Powiew Europy na Facebooku

Artykuł opublikowany 7 grudnia 2007
Artykuł opublikowany 7 grudnia 2007
10 milionów Europejczyków jest zapisanych w Facebook - prężnie rozwijającym się serwisie społecznościowym. A i najbardziej aktywni w europejskiej sieci działacze europejscy nie czekali długo z utworzeniem własnej grupy

Facebook, witryna łącząca wspólnoty w sieć, stworzona w Stanach Zjednoczonych w 2004 roku w akademickim pokoju na Harvardzie, pozwala odnaleźć przyjaciół, którzy zniknęli nam z pola widzenia, dzielić się swoimi zdjęciami, filmami, a nawet zainteresowaniami. Dzisiaj platforma ta, której niezwykła oryginalność tkwi w możliwości śledzenia poczynań przyjaciół, cieszy się dużą popularnością wśród studentów z całego świata: liczba szacunkowa użytkowników to 45 milionów w październiku, kapitalizacja zwiększyła się 10-krotnie w ciągu jednego roku, a wskaźnik wzrostu liczby użytkowników wyniósł 422 % w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.

Na Starym Kontynencie Facebook obejmuje 10,8 milionów Europejczyków, co stawia go na trzecim miejscu wśród najczęściej odwiedzanych wirtualnych serwisów społecznościowych. Na podium znajdują się: Zjednoczone Królestwo, Norwegia i Szwecja, liczące razem ponad osiem milionów zapisanych, po nich następują Francja, Turcja, Niemcy, Hiszpania, Irlandia, Włochy i Holandia. Przewiduje się, że liczba ta wielokrotnie się zwiększy wraz z planowanymi tłumaczeniami na dziesiątki języków.

Jankeski wpływ

Ale Facebook nie czekał na Europejczyków, żeby zająć się polityką. Kampania prezydencka za Atlantykiem zobowiązuje, ciężko byłoby zliczyć grupy poparcia dla takiego a takiego kandydata, a ideologiczna walka online zdaje się przynosić efekty. Sieć staje się środkiem do mobilizacji grup i organizowania działań.

Zakochani w Europie licznie tworzą w ten sposób "grupy" na Facebook, w których dzielą się swoimi przekonaniami. Bez względu na to, czy są praktykantami w Komisji, prawnikami czy byłymi Erasmusami. Najstarsza, "Unia Europejska", została stworzona w listopadzie 2006 roku. Liczy około 2 400 członków i około czterdziestu nowo rekrutowanych każdego dnia. Na forum wartko toczą się debaty. Internauci o różnych poglądach robią przegląd polityki, gospodarki, obrony i innych zagadnień mniej lub bardziej związanych ze Starym Kontynentem.

"Na początku stworzyłam tą grupę z przyjacielem z mojego roku i zaprosiliśmy do Facebooka tylko ludzi, którzy chodzili na te same zajęcia. Nigdy byśmy nie przypuszczali, że grupa może się tak rozrosnąć". Laura zapoczątkowała społeczność facebookersów liczącą dzisiaj ponad 1 000 członków, wzywając do stworzenia europejskiej sieci dla wszystkich tych, którzy utożsamiają się z różnorodnością, a nie tylko z własnym narodem. "Przetłumaczyliśmy na przykład naszą petycję na języki europejskie, aby nadać grupie bardziej oficjalny ton, i aby przekazać dalej ducha Europy".

Wirus nie do uniknięcia

Jak większość tego typu aplikacji, grupy takie rozprzestrzeniają się "wirusowo". Każdy użytkownik wysyła zaproszenie do przyłączenia się do społeczności wszystkim swoim znajomym z listy kontaktów, którzy z kolei są zachęcani, aby je wysyłać do swojej sieci znajomych.

Facebook stał się nieunikniony dla działaczy już aktywnych w europejskiej sieci. Les Jeunes Européens Fédéralistes (Młodzi Europejscy Federaliści), les Euros du village, Le Taurillon, touteleurope.fr lub Euroactiv również posiadają sieć w rozległym Facebook.

Ta nowa strona ze społecznościowymi sieciami oferuje nieprawdopodobne perspektywy rozwoju: "rozmiar Facebooka pozwala grupie zwiększać się o wiele szybciej w świecie wirtualnym niż gdyby działo się to w tradycyjny sposób. Możemy wywrzeć dzięki temu o wiele większy wpływ", wyjaśnia Sebastian Meznaric z grupy Union of European Federalists.

Ten sam zabieg wykorzystuje stowarzyszenie "European law network", dla którego Facebook stanowi integralną część długoterminowej strategii rozwoju. "Facebook stał się środkiem promowania naszych idei".

Ale nie ma mowy o złudzeniach. Grupy euroentuzjastów są nadal liczbą wirtualnych karzełków w porównaniu z dziesiątkami tysięcy członków, jakie liczą grupy trochę mniej ambitne, jak: "Moje słuchawki cały czas plączą mi się w kieszeniach", "Nienawidzę matmy", oraz "Francuska Federacja Aperitifu". A oto uwaga rozżalonego internauty, odnalezionego przypadkowo w grupie euroentuzjastów na Facebook: "I pomyśleć, że propozycja rozebrania się do naga na meczu rugby może przyciągnąć 30 000 członków w 3 dni... Europa zdecydowanie nie jest wystarczająco sexy..."