[pol]HISZPAŃSKI Dzień świstaka

Artykuł opublikowany 29 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 29 czerwca 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Hiszpania odcina się od sondaży przedwyborczych i powtarza wyniki z grudniowych wyborów. Chociaż pozycja Partii Ludowej (hiszp. Partido Popular, PP) Mariano Rajoya się umacnia, do utworzenia rządu konieczne będzie zawarcie koalicji.

Po sześciu miesiącach Hiszpanie powrócili do urn, żeby potwierdzić opinię wyrażoną 20 grudnia 2015 r. Hiszpania chce paktów - do utworzenia rządu potrzebna jest koalicja co najmniej trzech partii. Niemniej jednak wybory wyłoniły zwycięzcę: Partię Ludową (hiszp. Partido Popular, PP), która zwiększyła swoją obecność w parlamencie o czternaście mandatów kosztem nowopowstałego socjalliberalnego ugrupowania, Ciudadanos (pol. Obywatele). Fakt, który stoi w sprzeczności z sondażami przedwyborczymi, tak jak 71 mandatów zdobytych przez lewicową formację Unidos Podemos, która powtórzyła swój grudniowy wynik, mimo że według badań opinii publicznej ugrupowanie Iglesiasa miało wyprzedzić socjaldemokratyczne PSOE (hiszp. Partido Socialista Obrero Español, pol. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza) i zająć drugie miejsce w parlamencie.

Czy Hiszpanie zmienili się od 20 grudnia? Oprócz przejścia wyborców Ciudadanos na stronę PP, obrazek wyborczy wygląda podobnie: dwa bloki (prawicowy i lewicowy), które muszą dojść do porozumienia, żeby utworzyć rząd. Poparcie, które uzyskał lider PP Mariano Rajoy każe myśleć, że to najbardziej prawdopodobny kandydat na premiera. Jednak Pedro Sánchez (PSOE), lewicowy pretendent na stanowisko, nie wycofuje się z wyścigu. Nie można zapomnieć, że w poprzedniej krótkiej kadencji wszystkie ugrupowania wystąpiły przeciwko PP - Rajoy musi zatem stawić czoła skomplikowanemu zadaniu. Niepisana zasada mówi, że partia, która uzyskała najwięcej głosów powinna rozpocząć proces negocjacji. Proces, który powinien zacząć się już w lipcu.

Hiszpański dzień świstaka sprawił, że wielu zaczyna kwestionować zasadność powtórzenia wyborów. Nawet czerwcowa frekwencja była identyczna jak ta grudniowa (69%). Pewne są dwie rzeczy: Partia Ludowa skorzystała na sześciomiesięcznym zastoju w hiszpańskiej polityce, a sondaże przedwyborcze okazały się nieudolne w przewidywaniu ostatecznych wyników. Mówiono o wzroście poparcia dla nowej lewicowej koalicji Unidos Podemos kosztem PSOE. Koniec końców przyłączenie się formacji Pablo Iglesiasa do Izquierda Unida (pol. Zjednoczona Lewica) nie przyniosło zamierzonych skutków. To wielki cios dla partii, która miała ambicje zostać po wyborach liderem lewicy.

Co więcej czerwcowe wybory pokazują zróżnicowanie wyborców ze względu na wiek - tendencję zaobserwowaną również przy okazji Brexitu. Zwycięzcy cieszą się największym poparciem wśród osób po 50. roku życia, a na lewicę - Unidos Podemos - głosują głównie młodzi ludzie. Ugrupowania popierane przez starszych wyborców wygrywają, ponieważ Hiszpania to starzejące się społeczeństwo. Fakt znany już od grudnia. W rzeczywistości od tamtej pory nie zmieniło się prawie nic, oprócz wydania 130 milionów euro na przeprowadzenie kampanii wyborczej, która zmęczyła i znużyła obywateli. Szybkie powołanie rządu jest palącą potrzebą, ponieważ przed Hiszpanią stoi mnóstwo wyzwań, zaczynając od cięć rzędu 8 miliardów euro wymaganych przez Komisję Europejską. Ze wskaźnikiem bezrobocia przekraczającym 20%, Hiszpania nie może pozwolić sobie na kolejny miesiąc zastoju w administracji. Zobaczymy, czy politycy utrzymają pokojową atmosferę prezentowaną w kampanii wyborczej i czy będą bardziej skłonni do rozmów niż w zimie. Inny scenariusz może zaszkodzić zdrowiu Hiszpanów.