Rafał Blechacz: pokora i sława

Artykuł opublikowany 3 lutego 2014
Artykuł opublikowany 3 lutego 2014

W ten deszczowy wieczór widownia paryskiego Théâtre de Champs Élysées wypełniona jest po brzegi. Dostrzegam kilka eleganckich starszych pań w futrach, wśród widzów przeważają jednak Azjaci oraz francusko-polskie grupy młodzieży. Zapadam się w miękkim fotelu obok japońskiego dziennikarza i koncentruję się na scenie. Za chwilę pojawi się na niej Rafał Blechacz – cudowne dziecko polskiej muzyki.

W Pa­ry­żu Ble­chacz wy­stę­pu­je w ra­mach tournée z Deut­sche Kam­mer­phil­har­mo­nie z Bremy. Dzi­siej­sze­go wie­czo­ru zagra oczy­wi­ście kom­po­zy­cje Fry­de­ry­ka Cho­pi­na, które wy­nio­sły go na szczy­ty świa­to­wej po­pu­lar­no­ści. To wła­śnie o mu­zy­ce Cho­pi­na Artur Ru­bin­ste­in mówił, że nie wy­ma­ga słów, bo od­dzia­łu­je bez­po­śred­nio na uczu­cia słu­cha­czy. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że ogrom­ny wpływ ma ona rów­nież na uczu­cia gwiaz­dy dzi­siej­sze­go wie­czo­ru – już od mo­men­tu wkro­cze­nia na scenę, dwu­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­ni Ble­chacz wy­glą­da jakby był w tran­sie. Po­mi­mo tego, że nie za­czął jesz­cze grać, po­ru­sza głową i cia­łem w rytm mu­zy­ki, a jego palce do­ty­ka­ją w po­wie­trzu nie­wi­dzial­nych for­te­pia­no­wych kla­wi­szy. Wszy­scy mu­zy­cy z akom­pa­niu­ją­cej Ble­cha­czo­wi bre­meń­skiej or­kie­stry są zna­ko­mi­ci, jed­nak w tym mo­men­cie uwaga słu­cha­czy skon­cen­tro­wa­na jest wy­łącz­nie na pol­skim pia­ni­ście i na chwi­li, kiedy na­resz­cie do­tknie on in­stru­men­tu.

Kim wła­ści­wie jest Rafał Ble­chacz? Drogę do świa­to­wej po­pu­lar­ności w wieku za­le­d­wie 20 lat otwo­rzy­ła mu wy­gra­na w Kon­kur­sie Cho­pi­now­skim – był tak dobry, że dru­gie­go miej­sca nawet nie przy­zna­no. Od tam­tej pory re­gu­lar­nie zo­sta­je lau­re­atem pre­sti­żo­wych kon­kur­sów. Wśród ostat­nio otrzy­ma­nych na­gród warto wspo­mnieć o no­wo­jor­skiej Gil­mo­re Award, przy­zna­nej Ra­fa­ło­wi w stycz­niu tego roku. Młody pia­ni­sta jest dru­gim Po­la­kiem w hi­sto­rii (po Pio­trze An­der­szew­skim), któ­re­go wy­róż­nio­no tym pre­sti­żo­wym od­zna­cze­niem. Gil­mo­re Award przy­zna­wa­na jest za ja­kość wy­stę­pów na żywo, kan­dy­da­ci nie są in­for­mo­wa­ni o swo­jej no­mi­na­cji, a wszyst­kie de­ba­ty jury, aż do dnia przy­zna­nia na­gro­dy, od­by­wa­ją się w ta­jem­ni­cy. Rafał Ble­chacz wie­lo­krot­nie wspo­mi­nał w wy­wia­dach, że naj­więk­szą ra­dość spra­wia mu wła­śnie gra­nie żywo przed pu­blicz­no­ścią. Jury kon­kur­su tę umie­jęt­ność po­sta­no­wi­ła na­gro­dzić.

