Powrót króla, czyli wystawa „Stanisław August. Ostatni Król Polski. Polityk, mecenas, reformator” w Zamku Królewskim od listopada do lutego.

Artykuł opublikowany 5 grudnia 2011
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 5 grudnia 2011
Po dłuższym panowaniu bezcennego, choć niestety tylko jednego obrazu Tycjana, do Zamku powrócił król.
Ale nie jest to ani wymachujący szabelką z kolumny Zygmunt III, ani tratujący koniem Turka Jan Sobieski, lecz ten, który w powszechnej pamięci (o ile taka w ogóle istnieje) uchodzi czasem za zwyczajnego zdrajcę, czasem zaś po prostu za pociesznego, lecz nieco naiwnego i co gorsza kochliwego kolekcjonera obrazów i konsumenta Obiadów Czwartkowych. Stanisław August Poniatowski będzie królował na zamkowych salach do połowy lutego.

Do obejrzenia wystawy zachęca fakt, że Poniatowski, jako postać historycznie kontrowersyjna, nigdy nie był w Polsce uznawany za narodowego bohatera, co nie sprzyjało eksponowaniu jego postaci. Ostatni król nie stanowił zbyt często punktu odniesienia dla polityków, ani literatów, a jego szczątkom, sprowadzonym w dwudziestoleciu do Polski, odmówiono nawet prawa do spoczynku wśród pozostałych monarchów na Wawelu i złożono je w Kościele parafialnym w rodzinnym Wołczynie. A jednak, kiedy zastanowić się nad historią Polski nieco głębiej, niż według prostej klasyfikacji bohaterowie-zdrajcy, postać „króla Stasia” jawi się intrygująco. Światowiec, bywalec paryskich i londyńskich salonów rządzący szlachtą od wieku niewyedukowaną, zacofaną, nie widzącą świata poza własnym zaściankiem. Reformator, zderzający się z narodem, dla którego słowo reforma brzmi jak świętokradztwo. Kochanek najpotężniejszej kobiety w ówczesnym świecie, który kończy właściwie jako jej więzień. Wreszcie postać niewątpliwie tragiczna, władca który po trzydziestoletnich próbach ratowania swego kraju musi przeżyć jego upadek. Osoba Poniatowskiego obdzieliłaby fabułą kilka powieści, gdyby znalazł się ktoś chętny je napisać...

Póki co jednak możemy podziwiać wystawę na jego temat. Jej kolejne sale (w dość karkołomny sposób wydzielone spośród komnat, gdzie prezentowana jest ekspozycja stała, co zupełnie dezorientuje zwiedzających Zamek obcokrajowców) odpowiadają chronologicznie kolejnym okresom życia króla. Wypełnione są jego portretami, przedmiotami codziennego użytku (ciekawie prezentuje się m.in. aktówka króla „z byczej skóry pomalowana na czerwono farbą naturalną”), jak też resztkami z jego niezwykle bogatej kolekcji obrazów i rzeźb (z kilku tysięcy pozostało ledwie trzysta). Eksponowane są także królewskie zbiory rycin, porcelany i książek. Kilka pomieszczeń poświęcono konkretnym osiągnięciom króla. Można więc obejrzeć pamiątki po Szkole Rycerskiej, wyposażenie XVIII-wiecznych wojskowych, modele i szkice architektoniczne (uderza np. niezrealizowany, majestatyczny plan klasycystycznej rozbudowy Zamku, w którym wystawa ma miejsce), cała komnata poświęcona jest także projektom Świątyni Opatrzności Bożej (której pomysłodawcą był właśnie ten król). Ze ścian jednej z sal spoglądają na nas portrety uczestników Obiadów Czwartkowych, w innej członków rodziny władcy. Jeśli dodamy do tego zbiory malarstwa Bacciarellego i Canaletta uzyskamy z grubsza pełen obraz wystawy, na której zwiedzanie zarezerwować należy około godziny. Każda sala jest opatrzona dość obszernym komentarzem zawierającym najczęściej cytat z Poniatowskiego, niestety tylko w języku polskim. Trochę szkoda, gdyż akurat postać ostatniego króla Rzeczypospolitej jest moim zdaniem jedną z tych, którą moglibyśmy promować jako zapomnianego, a wybitnego przedstawiciela epoki Oświecenia.

Generalnie ekspozycja pozostawia mieszane uczucia. Cieszy sam fakt uhonorowania (bo tak chyba trzeba nazwać organizację wystawy pod patronatem Prezydenta RP) traktowanego dotąd po macoszemu Twórcy Łazienek. Co do jej zawartości merytorycznej też nie można mieć większych zarzutów, gdyż przedstawiono właściwie wszystkie istotniejsze wątki polityczne i kulturalne związane z jego panowaniem. Wiele pozostawia jednak do życzenia forma wystawy- konwencjonalna, oczywista, pozbawiona oryginalnego pomysłu. Można sobie wyobrazić chociażby ciekawszą aranżację przestrzeni, lub inny układ eksponatów wchodzących w jej skład, nie mówiąc już o wprowadzeniu multimediów, podstawowego wyposażenia nowoczesnego muzealnictwa. Po macoszemu potraktowano również te wątki z życia Poniatowskiego, które sprawiają, że jest on postacią wielowątkową, niebanalną. Ze świecą możemy szukać informacji o romansach króla, niczego nie dowiemy się o tragizmie jego postaci, brak też sensownego poruszenia tematu kontrowersyjności jego posunięć politycznych. Słowem, wystawa „Stanisław August, ostatni Król Polski, Polityk, Mecenas, Reformator” opowiada niezwykłą historię w zwyczajny sposób. Jak szkolne wypracowanie napisane na solidną czwórkę bez plusa.