[pol] „Spisek bogatych” ...czego nie uczą nas na uniwersytecie?

Artykuł opublikowany 1 sierpnia 2015
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 1 sierpnia 2015

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

„Czego nauczyłeś się o pieniądzach w szkole? Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego nasze szkoły nie uczą nas wiele – jeżeli czegokolwiek – o pieniądzach? Czy brak edukacji ekonomicznej jest tylko przeoczeniem Ministerstwa Edukacji? Czy jest może częścią większego spisku? ” 

„Nie ma znaczenia, czy jesteśmy bogaci czy biedni. Wykształceni lub nie, dzieci czy dorośli, emeryci i pracujący, wszyscy korzystamy z pieniędzy. Czy ci się to podoba czy nie, pieniądze mają ogromny wpływ na życie w dzisiejszym świecie”

Jest to fragment nowej ksiązki Roberta Kiyosaki „Spisek bogatych”, której pierwsze strony zostały udostępnione on-line ( http://conspiracyoftherich.com/read/toc). Jednym ze spostrzeżeń, na których opiera on swoje tezy, jest fakt, że szkoły nie przygotowują nas do życia w realnym świecie, zaś tak ważne jego aspekty jak edukacja ekonomiczna i rola pieniędzy zostają przemilczane. Dlaczego nie uczymy się niczego o pieniądzach w szkole czy na uniwersytecie, dlaczego nikt nie tłumaczy jak ten system tak naprawdę działa, tylko wszyscy zadowalają się stwierdzeniem, że bogaci są bogaci bo po prostu nakradli? Jest to proste wyjaśnienie i niekoniecznie pokrywające się z prawdą.

Ostatnimi czasy niektóre europejskie kraje przeprowadzają reformę systemu edukacji i studenci stoją w silnej opozycją wobec tych zmian (Francja, Hiszpania, Grecja). Jednakże wydaje się, że zarówno proponowane reformy jak i protesty przeciwko nim nie dotykają prawdziwych problemów, przez które system edukacyjny jest nieskuteczny.

Zgadzam się z Napoleonem Hill, który w 1939 („Myśl i bogać się”) pisał, że jest ogromna skaza w cywilizacji i systemie edukacji, który powoduje że 98% ludzi doświadcza porażki w życiu. Jeżeli nie jest to prawdą, to jak wytłumaczyć, że w tak wielu Europejskich krajach większość młodych ludzi jest wykształcona – wręcz przekwalifikowana, lecz nie mają pracy lub pracują za niskie stawki pomimo ukończenia dobrych studiów i w konsekwencji nie mogą zaplanować swego życia ani nawet marzyć o lepszej przyszłości.

Czy po to idziemy na uniwersytet, aby nosić teczkę za profesorem a później za szefem? Czy po to studiowaliśmy, aby stać się współczesnymi niewolnikami?

„Czy to tylko przeoczenie pedagogów czy jest to może częścią większego spisku?” Jakiego spisku, zapytacie? Odpowiedź znajduje się na czwartej stronie. „Często dziwiłem się braku edukacji finansowej w naszym współczesnym szkolnictwie. W najlepszym wypadku nasze dzieci uczą się bilansować książeczki czekowe czy spekulacji akcjami. Ale nie są uczone jak czytać zestawienia bilansowe czy zrozumienia, co sprawia, że dany biznes przynosi zyski. Wydaje się to gwarantować, że najlepsi i najmądrzejsi uczniowie w naszym kraju skończą pracując jako wysokopłatni pracownicy, a nie jako partnerzy, co z kolei pozwala na konsolidację zarówno pieniędzy jak i władzy”. Obawiam się, że studenci nie odnoszą się do tych wątpliwości w trakcie protestów. Rozumieją, że gdzieś w systemie jest wada i mam nadzieję, że w porę zrozumieją, że potrzebne reformy nie ograniczają się do zagadnień administracji – jak status 'chercheur' we Francji, uchylenie uniwersyteckiego azylu czy uznanie kompetencji absolwentów prywatnych uniwersytetów w Grecji. Mam nadzieję, że zobaczymy las a nie tylko drzewa.