”?

Bardzo przyjemnie było grać rolę osoby dotkniętej perwersją narcystyczną. Dobrze mi robi granie czarnych charakterów. Mélanie Laurent oczywiście wie, co to znaczy być aktorem i to się czuje. Dobrze jest mieć za kamerą kogoś, kto nas rozumie.

Jak gdyby pani kariera filmowa nie była wystarczająco wypełniona, nadal gra pani w teatrze. Jakie związki widzi pani między tymi dwiema karierami?

Dla mnie porzucenie teatru jest nie do pomyślenia. Na scenie jest się w pełni odpowiedzialnym za to, co się gra i to może się zmieniać według humoru, który mamy danego dnia. Postrzegam teatr jako szkołę dla aktorów. Kino jest bardziej naturalistyczne, co daje mi doświadczenie pozwalające na ulepszenie mojej gry w teatrze.

Jakie ma Pani plany? Raczej kino czy teatr?

Teatr. Wraz z moją trupą pracujemy nad sztuką pod tytułem C’est tout pour cette nuit, projektem reżysera Michela Ocelota. Tego, który stworzył serię Kirikou. Ten projekt nie jest nowy, ale będziemy go grać już w nadchodzących miesiącach, między innymi w Paryżu.