Popowe Nurzyki odlatują na południe

Artykuł opublikowany 14 listopada 2006
Artykuł opublikowany 14 listopada 2006
Brit-popowe Guillemots, czyli Nurzyki z Londynu podbijają kontynent swoimi nowymi nagraniami

Co za nurzyki? Czy angielskie słowo "guillemots" nie oznacza ptaka o krótkich skrzydłach zamieszkującego klify, po polsku nazwanego nurzykiem? Nie powiedziałbym, że nurzyki mają jakoś szczególnie krótkie skrzydła - ripostuje Hutchins, znany także jako Fyfe Dangerfield. Ta intrygująca nazwa pochodzi z jednego z moich wczesnych tekstów. Kroczący przez Pola Elizejskie ze zbiorem nowych piosenek w notatniku lider dobrze zapowiadającej się kapeli Guillemots zostaje zatrzymany przez hordy damskich wielbicielek. Fanki błagają go, aby wysłuchał miłosnych piosenek, które dziewczęta nagrały specjalnie dla niego. Fyfe podnosi rękę, zerka na zegarek i rzuca: No dobra, szybko. Mam pięć minut.

Trzy porcje jedzenia później

Niedawno założona grupa unosi się na fali popularności, jaką zdobyła po wydaniu ostatniego albumu From the cliffs. Ostatnio Londyńczycy przybili do brzegów Francji z zamiarem podbicia europejskiej publiczności. Pomimo tego, że kapela ciągle pozostaje wierna swoim brit-popowym korzeniom, może poszczycić się wyjątkowo różnorodnymi członkami. Można by się zastanawiać, w jaki sposób angielski wokalista poznał Mc Lorda Magrao, gitarzystę z Sao Paulo; Ricana Coalę, szkockiego perkusistę i kanadyjską kontrabasistkę Aristazabel. Chciałem pracować z Magrao, ponieważ potrafi zagrać nawet na maszynie do pisania i na pudełku po zapałkach, tak jak w The Commitments (powieść R. Doyle'a o Dublińczykach, którzy założyli zespół soulowy i "tworzyli coś przypominającego muzykę" - przyp. tłum). Rican wywarł na Dangerfieldzie wrażenie ogromnym apetytem w pewnym programie telewizyjnym. Rican miał trzy porcje jedzenia - i przede wszystkim dlatego został perkusistą we właśnie powstającej kapeli.

Fakt, nie mylicie się, jeśli uważacie, że Guillemots to sentymentalna kapela ze sporym potencjałem, która stara się przypodobać NME (znacząca muzyczna gazeta brytyjska - przyp. tłum.) i swoim fanom. Jednak - jak na ironię - kosmopolityczna grupa, która lubi wałęsać się po nadmorskich klifach posiada imponujące muzyczne CV.

Dangerfield jako dziecko studiował muzykę w Birmingham, zatem ani muzyka klasyczna, ani eksperymentalna nie są mu obce. Rican Caol zanim dołączył do zespołu grał w irlandzkiej kapeli folkowej The Fureys i znany był ze swojego "obłąkanego" poczucia rytmu. Mc Lord Magrao przeszedł długa drogę od nauki tradycyjnych melodii brazylijskich w stylu samby do death-metalowych kawałków granych na partyzanckich imprezach w Sao Paulo. Na jego umiejętności wpływ mieli Tom Ze (brazylijski muzyk, tekściarz i kompozytor aktywny społecznie - przyp. tłum.), Mike Patron (Faith No More, Mr. Bungles, Fantomas Jon wiele innych - przyp. tłum.) i John Frusciane (RHCP). Kontrabasistka Aristazabal Hawkes studiowała jazz w Nowym Jorku. Dołączyła do zespołu w momencie jego tworzenia w 2004 roku pomimo tego, że Fyfe obawiał się, że Aristazabal "przytłoczy go swoją jazzową przeszłością". Jednak ona sama nie lubi być kojarzona z żadnym konkretnym stylem - ostatnio spędziła długie wakacje na statku wycieczkowym grając dla faceta zwanego Ulubiony Johnny (Joanny Favourite).

Trudno ich opisać

O Guillemots można po prostu napisać, że są mieszanką gatunków, jednak ich brzmienie nie mogłoby zostać jednoznacznie przypisane do żadnego z tych gatunków. Ich muzyka jest zbyt niezależna i pokręcona, żeby nazwać ją popem, jednak tak jak pop jest łatwa w odbiorze. Różnego rodzaju eksperymenty jazzowe nie odciągają muzyków zbyt daleko od wysublimowanych piosenek w stylu indie-pop. No i na koniec - nie są ani rockmanami, ani bardami, przynajmniej w ścisłym znaczeniu tego słowa. Ich piosenki są przeznaczone "dla mas" (najlepiej pijanych).

Nurzyki łączy raczej punkt widzenia niż podobny gust muzyczny. Dzięki tym cechom zespół sprawia wrażenie oryginalnego, ale jednak bliskiego, dobrze znanego. Posłuchajcie chociaż "I Saw Such Things In My Sleep" (Fantastic Plastic, 2005) lub "From The Cliffs" EP (Naďve, 2006), szczególnie polecam ich debiutancki album "Through The Windowpane" (Naďve-Polydor, 2006). Ich trzeci singiel "Made Up Love Song #43" jest ich najlepszym wydawnictwem, choć można by się spierać. Stanowi o przykład doskonałej piosenki o miłości i wyrafinowanego utworu nawiązującego do stylistyki lat 80 i przywołującego skojarzenia z Dexy's Midnight Runners (brytyjska grupa popularna w latach 80., kojarzona ze stylem New Wave - przyp. tłum.)

Na zakończenie Fyfe stwierdza, że w czasie deszczowych dni w Londynie "nawet w pustej puszce po Coli jest poezja". I rzeczywiście, zespół brzmi bardziej brytyjsko niż można by się spodziewać.

Guillemots zagrają 4 koncerty we Francji: 10.11 w Lille, 11.11 w Paryżu, 12.11 w Nantes i 14.11. w Bordeaux.