Pytanie: co Unia i USA powinny zrobić z konfliktem na Bliskim Wschodzie?

Artykuł opublikowany 5 stycznia 2009
Artykuł opublikowany 5 stycznia 2009
Jak można rozwiązać konflikt na Bliskim Wschodzie po tym, jak izraelskie wojska wkroczyły 2 stycznia do Strefy Gazy? Oto reakcje prasy belgijskiej, portugalskiej, szwajcarskiej, niemieckiej i szwedzkiej.

De Morgen, Belgia

(dronir/Flickr)Międzynarodowe środowiska protestują przeciwko izraelskim atakom na Strefę Gazy, jednak obawa i nawoływania do zawieszenia broni nie starczą, by zażegnać kryzys - pisze flamandzki dziennik. „Ci, którzy mają moc zwiększenia nacisku na Izrael nie zamierzają tego zrobić. Stany Zjednoczone ślepo popierają Izrael bez względu na wszelkie okoliczności. Nawet po ostatnich wydarzeniach zaopatrują Izrael w broń oraz dają mu miliony dolarów. Milczenie prezydenta elekta jest bardzo znaczące. Unia to główny sojusznik Palestyńczyków, jednak nie wykorzystuje jako środka nacisku porozumienia o stowarzyszeniu podpisanego z Izraelem oraz nie ostatniego podwyższenia statusu tego kraju. ONZ, UE i USA odwracając wzrok od tego konfliktu dają jasny znak Izraelowi: ‘róbcie tak dalej’”.

(5.01.2009)

Diário de Notícias, Portugalia

( Steve Rhodes/flickr)Jak pisze ten dziennik, jedynie Stany Zjednoczone mogą zaoferować rozwiązanie konfliktu w Strefie Gazy: „międzynarodowa dyplomacja nie pomoże w rozwiązaniu tego konfliktu. Chociażby wczoraj (4 stycznia – nota od redakcji) Rada Bezpieczeństwa ONZ nie zdołała nawet przyjąć dokumentu nawołującego do natychmiastowego zawieszenia broni w Strefie Gazy, uznającego zarówno Izrael, jak i (palestyński) Hamas za agresorów. Europejscy dyplomaci już popełnili swój pierwszy błąd – rzecznicy Rady Europejskiej pod przewodnictwem Czech opisali izraelskie operacje wojskowe jako obronne. Po tym, jak zwrócono im uwagę, Czechy przyjęły bardziej stanowcze stanowisko wobec Izraela, jednak było już za późno. Europejska dyplomacja już raz udowodniła, że jest nieistniejąca. Żadna ze światowych potęg gospodarczych nie ma wpływu na to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, jest tylko jeden kraj, którego Izrael słucha, i którego świat arabski naprawdę się boi: USA, którego rząd jest w stanie przejściowym. (Prezydent elekt) Barack Obama ciągle pracuje nad programem gospodarczym, jednak odmawia wypowiedzenia się w sprawie konfliktu w Strefie Gazy”.

(5.01.2009)

Le Temps, Szwajcaria

(claudia vieira/flickr)

Szwajcarski dziennik komentuje stanowisko Stanów Zjednoczonych w konflikcie na Bliskim Wschodzie: „niektórzy ludzie obawiali się (albo mieli nadzieję na) atak na Iran, zamiast tego, na okres przejściowy między dwoma amerykańskimi prezydenturami przypadła bezprecedensowa akcja zbrojna w Gazie. Czas na porządki, zanim George Bush na dobre opuści Biały Dom.

Czy jest to wynik dogorywającej polityki zagranicznej USA, która przez ostatnich osiem lat udowodniła, że nie można nic osiągnąć innymi środkami oprócz krwawej konfrontacji, bez śladu rozwiązań dyplomatycznych? Niewątpliwie tak. Czy jest to przewrotna konsekwencja izraelskiej polityki zagranicznej, która po każdych wyborach, co było do przewidzenia, nie ma do zaoferowania nic więcej oprócz eskalacji przemocy, wojny, prowokacji oraz mieszaniny tego wszystkiego? Niewątpliwie tak. Amerykańskie ‘interregnum’ oraz zbliżające się wybory w Izraelu okazały się być mieszanką wybuchową – nie tylko na zniszczonych ulicach Gazy. Wydarzenia te mogą mieć wpływ na następnych kilka lat”.

(29.12.2008)

Süddeutsche Zeitung, Niemcy

( lokha/flickr)Niemiecki dziennik pisze krytycznie, że zbyt wielu europejskich mediatorów zaangażowało się w bliskowschodni konflikt: francuski prezydent Nicolas Sarkozy mediuje jako przewodniczący Rady Bezpieczeństwa ONZ, Javier Solana jako Wysoki Przedstawiciel do Spraw Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Zagranicznej, czeski minister spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg reprezentuje czeską prezydencję, a Tony Blair działa jako specjalny wysłannik kwartetu madryckiego: „Z tego chaosu może wyniknąć brak porządku oraz pokoju. Bliskim Wschodem rządzi prawo silniejszego. Ci, którzy otwarcie pracują przeciwko sobie osłabiają się wzajemnie i nie są uznawani za poważnych partnerów do negocjacji. Tak zwanym negocjatorom brakuje nie tylko autorytetu. Europa podjęła świadomą decyzję, żeby odciąć się od radykalnego Hamasu, a teraz ciężko przychodzi jej poparcie organizacji, którą jeszcze niedawno uznawała za niebezpieczną”.

Upsala Nya Tidning, Szwecja

(Petezin/flickr)

Lokalny dziennik UNT pisze: „jedyną rzeczą mogącą na dłuższą metę poprawić sytuację jest utworzenie dwóch państw, w których miałaby coś do powiedzenia organizacja mniej radykalna niż (islamsko-palestyński) Hamas. Jeśli uda się to osiągnąć, będzie to znak, że pokojowe negocjacje mogą przynieść rezultaty. Zmniejszenie poparcia dla Hamasu można osiągnąć tylko jeśli długofalowe negocjacje z (umiarkowaną) Fatah doprowadzą do możliwości utworzenia państwa palestyńskiego. Jednak to niemożliwe tak długo, jak Izrael będzie się trzymał swojej polityki kolonizacji i okupacji”.

(3.01.2009)