Polscy imigranci w Irlandii: nie ma jak w domu?

Artykuł opublikowany 22 lutego 2010
Artykuł opublikowany 22 lutego 2010
Po rozszerzeniu Unii Europejskiej z 2004 roku Polacy odcisnęli trwały ślad na społeczeństwie irlandzkim – i co więcej, czują się wyśmienicie w swoim nowym domu, mimo że sytuacja po kryzysie na zielonej wyspie jest dużo gorsza niż w ich starej ojczyźnie.

Pod koniec 2009 roku, kiedy to większość świata pogrążała się coraz głębiej w recesji, Polska okazała się jedynym europejskim krajem, który odnotowywał stały wzrost gospodarczy na poziomie 1,2%. Państwo kojarzone jak dotąd głównie z pochmurnym, przygnębiającym klimatem oraz ekscentrycznymi politykami i zwyczajami, od czasu wejścia do Unii Europejskiej w 2004 roku, przekształca się w zawrotnym tempie w symbol sukcesu. Teraz przywodzi na myśl zdolnych i wykształconych pracowników, atrakcyjne miasta przesycone dekadencką architekturą oraz skuteczną politykę zagraniczną, która sprawia, że Polska odgrywa coraz ważniejszą rolę na arenie międzynarodowej.

2 000 kilometrów na zachód sytuacja kształtowała się raczej odmiennie. Ludzie borykali się z najczarniejszą recesją w swojej historii, a eksperci prognozowali dalsze 7%-procentowe załamanie, mające nadejść przed świętami Bożego Narodzenia. Na wpół wykończone place budowy straszyły pustkami w całym kraju. Kolejki po zasiłek były przepełnione wykwalifikowanymi prawnikami, księgowymi, architektami jak i świeżymi absolwentami uczelni. Bankierzy załamywali ręce, a politycy próbowali chaotycznie zebrać resztki ekonomii celtyckiego tygrysa, który zamienił się w głodnego, zagubionego kociaka. Dobre dni odeszły w niepamięć.

Polacy szczęśliwi w Irlandii

Ze względu na swoją sytuację ekonomiczną Irlandia była swego czasu ulubieńcem całej Unii. Ktokolwiek miał okazję odwiedzić ten kraj między rokiem 1995 a 2005, mógł zobaczyć ludzi upojonych własnym sukcesem, którzy z równą łatwością wydawali pieniądze na przydrogie cappuccino jak i przesadnie wyceniane domy. Kiedy Unia Europejska ponownie otworzyła swoje granice, stwarzając w ten sposób nowe możliwości przed krajami środkowej i wschodniej Europy, to właśnie Polacy odcisnęli największe piętno na społeczeństwie irlandzkim. Polskie sklepy, gazety i reklamy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu wśród ludności, która aż do tej pory zwykła postrzegać siebie samą jako naród emigrantów. Szacuje się, że do 2005 roku do Irlandii przyjechało 200 tys. Polaków.

Szacuje się, że do 2005 roku do Irlandii przyjechało 200 tys. Polaków.

Pomiędzy kwietniem 2008 a kwietniem 2009 tylko 30 tys. przybyszów z Europy Środkowo -Wschodniej zdecydowało się na powrót do domu. Większość wolała odrzucić rosnący sukces swojego rodzimego kraju, aby przeczekać szalejący sztorm w nowej ojczyźnie. „Etyka pracy w Polsce jest całkowicie odmienna” – wyjaśnia Dawid Kuc z Nowego Sącza, który przeprowadził się do Irlandii we wrześniu 2007 roku. „Moi polscy przyjaciele z branży pracują wieczorami oraz w weekendy. Jakość życia w Irlandii jest lepsza”. Jako magister zarządzania finansami, Dawid zaraz po obronie szukał „czegoś innego” i odnalazł to w Dublińskim oddziale KPMG (firma zajmująca się audytem i doradztwem podatkowym – przyp. red.). „Nigdy nie zetknąłem się z żadnym negatywnym stosunkiem do mojego pobytu tutaj, nawet po załamaniu gospodarki” - komentuje Dawid. „Jeśli chodzi o pracę – to tylko normalne trudności, które dotykają wszystkich. Obniżka pensji, być może jakiś awans przesunie się na później, ale i tak podoba mi się w Irlandii. Mamy tutaj wspaniałą polską wspólnotę i życie jest na dobrym poziomie”. Dawid nie planuje powrotu do Polski w najbliższej przyszłości.

kawiarenka internetowaJustyna Taraga z Wrocławia mieszka w Irlandii od 2004 roku. Pracuje w obsłudze klienta w banku i również zachowuje optymizm: „Oczywiście wielu z moich przyjaciół straciło pracę zarówno w Polsce jak i w Irlandii – przyznaje. – Ale teraz są albo na zasiłku albo robią jakieś uzupełniające kursy. Ja mam świetną pracę, spotkałam ogromną liczbę ludzi... jestem tu szczęśliwa”. Justyna na razie nie zamierza wracać do ojczyzny.

Ekonomia to nie wszystko

„Nasze życie jest tutaj”

Jest nadzieja, że żywotność i pozytywne nastawienie Polaków zenergetyzuje i pobudzi przygnębioną irlandzką psyche, zranioną w wyniku ostatniego załamania gospodarczego. Podczas gdy w czasie bumu mówiło się dużo na temat pozytywnego wpływu polskich genów na atrakcyjność jakby niezdrowo bladych Irlandczyków, teraz okazuje się, że polski optymizm w obliczu ekonomicznych trudności może mieć równie zbawienny efekt. „Moja polska dziewczyna jest wspaniała, patrzy na życie z dystansem” – mówi Dylan Francis, pracownik pubu Galway. “Nie mogła przeboleć ostatniego zamieszania spowodowanego 3-centymetrowym opadem śniegu, kiedy większość z nas postękiwała odnośnie mrozu. Mieliśmy -2°. W Polsce są przyzwyczajeni do -20°”.

Podczas gdy sprawy integracji w obliczu niedawno powstałego irlandzkiego ducha kosmopolityzmu wciąż pozostają kwestią problematyczną , wielu jej mieszkańców cieszy się z solidarności, jaką Polacy okazali w ostatnich miesiącach. „W czasie prosperity panowało przekonanie, że Polacy przyjeżdżają tu wyłącznie po pieniądze, że wyślą większą ich część do domu i zwiną się w obliczu jakichkolwiek problemów” – mówi Derek O'Hana, taksówkarz. „Jeśli mam być szczery, to naprawdę miło mi widzieć jak wielu z nich zapuściło u nas korzenie i przetrzymuje razem z nami ciężkie czasy. Są dobrymi pracownikami i potrzebujemy ich zarówno w dobie kryzysu, jak również wtedy, gdy wszystko układa się dobrze”. Justyna podziela to zdanie: „Jeśli mieszkasz tu od wielu lat, to nie jest wcale łatwo nagle wyjechać, bo zmieniła się sytuacja ekonomiczna. Większość z nas ma już partnerów, dorobiło się samochodu i mieszkania. Nasze życie jest tutaj”.

(Zdj.: główne ©przemion ; Polka w nowej ojczyźnie ©Julie70/ Flickr)