[pol] Paryska anti-cafÉ : tutaj czas to pieniĄdz

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2014
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2014

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Alternatywne kawiarnie stają się obecnie coraz bardziej popularne. Wśród wielu niecodziennych paryskich kafejek, we wnętrzu których leniwe koty przechadzają się między stolikami, jedna zdecydowanie siȩ wyróżnia. Tutaj nie płacimy za zamówienie, a tylko za czas spędzony w kawiarni. Nowa Café de Flore dla współczesnych… pracoholików?

Pośpieszne spojrzenie na zegarek: „Jestem tutaj już 10 minut, kosztuje mnie to około 70 centów". Pospieszne spojrzenie do portfela: „Mam trochę więcej niż 4 euro, wystarczy, mogę zostać jeszcze godzinkę”. Nie, to nie solarium ani nie pralnia, to tylko zwykła kawiarnia. Tutaj, w Anti-Café, znajdującej się w paryskiej dzielnicy gay du Marais, rachunek zwiększa się nie z ilością zamówionych napojów, ale wraz z czasem  spędzonym w środku. A oznacza to:  4 euro za godzinę oraz tyle kaw i ciast, ile tylko zdołamy pomieścić. Wszyscy znamy zasadę z azjatyckich barów: all-you-can-eat.  Pomysł na podobną ofertę w kawiarni został po raz  pierwszy zrealizowany w Moskwie w sierpniu 2011 roku, a od kwietnia zdobywa już stolicę Francji. 

Ale to nie wszystko. Anti-Café reklamuje się jako całkowicie oryginalny lokal, oferując swoim klientom nie tylko atrakcyjne ceny. ale również zaciszne miejsce idealne tak do pracy jak i odpoczynku. Ponadto klienci mogą swobodnie korzystać z darmowego WiFi, drukarki oraz projektora wykorzystywanego podczas większych spotkań i prezentacji. A ponadto można tu spotkać wiele ciekawych osób.

To właśnie obiecuje nam strona internetowa kawiarni. Jednak klienci, którzy wyobrażali sobie spokojne, grudniowe popołudnie w przytulnej kafejce, są zdecydowanie rozczarowani. Wchodząc do kawiarni, należy natychmiast zamknąć za sobą drzwi, w przeciwnym razie narazimy się na złośliwe uwagi o okropnym, lodowatym wietrze, wdzierającym się do wewnątrz. To właśnie dlatego nad drzwiami wisi tabliczka, a na niej wielkimi literami: „Prosimy zamykać drzwi”.  Krótko mówiąc, witamy w domu. A potem wygląda to tak: godzina przyjścia zostaje zapisana na karcie chipowej. Wtedy mamy prawo się rozgościć, pod warunkiem, że znajdziemy wolne miejsce…  Kawiarnia jest prawie zawsze pełna, w szczególności w weekendy. 

Berliński styl sprzed pięciu lat

Zasada jest następująca: przy ścianie znajduje się duża szafka wypełniona książkami i grami planszowymi, z których każdy może korzystać. Zraz obok stoi lada, na której leżą miseczki po brzegi wypełnione przekąskami: niewielkie placki, madlenki, słone ciasteczka, chipsy i orzeszki - wszystko to, by zaspokoić pierwszy głód klientów. Nawet największe łakomczuchy znajdą tu coś dla siebie.  Czasem przybiera to jednak formę walki o najlepsze kąski. Przy odrobinie szczęścia można w końcu zdobyć kilka liści sałaty czy łyk lemoniady. A co z alkoholem? ,,W naszej kawiarni pozwalamy przynosić swój własny alkohol na wieczór. To kolejna zasada: klienci mogą przynosić ze sobą wszystko, cokolwiek chcieliby zjeść czy wypić" - tłumaczy właściciel kawiarni. 

Widok włoskiego ekspresu do kawy kojarzy się nam z atmosferą domu rodzinnego, gdzie każdy może obsłużyć się sam. Ale tu jest inaczej: kawy nie można zrobić sobie samemu,  podawana jest ona przez hiszpańskich kelnerów. W "piwnicy" (w drugiej części lokalu), przy masywnym drewnianym stole siedzą studenci pochyleni nad swoimi zeszytami i Mac'ami. W atmosferę pracy i skupienia idealnie wkomponowuje się brzmiąca w tle muzyka lounge. 

Klienci to w większości studenci wieku od 20 do 30 lat, z naciskiem na młodych designerow - ekologów,  stylowo ubranych, często nawet w stylu art. Zapinane na guziki koszule, okulary w rogowej oprawie przywołują na myśl Berlin sprzed pięciu lat oraz idealnie wpasowują się w wystrój lokalu: szare meble typu cosy, stoły z jasnego drewna, które kontrastują z ciemnymi półkami z Ikei, kilka doniczkowych roślinek na parapecie oraz dodatki w stylu vintage. Na ścianach wiszą neonowe obrazy wystawione na sprzedaż i duży sztampowy zegar, który wprawdzie już od dawna nie działa, ale ….. 

„ Ludzi nie da się zmusić do rozmowy” 

Wchodząc tutaj, szybko zapominasz, że czas płynie. Lokal jest tak urządzony, aby goście czuli, że znajdą tu idealne warunki do pracy. Szkoda tylko, że kawiarnia oprócz  innowacyjnego systemu zapłaty nie oferuje czegoś więcej, czegoś naprawdę oryginalnego. Mało kto przychodzi tu, aby spokojnie poczytać, większość tylko namiętnie gra w gry planszowe, tak jakby nie mieli nic lepszego do roboty. Ponadto rozmowy toczą się tylko wokół braku papieru w drukarce czy mazaka, który został pożyczony i nieoddany. Nic dodać, nic ująć.

 ,,Ludzi nie da się zmusić do rozmowy" - tłumaczy właściciel kawiarni. To prawda, ale jednak warto pokusić się o stworzenie właściwej atmosfery, która sprawi, że ludzie poczują się jak u siebie i zachęci ich do rozmowy na tematy inne niż praca. Pomysł jest bardzo ciekawy, ale niestety nie do końca wykorzystany. Anti- Café to idealny lokal dla tych, którzy szukają spokojnego miejsca do pracy. Ci, którzy liczyli na nieco więcej oryginalności, muszą czuć się rozczarowani - to na pewno nie nowa Café de Flore. 

AntiCafé, 79 rue Quincampoix, 3e. Poniedziałek - piątek  od 9:00 do 23:00. Sobota i niedziela od 10:00 do północy. +33 (0)1 73 73 10 74