B

Ble­chacz gra nok­turn Cho­pi­na na kon­cer­cie w Bruk­se­li

W pew­nym mo­men­cie moje roz­my­śla­nia prze­ry­wa długo wy­cze­ki­wa­ny dźwięk mu­zy­ki i nie­mal do­sta­ję gę­siej skór­ki. Przy­po­mi­na mi się, że Ble­chacz po­wie­dział kie­dyś, że po­przez swoją grę ma nad ludź­mi pięk­ny ro­dzaj wła­dzy. Zde­cy­do­wa­nie da się to od­czuć w Théâtre de Champs Élysées. „Gra­jąc mu­zy­kę, do­ty­kasz wszech­świa­ta i zmie­niasz świat” – mówi stare chiń­skie przy­sło­wie. Te zmia­ny i we­wnętrz­ną eks­ta­zę widzę na twa­rzy mo­je­go ja­poń­skie­go są­sia­da, który wpa­tru­je się w scenę jak za­hip­no­ty­zo­wa­ny. Rze­czy­wi­ście, wy­stęp Ble­cha­cza ma pe­wien re­li­gij­ny wy­miar. Jak sam kie­dyś po­wie­dział, naj­więk­szą na­gro­dą za jego pracę jest do­pro­wa­dze­nie wraż­li­we­go słu­cha­cza do ka­thar­sis. Jeśli je­ste­śmy przy do­zna­niach re­li­gij­nych, warto tu wspo­mnieć, że młody pia­ni­sta jest bar­dzo wie­rzą­cy. Wprost przy­zna­je, że jego naj­więk­szym opar­ciem jest mo­dli­twa do Boga. Re­gu­lar­nie jeź­dzi rów­nież na Jasną Górę. Jed­nym z jego naj­więk­szych ma­rzeń jest za­gra­nie na ja­sno­gór­skim or­ga­nach.

To, co mnie jed­nak w Ble­cha­czu za­sta­na­wia, jest jego zu­peł­ny brak me­dial­no­ści. Ar­ty­sta po każ­dym bisie (a było ich aż trzy) unika kon­tak­tu wzro­ko­we­go z pu­blicz­no­ścią, skrom­nie spusz­cza wzrok i wska­zu­je ręką na dy­ry­gen­ta i or­kie­strę, zu­peł­nie jakby to im chciał przy­pi­sać cały suk­ces dzi­siej­sze­go wie­czo­ru. Jest prze­ci­wień­stwem współ­cze­snych ego­tycz­nych gwiazd. Licz­ne mię­dzy­na­ro­do­we suk­ce­sy, które ma na swoim kon­cie, nie ze­psu­ły jego skrom­no­ści i po­ko­ry. Miesz­ka nadal w swoim ro­dzin­nym Nakle nad No­te­cią, gdzie w oko­licz­nych la­sach znaj­du­je in­spi­ra­cję i ener­gię do pracy twór­czej. Za­py­ta­ny o czas wolny, naj­chęt­niej opo­wia­da o dok­to­ra­cie z fi­lo­zo­fii mu­zy­ki, który pisze na Uni­wer­sy­te­cie Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka. Te­ma­tem jego roz­pra­wy jest toż­sa­mość pracy mu­zy­ka – ak­tu­al­nie zaj­mu­je się twór­czo­ścią pol­skie­go fi­lo­zo­fa In­gar­de­na, ucznia Hus­ser­la. Nie­obec­ność na Pu­del­ku nie prze­szka­dza mu w od­no­sze­niu trium­fów w naj­waż­niej­szych świa­to­wych sa­lach kon­cer­to­wych. Rafał Ble­chacz jest zde­cy­do­wa­nie gwiaz­dą bar­dzo nie­dzi­siej­szą i tym ro­dza­jem ar­ty­sty, który przy­wra­ca na­dzie­ję wiel­bi­cie­lom mu­zy­ki na to, że treść jest nadal waż­niej­sza od formy.