Pulse of Europe: Europa jest rozwiązaniem

Artykuł opublikowany 17 marca 2017
Artykuł opublikowany 17 marca 2017

Granatowe flagi, Oda do Radości na ustach i dużo (euro)entuzjazmu. Co niedzielę, w kilkudziesięciu europejskich miastach odbywają się manifestacje poparcia dla projektu europejskiego. Kto w czasach populizmu i eurosceptycyzmu jeszcze wierzy w Europę? Poznajcie Pulse of Europe.

Zaczęło się we Frankfurcie. W listopadzie zeszłego roku para adwokatów postanowiła ruszyć się z kanapy i uratować Europę. Ostatecznym impulsem był wybór Donalda Trumpa na Prezydenta Stanów Zjednoczonych, poprzedzony referendum w sprawie Brexitu, w połączeniu z rosnącym eurosceptycyzmem i populizmem na całym Starym Kontynencie.

Na pierwszych demonstracjach we Frankfurcie i Freiburgu pojawiło się kilkadziesiąt osób. Organizatorzy postanowili pójść za ciosem i używając kontaktów biznesowych, osobistych oraz mediów społecznościowych stworzyli nową świecką tradycję. Demonstracje odbywały się co niedzielę, za każdym razem w większej liczbie miast. Wkrótce organizatorzy zaczęli uruchamiać swoje kontakty zagranicą. Europejski duch poruszył Wiedeńczyków i mieszkańców Amsterdamu. Dotarł też do Francji.

– Zadzwonili do mnie organizatorzy z Frankfurtu i powiedzieli, że trzeba coś takiego zrobić też we Francji – opowiada Aurélien, organizator Pulse of Europe France. – Zaczęliśmy od Paryża, a potem, podobnie jak to miało miejsce w Niemczech, zaczęli dzwonić ludzie z innych miast i proponować pomoc – wspomina.

Tak oto ruch dotarł do Strasburga, Montpellier, Lyonu i Tuluzy. Jeśli chodzi o frekwencje, to z nią w całej Europie bywa różnie. Zdarzają się kilkutysięczne demonstracje, przede wszystkim we Frankfurcie i Berlinie, ale zazwyczaj zbiera się od kilkudziesięciu do kilkuset uczestników. – Szczerze mówiąc 100-200 osób to już jest nieźle. Pomysł polega na tym, żeby za każdym razem przychodziło więcej osób. Tak dzieje się w Niemczech, tak będzie też we Francji – mówi Aurélien.

Te liczby nie robią wrażenia w porównaniu chociażby z niedawnymi, liczącymi setki tysięcy uczestników demonstracjami w Rumunii. Być może idee, które reprezentuje Unia Europejska, są po prostu zbyt abstrakcyjne? – Nie zgadzam się, nie ma niczego bardziej konkretnego niż te idee. Na przykład pokój. Jeżeli ktoś zapomniał, jak konkretna jest wojna, powinien uważniej śledzić to, co dzieje się na Ukrainie, albo przypomnieć sobie, co jeszcze niedawno działo się na terenie dawnej Jugosławii. Tak, pokój wydaje mi się bardzo konkretny, nie wspominając już o innych wartościach: wolności, prawach człowieka… – mówi z ożywieniem Aurélien.

Mimo niewielkiej frekwencji, manifestacje Pulse of Europe są kolorowe i głośne.  Stałym elementem jest śpiewanie Ody do Radości. Powszechne są flagi, przypinki, balony i transparenty z flagą Unii.  Zdaniem Aureliéna, entuzjazm jest uzasadniony: – Pomysł jest taki, żeby w końcu pozwolić się wypowiedzieć ludziom, którzy są za Europą, którzy chcą tej Europy bronić. Dziś nie są oni wystarczająco reprezentowani. Politycy wielu państw, w tym Francji, nie przedstawiają Europy jako rozwiązania problemów – mówi.

Miłość do Europy nie jest jednak ślepa: – Pulse of Europe to także potwierdzenie, że Unię Europejską można krytykować i reformować. Istnieją problemy i rzeczy, które nie działają. Unia straciła kontakt z obywatelami w ciągu ostatnich lat i to jest prawdziwy problem. Celem naszego ruchu jest skłonienie polityków, żeby przestali wreszcie zrzucać za wszystko odpowiedzialność na Brukselę, zwłaszcza że wiemy, że najważniejsze decyzje podejmowane są przez  rządy, a nie przez eurokratów. Dlatego powinni zakasać rękawy i uczynić Europę bardziej skuteczną – podsumowuje.

Pulse of Europe to niejedyna taka proeuropejska inicjatywa. Z okazji 60 rocznicy podpisaniu Traktatu Rzymskiego, jednego z fundamentalnych traktatów w historii integracji europejskiej, na 25 marca zapowiadana jest manifestacja w stolicy Włoch.