[pol] Wolność prasy w Bułgarii: To nie jest kraj dla starych wartości?

Artykuł opublikowany 4 lutego 2016
Artykuł opublikowany 4 lutego 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

65 lat temu Rada Europy oświadczyła, że „wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe” jest niepodważalnym prawem, jednak w dzisiejszej Bułgarii nadal jest to tylko pobożne życzenie.

W przeciwieństwie do moich wcześniejszych oczekiwań, brak wolności słowa nie w Bułgarii nie jest tylko rezultatem wypływów nietykalnych właścicieli ziemskich, oligarchów i szeroko pojętego wielkiego kapitału, ale także cichego przyzwolenia dziennikarzy, konsumentów i inwestycji nadzorujących.

Nawet pobieżne przejrzenie sieci wystarczy aby obnażyć tę posłuszność władzy, naświetlić problemy i zaproponować rozwiązania. Pełny obraz sytuacji można zamknąć w braku przejrzystości struktur własności mediów, spadku pluralizmu mediów i ograniczeniach w swobodzie wypowiedzi.

Reporterzy bez Granic w swoim Światowym wskaźniku wolności prasy 2015 umieścili Bułgarię na ostatniej pozycji pośród 28 krajów Unie Europejskiej i jako 106 ze 180 zbadanych państw – 6 pozycji niżej w porównaniu z poprzednim rokiem.

Jeszcze bardziej martwiący jest fakt, że nie dalej jak w 2006 roku Bułgaria znajdowała się na 35 miejscu, co znaczy że w ciągu 9 lat spadła aż o 71 pozycji. Na ironię zakrawa fakt, że sytuacja się pogarsza od 2007 roku, kiedy to państwo dołączyło do Unii Europejskiej.

„Powszechne nadużycia władzy” oraz „ścisłe powiązania oligarchów i polityków, które zatruwają wolny rynek” były cytowane jako powody dla których jedna z największych zagranicznych korporacji mediowych – niemiecki konglomerat Westdeutsche Allgemeine Zeitung (WAZ) wyprzedał wszystkie swoje bułgarskie tytuły kilka lat temu.

To był tylko początek. Inni znaczący na rynku gracze, tacy jak News Corporation Ruperta Murdocha i szwedzki wydawca Bonnier także wycofali się z bułgarskiego rynku. Oficjalnym powodem był globalny kryzys ekonomiczny w 2008 roku, jednak wydane w zeszłym roku wspólne oświadczenie ambasadorów Francji i Niemiec ujawniło niektóre z prawdziwych przyczyn, w tym wzrastającą koncentrację własności drukowanych i elektronicznych mediów na niejasnych zasadach i oligarchiczny model zagrażający demokracji, prowadzący do powstania „państwa w państwie”.

„Przeczytaj o tym wszystko!” (295 razy...)

Jak to się stało? Czy naprawdę jest aż tak źle? Czu Unia nie krytykuje Bułgarii niejako z przyzwyczajenia? Według danych Narodowego Instytutu Statystycznego w 2014 roku w Bułgarii wydawano 295 gazet (z czego 55 to dzienniki), nadawało 85 stacji radiowych i 112 telewizyjnych. Daje to pozory różnorodności, ale według raportu Nilsa Muižnieksa,Komisarza Praw Człowieka Rady Europy, wydanego po jego wizycie w lutym 2015 - „aktualny obraz mediów publicznych w Bułgarii jest charakteryzowany przez obecność niewielu właścicieli, co powoduje powstanie rynku oligopolistycznego”

Inne problemy poruszone w tym raporcie to dystrybucja gazet w kioskach, która jest bliska monopolowi i podatność mediów na ekonomiczne i polityczne naciski. W szczególności podkreśla nadużywanie wpływów wynikających ze zlecania reklam przez prywatne kompanie i wpływ władz na treści przedstawiane przez media.

Pomimo faktu, że oficjalnie państwo i przedsiębiorstwa nie dofinansowują prasy, różne agencje rządowe przeznaczają znaczne nakłady na reklamy, co czyni z nich głównego „sponsora” mediów. Nilsa Muižnieksa i jego kolegów z pewnością zaciekawiłaby informacja, że pomiędzy 2009 a 2013 rokiem państwowa administracja przeznaczyła ponad 19.5 milionów dolarów na kampanie reklamowe i informacyjne w prywatnych mediach. Większość z tych pieniędzy pochodziła z programów sponsorowanych przez Unię Europejską.

Nic dziwnego więc, że zarówno państwo jak i przedsiębiorstwa nie chcą rozwiać tej wygodnej iluzji okrywającej ich cyniczną współpracę. To samo tyczy się większości dziennikarzy – niewielu z nich zaryzykowałoby własną karierę przez publiczny sprzeciw wobec swoich wpływowych szefów. W ten sposób autocenzura stała się jedną z najbardziej szkodliwych negatywnych tendencji – jest już normą, a nie wyjątkiem.

Tajemnica poliszynela

Kim są zatem ci przedsiębiorcy? Tajemnica poliszynela jest, że największy gracz na rynku –  New Bulgarian Media Group (NBMG) jest powiązany z Ireną Krustevą, matką kontrowersyjnego parlamentarzysty i biznesmena Delyana Peevskiego. „Oficlajnie Peevsky nie posiada majątku, ale powszechnie przyjmuje się, że kontroluje rozległe interesy gospodarcze oraz wpływową grupę medialną, za pomocą której toczy brudne wojny ze swoimi przeciwnikami”, twierdzi raport EurActiv z kwietnia 2015.

Inni – Ivo Prokopiev i Sasho Donchev pomimo znaczącego wpływu jakie maja ich media na opinię publiczną, ogólny udział w rynku jaki mają jest znikomy w porównaniu z Imperium NBMG.

Niestety, instytucje sprawującą kontrolę nad mediami publicznymi są zdyskredytowane i nieskuteczne. Nie ma także prawnego wymogu ujawnienia właściciela mediów, nie ma więc oficjalnych informacji kto jest właścicielem czego, jakie inne interesy prowadzą i jaka jest ich przynależność polityczna.

Co więcej, niedawne badanie wolności słowa przeprowadzone przez AEJ-Bułgaria na143 lokalnych dziennikarzach ujawniło, że 53.8% przyznało, że osobiście byli powstrzymani przed swobodnym wykonywaniem zawodu, a 72% było świadkami wywierania nacisku na ich współpracowników. Jednak prawie nikt z nich nie wypowiada się publiczne o tak bezpardonowej cenzurze.

Z jednej strony jest więc ekonomiczna i polityczna presja, z drugiej fakt, że wszelkie regulacje prawne i reformy zależą od partii politycznych, co pozwala przypuszczać, że w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni.