Polscy nieudacznicy i ich bzik na punkcie Berlina

Artykuł opublikowany 28 lutego 2013
Artykuł opublikowany 28 lutego 2013

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Założyciele legendarnego berlińskiego "Klubu polskich nieudaczników” wydali książkę pod tym samym tytułem. Dwaj autorzy naświetlają w interesujący i zabawny sposób stosunki polsko-niemieckie oraz opisują swój punkt widzenia Niemiec.

Jest sobotni wieczór przy ulicy Ackerstraße 168 w dzielnicy Berlin-Mitte. Trzydziestodziewięcioletni AdamGusowski podchodzi do mikrofonu i pozdrawia z polskim akcentem publiczność. Niedługo zjawia się też na scenie drugi moderator wieczoru, Piotr Mordel. Rozmawiają o tym, że Gusowski właśnie wystąpił z Kościoła, o obecnym prezydencie federalnym Joachimie Gaucku oraz o stosunkach polsko-niemieckich. W międzyczasie wyświetlane są nakręcone przez nich filmy, obaj mężczyźni na scenie zatańczą też polkę, a później napiją się wódki przy barze.

Berliński ”Klub polskich nieudaczników” jest knajpą, a zarazem polsko-niemiecką instytucją kulturalną. Jest on również "przedłużonym pokojem dziennym”, jak Gusowski i Mordel sami go nazywają. Teraz ukazała się książka o historii jego powstania. ”Pewien rodzaj rozrachunku. Rozrachunku w cudzysłowie”, mówi Mordel z dźwięcznym, wibrującym ”r”. Gusowski uzupełnia: ”Książka ta jest podsumowaniem naszej satyrycznej pracy”.

Czytaj w cafebabel: Nieudacznicy?

Wczesnym wieczorem brak jeszcze gości. Obaj autorzy siedzą naprzeciwko siebie w pustym klubie. Ich wymiany zdań przypominają grę w ping-ponga. Gusowski mówi do przyjaciela: "Wprawdzie nie znam twoich tekstów, ale mówi się, że są one prawie tak dobre jak moje”. Dryblasowaty pięćdziesięciojednoletni Mordel z lekko siwawą brodą odpowiada: "Moja dziewczyna twierdzi, że twoje teksty też są dobre”.

Dwójka przyjaciół wyemigrowała do Berlina tuż przed upadkiem muru berlińskiego w 1988. "W Niemczech możesz pracować tylko kilka dni w tygodniu, przez resztę czasu wypoczywać na kanapie, a i tak będzie cię stać na dwa lub trzy mercedesy”, humorystycznie sformułowali swoje pierwotne oczekiwania.

Berlińskie kłamstwa, marzycielstwa i brednie

Fragmenty biograficzne stanowią jedynie niewielką część książki. "Reszta to już tylko kłamstwa, marzycielstwa i brednie”, przyznaje Mordel. Brednie, tak właśnie można by opisać program klubu. Taki charakter ma chociażby ich "Leutnant-Show”, który traktuje o podporucznikach, a zaczyna się punktualnie o 21:37, godzinie zgonu Papieża Jana Pawła II – ma to być uszczypliwość wobec polskiego katolicyzmu.

Przy okazji wystawiania "Leutnant-Show” filozofują o polsko-niemieckich stosunkach lub przeprowadzają sondy uliczne na absurdalne tematy, jak na przykład: który język, polski czy niemiecki, zdoła przetrwać do roku 2030. Zawsze doprowadzają ankietowanych do śmiechu, przywołując popularne stereotypy, np. o Polakach-złodziejach.

Między wierszami czytelnik dowiaduje się co nieco o polsko-niemieckiej historii. W rozdziale "Tysiące lat drzwi w drzwi” autorzy z przymrużeniem oka przybliżają chrystianizację Polski za panowania Mieszka I. "Od razu pojawiły się w państwie feudalizm, trójpolówka, podatki i inkwizycja, harówka, poszczenie i zakaz seksu przedmałżeńskiego”.

"Chcielibyśmy wzbudzić w Polakach i Niemcach wzajemne zainteresowanie”, mówi Mordel. Dwójka przyjaciół nie chciałby się jednak porównywać do kabarecisty i autora Steffena Möllera, który zrobił karierę, opowiadając żarty o Niemcach i Polakach. Żaden z nich nie wyróżnia się wyjątkowym zawodem, na co dzień pracują jako producenci filmowi i aktorzy, działają także dla radia. Gusowski wyjaśnia: "Nie byliśmy zobowiązani do napisania tej książki. Klub jest naszym hobby, wszyscy pracują tutaj charytatywnie”, zapewnia.

Znośna lekkość nieudacznika

Jak doszło do powstania klubu i nadania mu tak uderzającej nazwy, autorzy wyjaśniają już we wstępie: "Chcieliśmy dodać naszej ponurej codzienności trochę bajkowości. Dla żartu nazwaliśmy się nieudacznikami. Czasem tak też się czuliśmy”.

Czy jednak, biorąc pod uwagę jedenastoletnią historię klubu i liczne sukcesy, można wciąż mówić o "nieudacznikach”? "Oczywiście”, wyjaśnia Gusowski. To określenie odciąża, uwalnia od wysokich wymagań. Działa terapeutycznie. "Dzięki temu mamy pewną lekkość tworzenia”.

Klub przeżywał wzloty i upadki. Po przeprowadzce przed pięcioma laty jego przyszłość była bardzo niepewna. Projektowi kulturalnemu, w ramach którego "nieudacznicy” prowadzili knajpę, groziła eksmisja. Właściciel działki planował w tym miejscu postawić mieszkania do wynajęcia i lokale użytkowe. Jednak na szczęście miasto Berlin znalazło rozwiązanie i zaoferowało właścicielowi inną działkę w zamian.

"W tej książce uświadamiamy również Niemcom ich dziwactwa”, mówi Mordel. Jako przykład podaje rzekomą niemiecką pedanterię, która kończy się, gdy przechodzi się do tematu dialektów: "im lepiej poznaje się Niemcy, tym więcej odkrywa się gwar. Taki mi porządek!”

Odpowiedź na pytanie, jak Polacy i Niemcy mogą się do siebie zbliżyć, znajduje się w ostatnim rozdziale. Zaleca się w nim geograficzny dystans przynajmniej trzech tysięcy kilometrów między obydwoma krajami, co i tak jest przecież niemożliwe. Tylko w ten sposób mogłyby być dla siebie znowu egzotyczne. "Tylko wtedy Polska będzie krajem, o którym Niemcy będą marzyć” – brzmi ostatnie zdanie.

Adam Gusowski und Piotr Mordel: Der Club der polnischen Versager. Rowohlt Taschenbuch Verlag

Autor artykułu, Markus Nowak, jest członkiem sieci Europe de l’Est n-ost.

Fot.: (cc) Buchcover Rowohlt;dzięki uprzejmości (cc) polnischeversager.de