Poszło z dymem: skutki zakazu palenia w Rumunii

Artykuł opublikowany 21 lipca 2016
Artykuł opublikowany 21 lipca 2016

Palenie od zawsze budziło w ludziach mieszane uczucia. Z jednej strony przedstawia się je jako niebezpieczny nałóg, a z drugiej strony uchodzi za symbol pewnego stylu życia. Nic dziwnego, że ludzie są bardzo wyczuleni na punkcie swoich praw związanych z paleniem. Zaglądamy do Rumunii, która w tym roku jako jeden ostatnich członków UE wprowadziła zakaz palenia.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat niemal każdy kraj europejski opracował własną politykę dotyczącą zakazu palenia w zamkniętych pomieszczeniach, miejscach publicznych czy w obecności dzieci. Rządy poszczególnych państw decydowały się na ten krok mając na względzie zdrowie publiczne oraz poszanowanie praw osób niepalących.

Rumunia jest jednym z ostatnich państw UE, który przyjął rygorystyczną politykę w tym zakresie. 17 marca 2016 roku rząd uchwalił ustawę numer 15/2016. Chociaż społeczeństwo od miesięcy wiedziało o nadchodzących zmianach, możliwe konsekwencje wprowadzenia zakazu palenia budziły niepokój.

Zakaz palenia = koniec biznesu

Do niedawno Rumunia była jednym z nielicznych krajów, w których można było ujrzeć sceny niczym z serialu Mad Men. Palenie było dozwolone w barach, restauracjach, klubach, w miejscach pracy, a nawet w budynkach rządowych. Poprzednie prawo było bardzo liberalne. Każda instytucja mogła prowadzić indywidualną politykę w zakresie zakazu palenia i nie zajmowano się przypadkami łamania prawa. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że system zapewnia przedsiębiorcom sporą autonomię.

Jednak autonomia ta sprawiała, że uprzywilejowani byli palacze, a pokrzywdzeni niepalący. Właściciele restauracji, barów i kawiarni bali się, że stracą wielu klientów, jeśli wprowadzą całkowity zakaz palenia. Niepalący byli mocno ograniczeni - mogli albo decydować się na bierne palenie, albo zostać w domu.

Vox populi

Tego typu prawo w zakresie palenia nie jest w Europie żadnym wyjątkiem. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcje, jakie wzbudziły wprowadzone regulacje. Nie minął nawet miesiąc od uchwalenia nowej ustawy, gdy rozpoczęły się prace nad poprawkami.

Rumuni zaczęli manifestować swoje niezadowolenie na portalach społecznościowych. Wielu millennialsów uważa, że są dyskryminowani, ponieważ palenie to zwyczaj, na który sami się zdecydowali. Chociaż obecnie na świecie coraz więcej młodych ludzi decyduje się na prowadzenie zdrowego stylu życia i woli w sobotnie poranki uprawiać jogging niż zmagać się z poimprezowym kacem, to młodzi Rumuni uważają, że zakaz palenia w miejscach publicznych ograniczy radość, jaka płynie z nocnego życia.

„Jestem palaczem i nie znoszę faktu, że muszę wychodzić na zewnątrz na deszcz, żeby móc sobie zapalić. Nie wydaje mi się, że nowe prawo sprawi, że rzucę palenie, jednak rozumiem obawy przedsiębiorców, którzy chcą uchronić swoje lokale przed pożarem” – opowiada Emilian, model i student filologii chińskiej.

Przedsiębiorcy i pracodawcy z restauracji mieszczących się w historycznej dzielnicy Bukaresztu przewidują, że w przeciągu najbliższych sześciu miesięcy stracą znaczną część klienteli. Jeden z nich wypowiedział się dla lokalnej gazety: „Nie przybędzie nowych klientów, wszyscy się rozpierzchną! To nie jest dobry pomysł. Branże takie jak nasza nie są gotowe na takie prawo”.

Na domiar złego studenci zagrozili, że zorganizują publiczny protest, chyba że rząd zmieni ustawę na korzyść palaczy. Manifestację zaplanowano na wtorek 5 kwietnia, jednak nigdy się nie odbyła. Rząd uległ naciskom społecznym, ponieważ nie chciał zmagać się z protestami studentów, takimi jak w listopadzie po tragicznych wydarzeniach w klubie Colectiv.

Niemniej jednak młodzi ludzie protestują w nietypowy sposób. Arina, studentka trzeciego roku medycyny mówi: „Skoro nie możemy palić, nie wychodzimy z domu. Nie móc zapalić nawet jednego papieroska - nie dość, że nam, palaczom, przeszkadza to w kontaktach z innymi ludźmi, to jest też niebywale frustrujące!”.

Sfrustrowani są także właściciele kawiarni. Zdarza się, że ludzie wychodzą bez uregulowania rachunku pod pretekstem, że idą na papierosa.

Z kolei niepalący powoli zaczynają zauważać różnice. „Mogę cieszyć się lepszym powietrzem w kawiarniach i restauracjach. Jedzenie smakuje lepiej i zdrowiej. Jedynie na spotkania przychodzi mniej znajomych. Ale za to można poznać nowych ludzi” – śmieje się Andrei, przyszły inżynier.

Większość niepalących Rumunów podziela optymistyczną opinię Claudii, która jest psychologiem: „Moim zdaniem ta regulacja to ukłon w stronę niepalących, którzy mogą teraz wdychać świeże powietrze, tak jak palacze mogą wdychać dym ze swoich papierosów. Jestem przekonana, że wszystko sprowadza się do kompromisu, na pewno uda się go osiągnąć tak, żeby każda strona była zadowolona”.

Najpierw ludzie, potem zysk

Zdaje się, że rumuński rząd uległ presji ze strony młodych ludzi i przedsiębiorców. Zmodyfikował ustawę o zakazie palenia tak, żeby odpowiadała potrzebom tylko tych grup społecznych. Według nowego prawa kawiarnie, restauracje, bary kluby i inne tego typu miejsca mają mieć wyznaczone strefy palenia wewnątrz budynku. W tych strefach klienci będą mogli palić i jednocześnie spożywać posiłki oraz sączyć napoje.

Parlamentarzyści uważają, że ustawa odpowiada potrzebom zarówno palących jak i niepalących. Jednak główne pytanie nadal pozostaje bez odpowiedzi. Czy rządzący powinni tak łatwo ulegać naciskom ze strony społeczeństwa, jeśli chodzi o zmianę ustawodawstwa w zakresie zdrowia publicznego?