Prawo azylowe: między wykładnią a rzeczywistością

Artykuł opublikowany 14 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 14 kwietnia 2014

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Międzyludzka solidarność czy obciążenie dla państwa? Czy dysponujemy odpowiednimi instytucjami, żeby móc przyjmować więcej uchodźców? Może w obecnym systemie azylowym dochodzi już do wystarczającej ilości nadużyć? Na te pytania odpowie nasz raport o prawnych i ekonomicznych wyzwaniach systemu azylowego oraz roli, jaką sami w nim odgrywamy.

Ponad rok temu pisaliśmy w Cafébabel o protestach uchodźców w wiedeńskim Kościele Wotywnym. W międzyczasie gorąco dyskutowano o problemie uchodźców w Europie. Niewątpliwie przyczyniły się do tego wydarzenia na Lampedusie, określane w mediach austriackich mianem "hańby bez konsekwencji", których świadkiem był nasz kontynent. Należy ponadto wspomnieć o aktorach protestu w Kościele Wotywnym. Charakteryzowano ich jako "handlarzy ludźmi"; ostatecznie strącono ich do więzienia na 8 miesięcy. Austria przyjęła poza tym mniej uchodźców z Syrii niż zapowiadano.

"Europa chętnie przyozdabia swoje działania hasłem praw człowieka, a my zachowujemy się jak królowie na swoim terytorium. I nagle dzieje się coś takiego" - w taki sposób Julia Kienast ocenia wydarzenia na Lampeduzie.

Kienast, studentka prawa i członkini ELSA (European Law Students Association), niedawno zorganizowała na Uniwersytecie Ekonomicznych w Wiedniu dyskusję panelową pod tytułem "Ubiegający się o azyl w Austrii - między prawem a rzeczywistością". "W gruncie rzeczy wybrałam studia prawnicze, żeby móc coś zdziałać w obszarze praw człowieka. Wyobrażałam sobie, że będę pomagać ludziom z dalekich, biednych krajów. Po jednej z imprez organizowanych przez ACUNS (Aca­de­mic Co­un­cil of Uni­ted Na­tions) po raz pierwszy sobie uświadomiłam, że wielu ludzi potrzebuje pomocy także w Austrii."

"Piekło przepisów"

Celem dyskusji było z jednej strony wskazanie rozbieżności pomiędzy codziennością ubiegających się o azyl uchodźców a uwarunkowanym politycznie stanem prawnym tego problemu. Z drugiej strony spotkanie miało za zadanie skierować na ten temat uwagę studentów. "Na całym wydziale można wziąć udział tylko w jednym półtoragodzinnym wykładzie o prawie azylowym pomimo niesamowitej złożoności tej tematyki. Na żadnym innym wykładzie nie podkreśla się tak często, że stan prawny kwestii azylowych jest niejasny i w wielu miejscach koliduje on z prawem konstytucyjnym. Można by w tej sprawie naprawdę wiele zdziałać na uniwersytecie i wykorzystać ten potencjał, brakuje nam chyba jednak zasobów."

Rita-Maria Kirschbaum, sędzia Federalnego Sądu Administracyjnego, zabrała głos w dyskusji, swoją pracę opisując jako "piekło przepisów". Skomplikowaną wykładnię i braki kadrowe wskazała jako główne czynniki, które wpływają na zaskakująco długi czas trwania postępowania.

W mniemaniu prawniczki Julii Ecker do bezpodstawnych i samowolnych decyzji prowadzą przede wszystkim dwie nieprawidłowości. Z jednej strony zalicza do nich stan prawny jako taki: jego częste modyfikacje, niejasny zakres kompetencji i szerokie pole działania. Z drugiej strony podkreśliła kiepską jakość doradztwa prawnego w kwestiach azylowych. Obecnie brakuje przy postępowaniach pierwszej instancji wiążącego przedstawicielstwa prawnego; niejednokrotnie zdarza się, że doradztwo urzędników skłania się raczej ku środkom zorientowanym na powrót azylantów niż ich zatrzymanie. Summa summarum - mamy do czynieina z urzędniczym labiryntem.

