Płomienie w nocy - niemy wróg Rosji

Artykuł opublikowany 2 maja 2013
Artykuł opublikowany 2 maja 2013
Nie było czasu. W piątkowy poranek, 26 kwietnia, zaledwie w kilka minut, pożar obrócił w popiół szpital psychiatryczny pod Moskwą.

W kilka chwil płomienie pozbawiły życia 38 osób całkowicie nieświadomych czającej się tragedii. Uratowali się tylko jedna pielęgniarka i dwóch pacjentów. Krzyki obudziły śpiących sąsiadów, którzy natychmiast przybyli na pomoc. Niestety nic nie mogli zrobić - byli świadkami makabrycznego spektaklu. Mówi się, że zapach spalonego ciała to coś co zostaje w pamięci na całe życie.

Strażacy przyjechali po godzinie i jedyne co mogli zrobić, to stwierdzić, że ofiary nie miały żadnych szans na ucieczkę. Noc zakończyła się koszmarem. Światło wschodzącego słońca ukazało piekielną scenerię. Budynek był śmiertelną pułapką, zaprojektowaną tak, żeby nikt się nie wydostał - kraty w oknach, pozamykane drzwi, zapieczętowane wyjścia. Mówili, że to wszystko dla dobra pacjentów. Ale to dopiero miało się okazać. Zdezorientowani przez dym i histerię chorzy, potykając się o stłoczone na korytarzach zwłoki, bezradnie szukali drogi ucieczki. A ci, którzy mieli większe "szczęście", spoczywali w łóżkach pogrążeni w wiecznym śnie i dzięki środkom uspokajającym nawet nie poczuli jak płomienie pochłaniały ich żywcem.

Według wstępnych ustaleń przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Specjaliści utrzymują jednak, że było to podpalenie. Władze zapewniają, że wyjścia nie były zablokowane, kiedy rozszalał się koszmar.

Ponad 200 ofiar w przeciągu 8 lat

To oszacownie ma za zadanie odwrócić uwagę od nieszczęśliwego wypadku, który dziś jest na porządku dziennym w Rosji. Najbliższa remiza znajduje się w odległości 50 kilometrów, a kiedystrażacy dotarli na miejsce, okazało się, że nie mają odpowiedniego sprzętu. Przyczyną opóźnienia był korek spowodowany przez wzrost poziomu wody w rzece, która zablokowała drogę (kolejne endemiczne zło Rosji, które przeanalizujemy innym razem). Takie przypadki naświetlają brak infrastruktury i niepewny stan, w jakim znajduje się wiele centrów zdrowotnych. Większość pochodzi z czasów radzieckich, co oznacza, że kwestie bezpieczeństwa są tam całkowicie lekceważone.

Nie dziwi również fakt, że to tragiczne wydarzenie dołączyło do kolejnych, które wypełniają kolumnę smutnych statystyk. Od 2005 roku liczba ofiar śmiertelnych w pożarach placówek zdrowia i rezydencjii trzeciego wieku urosła do 200 osób. Niestety jest to tylko wierzchołek góry lodowej - "domowe" podpalenia są na porządku dziennym w całym kraju. Czasem, jak po niedawnym pożarze, który zniszczył część Uniwersytetu Sztuk Teatralnych w Moskwie, obchodzi się bez opłakiwania ofiar. Kiedy indziej płomienie pochłaniają wiele istnień ludzkich, tak jak było to w przerażającym przypadku Kulawego Konia w Perm który zabrał życie 156 osobom bawiącym się na dyskotece 5 grudnia 2009 roku. Chyba wszyscy pamiętają obraz pozbawionych nadziei ludzi, którzy woleli rzucić się w pustkę niż ginąć w płomieniach. W styczniu 2006 roku, w biurach we Władywostoku zginęło wtedy 9 osób.

Po każdej tragedii powtarzana jest ta sama formuła: "można było tego uniknąć", a następnie: "podejmiemy niezbędne kroki, aby taka sytuacja więcej się nie powtórzyła".  Bez końca powtarzane są słowa rzucane na wiatr, podobnie jak toasty, które w słońcu popija władza na Kremlu. Wykorzystują żałobę do budowania wizerunku troskliwego państwa, składając obietnice, które później nie mają pokrycia. Może dlatego, że ogień oczyszcza?!

Fot.: uprzejmość oskarlin. Flickr )