Polityczny impas w Turcji

Artykuł opublikowany 2 maja 2007
Artykuł opublikowany 2 maja 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

361 z 367 - dwie trzecie Zgromadzenia Narodowego - zagłosowało w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich 28 kwietnia anulując samotną kandydaturę partii rządzącej. Wcześniejsze wybory mające rozwiązać kryzys zapowiedziano na 2 maja.

"Nie chcemy Imama za prezydenta!" Krzyczeli 14 kwietnia tureccy manifestanci podczas bezprecedensowych protestów w Ankarze. Było to zarazem wyraźne NIE dla obecnego premiera Recepa Tayyipa Erdoğana i potencjalnego kandydata na urząd prezydenta, którego wybory przewidziano na 28 kwietnia. Cztery dni wcześniej 53-letni premier oficjalnie namaścił obecnego ministra spraw zagranicznych, i jednocześnie swego lojalnego poplecznika, Abdullaha Güla na "niespodziewanego kandydata" z ramienia rządzącej islamskiej partii "Sprawiedliwość i Rozwój" (AKP).

Napięcie i silna polaryzacja tureckiej sceny politycznej, które towarzyszyły oficjalnej nominacji na kandydatów do wyścigu o prezydencki fotel nie były wyłącznie spowodowane kontrowersjami wokół osoby Erdogana. Po pierwsze, system wyborczy jest zbyt enigmatyczny, a główne ciało wyborcze - Wielkie Tureckie Zgromadzenie Narodowe, złożone w dwóch trzecich z członków AKP, nie reprezentuje całego narodu tureckiego, czyli także ludzi protestujących przeciwko kandydaturze Güla 29 kwietnia i 1 maja na ulicach Ankary i Istambułu.

Po drugie, polityczna debata wciąż powraca do Kemala Ataturka, świeckiego założyciela Turcji. Z punktu widzenia kemalistów prezydent Gül nie wywiązałby się dobrze z roli gwaranta integralności i świeckości Republiki Tureckiej, mimo swych licznych, wynikających z urzędu prerogatyw.

Demistyfikacja systemu wyborczego

Świecki prezydent Turcji, Ahmet Necdet Sezer, opuszcza urząd 16 maja, po siedmioletnim sprawowaniu władzy. Zgromadzenie Narodowe w tajnym glosowaniu i w maksymalnie czterech turach wybierze jednego z kandydatów. Brak przejrzystości zagraża partyjnemu konsensusowi i sprzyja niezgodzie miedzy obozami politycznymi. W pierwszej i drugiej turze wymagana jest większość 2/3 głosów, podczas gdy w trzeciej jedynie większość absolutna.

Problemy z przejrzystością i prawomocnością wyborów wynikają z obecnej konstelacji politycznej. Napięty harmonogram wyborczy stwarza atmosferę niczym z pokerowych rozgrywek. Taktyka i strategia są ważniejsze od meritum wyborów. System turecki przywodzi tu na myśl włoskie procedury parlamentarne, które w maju 2006 roku umożliwiły ogłoszenie w ostatniej chwili nominacji, a w rezultacie wygraną byłego komunisty 83-letniego Giorgio Napolitano.

W Europie Zachodniej ów proces jest bardziej otwarty. We Francji podjecie ostatecznej decyzji jest możliwe dzięki powszechnemu prawu wyborczemu, podczas gdy w Niemczech Zgromadzenie Federalne (Bundesversammlung), złożone z parlamentu i specjalnych delegatów stanowi odrębne ciało wyborcze. 2 maja Erdogan wezwał do zmiany prawa. To ludzie a nie parlament powinni wybierać prezydenta, a jego kadencja ma zostać skrócona z siedmiu do pięciu lat.

Prezydent jakiego Turcy nie chcieli

Gül jest uważany za umiarkowanego islamistę, choć krytycy wypominają mu barwną polityczna przeszłość. W 1996 i 1997 roku został wybrany do parlamentu z ramienia Partii Dobrobytu, kierowanej przez byłego premiera Necmettina Erbakana, natomiast w 1991, 1995 i 1999 roku jako członek Partii Cnoty, z której dwa lata później został usunięty za zachowanie niezgodne z konstytucją. Następnie, wraz z Erdoganem założył AKP. Krytycy zwracają również uwagę na symboliczną wymowę chust noszonych przez żony obu polityków.

Opozycja w postaci Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) obawiała się możliwości objęcia urzędu przez "islamskiego" prezydenta. Przed ogłoszeniem oficjalnych nominacji, 13 kwietnia, lider CHP, 59-letni Deniz Baykal, skrytykował kandydaturę Güla. Z powodu przytłaczającej większości islamistów w Zgromadzeniu Narodowym, socjaldemokraci nie wysunęli własnego kandydata na prezydenta. Nawet Ahmet Necdet Sezer wyraził swoje obawy podczas przemówienia w Tureckiej Akademii Wojskowej, stwierdzając, że fundamenty tureckiego systemu politycznego "jeszcze nigdy nie były tak zagrożone".

W Turcji interweniują czołgi (Fot.: Cengiz Zorlu)Władze wojskowe, uważane za jednego z gwarantów porządku kemalistycznego, dały wyraz podobnym obawom. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej 12 kwietnia, Mehmed Yaşar Büyükanıt, dowódca naczelnych sił zbrojnych zaznaczył, że przyszłym prezydentem powinien zostać ten, "kto naprawdę respektuje zasady republiki, a nie ten, kto jedynie udaje, że to robi".

Sezer został prezydentem Turcji siedem lat temu dzięki swojej sztuce zawierania politycznych kompromisów. Gül nie może liczyć na ponadpartyjne poparcie, ani głosy ludzi, nie może zatem liczyć zostanie nowym strażnikiem świeckiej Turcji.

Zdjęcie w tekście: Cengiz Zorlu