Europejski raj

"Uważasz, że w systemie azylowym dochodzi do nadużyć?" - zapytałam Julię przy filiżance kawy. Energicznie pokręciła głową i oznajmiła: "Naprawdę uważam, że nie. Oczywiście niektórzy znaleźli się tutaj z pobudek ekonomicznych, wierzę jednak, że wielu z nich tak źle się wiedzie w domu, że są w stanie znieść wszystko. Poza Europą panuje przekonanie, że mamy tutaj raj. Ludzie po prostu nie wiedzą, jak wygląda rzeczywistość."

"Jaka ona jest?"

"Niektórzy de facto na decyzję czekają wiecznie. Moim zdaniem to jest właśnie najgorsze. Nie są pewni swojej sytuacji. W ośrodkach dla uchodźców ludzie spędzają bezczynnie cały dzień, pozbawieni jakiegokolwiek zajęcia - poza rozmyślaniem o swoich problemach. W ten sposób tracą wiele wyuczonych zdolności... Wielu z nich popełniać głupstwa: piją, palą marihuanę, dopuszczają się przestępstw. I to tylko dlatego, że nie mają nic do roboty. Niejeden chętnie poszedłby do pracy, ale nie ma prawa jej podjąć."

Peter Huber z Austriackiego Instytutu Badań nad Gospodarką nakreślił nam ekonomiczne trudności, których ubiegający się o azyl doświadczają wskutek zamknięcia dla nich rynku pracy: jeśli człowiekowi nie da się możliwości zarobienia własnych pieniędzy, dochodzi do dekwalifikacji i zniweczenia jego wykształcenia.

"Każda historia straszniejsza od drugiej"

Dyskusję urozmaicił jeden z uczestniczących w niej migrantów, który jeszcze niedawno sam ubiegał się o azyl. W wieku sześciu lat wyswobodził się z niewolniczego życia w Mauretanii. Dopiero teraz po 12 latach postępowania udało mi się otrzymać ostateczne pozwolenie na pobyt. W międzyczasie studiuje na Uniwersytecie Technicznym w Wiedniu i jest wdzięczny za to, że może kontynuować edukację.

Kiedy zapytałam Julię, dlaczego interesuje ją tematyka azylantów, odpowiedziała mi, że do pracy w obszarze praw człowieka motywują ją właśnie historie jednostek. "Jedna historia wydaje się straszniejsza od innej i uważam, że wiele z nich pokazuje niesamowitą siłę człowieka. Wcześniej miałam niewiele do czynienia z ubiegającymi się o azyl. Jestem naprawdę szczęśliwa, że w międzyczasie miałam możliwość poznania ich jako zwykłych ludzi. Są takimi samymi ludźmi jak my. Większość z nich na pewno nie potrzebuje naszego współczucia - chcą być szanowni po prostu jako ludzie."

Azylanci muszą się zmierzyć nie tylko z niespójną biurokratyczną machiną - czekają ich ponadto wyzwania związane z samą integracją. Nie da się ukryć, że kontakt pomiędzy Austriakami a azylantami jest nikły. "Różnice kulturowe najłatwiej znieść na drodze dialogu i wspólnych doświadczeń. Jeśli ich brakuje, brakuje też integracji." - twierdzi Julia. "Bardzo ważne są kursy niemieckiego, które azylanci muszą naprawdę wziąć na poważnie. To wymaga wysiłku obu stron."

Prawa człowieka - nie, dzięki!

"Usiłowaliśmy zebrać fundusze od większych przedsiębiorstw, ale jak tylko usłyszano hasło "prawa człowieka", odmawiano nam. Mimo wszystko mam nadzieję, że ich nastawienie niebawem się zmieni. Coraz częściej się mówi o tak zwanej społecznej odpowiedzialności biznesu. W Ameryce pomysł ten powoli kiełkuje, u nas nawet nie zasiano ziarna." Julia liczy na to, że niedługo dojdzie do zmiany myślenia w tym obszarze.

Dyskusja panelowa miała formę burzy mózgów, dlatego tez spróbowaliśmy uogólnić, do czego doszli dyskutanci: "Jeśli nastawienie ludności ulegnie zmianie, wtedy dojdzie również do zmian w polityce. Organizacje pozarządowe i media muszą na tym polu współpracować. Jeśli spotkania takie jak ta dyskusja będą organizowane regularnie, jeśli wsparcie ludności cywilnej dla azylantów będzie widoczne, będzie można zainicjować zmiany."