Polska ryzykuje izolację w Europie

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Wybór konserwatywnego nacjonalisty Lecha Kaczyńskiego na prezydenta w połączeniu z możliwą koalicją rządu mniejszościowego ze skrajną prawicą postawił przyszłość polskiej polityki unijnej pod znakiem zapytania.

Przez stulecia Polska przyzwyczajała się do najgorszego; jej mieszkańcy poddają się swoistemu rodzajowi automatycznego męczeństwa spodziewając się w zamian jakiejś boskiej, wiecznej rekompensaty. Dlatego też nie powinno właściwie dziwić, że w niecałe półtora roku po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej – co było jej największą szansą historyczną od półwiecza - Polacy runęli w polityczną otchłań.

I tak, w niedzielę 23. października, Lech Kaczyński z partii Prawo i Sprawiedliwość zwyciężył w drugiej turze wyborów nad Donaldem Tuskiem z Platformy Obywatelskiej. Kaczyński – będący burmistrzem Warszawy i przywódcą koalicji centro-prawicy i populistycznej, katolickiej, ksenofobicznej prawicy – zdobył 55% głosów, wobec 45% uzyskanych przez postępowego neo-liberała Donalda Tuska. A pomysleć, że w pierwszej rundzie zwyciężył ten drugi.

Tajemnica sukcesu prawicy

Co poszło nie tak w drugiej rundzie? Nic. Co więc przechyliło szalę na korzyść Kaczyńskiego? Odpowiedź brzmi: elektorat skrajnej prawicy, a konkretnie poparcie przywódcy nacjonalistycznej partii Samoobrona Andrzeja Leppera, oraz Ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora katolickiego Radia Maryja. Radio Maryja, cieszące się milionami słuchaczy, od dawna służy za katalizator dla dużej części polskiego elektoratu, a dokładniej głosów mieszkańców wsi, głównie z bardziej zacofanego południowego wschodu kraju. Są to z reguły starsi, kiepsko wykształceni, nacjonalistycznie nastawieni Eurosceptycy – oczywiście wyznania katolickiego. Na Donalda Tuska głosowali mieszkańcy miast z bardziej rozwiniętego, bogatszego zachodu i regionów nadbałtyckich. Jego elektorat to ludzie z reguły młodzi, lepiej wykształceni, nastawieni pro-reformatorsko i pro-europejsko. Tak wygląda socjologiczna analiza głosowania podczas tegorocznych wyborów prezydenckich.

Portret kraju

Analitycy polityczni przewidują, że ta wyborcza tragedia wywoła reperkusje tak wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami. Na horyzoncie majaczy polityczny kryzys: po wrześniowych wyborach parlamentarnych, w których minimalnie zwyciężył PiS pod przewodnictwem Jarosława Kaczyskiego, brata bliźniak Lecha, wszystko wskazuje na utworzenie rządu mniejszościowego, na koalicję z radykalną, anty-europejską prawicą, lub wręcz na sojusz z (ledwie) zwyciężoną PO. Ta ostania opcja wydaje się być nieprawdopodobna, gdyż wymagałaby wspólnego programu rządów, stojącego w sprzeczności z dyktatem Ojca Rydzyka i Radia Maryja, co spowodowałoby wycofanie jego bezwarunkowego poparcia medialnego i politycznego. Jednak realizowane polityki z obozu ‘Maryjnego’ wymagałoby renegocjacji traktatu akcesyjnego Polski do UE, gdyż Ojciec Rydzyk jest mu przeciwny.

Co więcej, w planach są także dwa referenda, podkopujące europejską integrację: jedno w sprawie ratyfykacji Europejskiego Traktatu Konstytucyjnego, drugie w kwestii wprowadzenia euro. W obu przypadkach nowy prezydent będzie agitował na rzecz głosowania na nie. Jeśli do tego dodać propozycje wprowadzenia kary śmierci i zacieśnienia więzów z Waszyngtonem kosztem Brukseli, rysuje się prawdziwy dramat, a na arenie międzynarodowej Polska stoi przed perspektywą izolacji, przynajmniej w obrębie Europy. Jednak tli się w tym „boskim żarcie, znanym światu jako Polska” – jak okreslił swój kraj współczesny pisarz Andrzej Szczypiorski – iskierka nadziei. Przepełniający Polaków melancholijny, słowiański optymizm mozna odnaleźć w refrenie ludowej piosenki: „Płynie Wisła, płynie|Po polskiej krainie|A dopóki płynie|Polska nie zaginie!” Trzymam kciuki, by Wisła wkrótce popłynęła we właściwym kierunku.