Rainer Höss, wnuk komendanta Auschwitz: „Populizm jest jak propaganda”

Artykuł opublikowany 4 czerwca 2017
Artykuł opublikowany 4 czerwca 2017

W 2013 została wydana autobiografia Rainera Hössa zatytułowana Das Erbe des Kommandanten (pol. „dziedzictwo komendanta”). Jak sam przyznaje, jego aktywność po wybudzeniu się z sześciomiesięcznej śpiączki polega głównie na niszczeniu tego dziedzictwa. Od tamtej pory Höss walczy z radykalnie prawicowymi poglądami.

cafébabel: Nigdy nie poznał pan swojego dziadka, kata z Auschwtiz. Mimo to potrafił pan opisać jego dziedzictwo?

Rainer Höss: Jestem wnukiem ludobójcy, a moja rodzina zawsze była aktywna politycznie – nie mogę być dumny z dziedzictwa, jakie odziedziczyłem. Wolałbym, aby mój dziadek był ogrodnikiem albo więźniem – wtedy stałby po drugiej stronie barykady, a ja miałbym dzięki temu mniej problemów. Ale myślę, że udało mi się coś zmienić, także w mojej własnej rodzinie, w moich dzieciach.

cafébabel: Wcześniej był pan zwykłym cukiernikiem. Kiedy postanowił pan zaangażować się w walkę z dziedzictwem dziadka?

Rainer Höss: Nie było żadnej przełomowej chwili. Zawsze starałem się być jak najlepszym ojcem. Nie chciałem, aby moje dzieci wychowywały się w takiej samej indoktrynacji, w jakiej ja się wychowywałem. Zostałem ojcem szybko, w wieku 17 lat. Już wtedy wiedziałem dobrze, że syn nie powinien mieć kontaktu ze swoim dziadkiem. Nie chciałem, aby przechodził przez to wszystko, przez co ja musiałem przejść. Stopniowo coraz bardziej się angażowałem. Nigdy nie starałem się ukryć tego, co robię i dlaczego to robię.

cafébabel: Czy pana zaangażowanie nie przeszkadza dzieciom? Rodzina jest przez to nieustannie w centrum uwagi.

Rainer Höss: Moim dzieciom udaje się trzymać z dala od tego wszystkiego. Pytane o mnie, mówią po prostu: „I co z tego? Przeszkadza ci to, co robi? Może jesteś faszystą? Też powinieneś się tym zainteresować”. Moja 15-letnia wnuczka powiedziała mi kiedyś: „Dziadku, kiedy odejdziesz na emeryturę, ja przejmę twoją rolę”. Czy dziadek może usłyszeć piękniejsze słowa? Dlatego uważam, że postępuję właściwie.

cafébabel: Krytykuje pan obecne działania państwa niemieckiego odnośnie holokaustu. Czy jest ryzyko, że historia zostanie zapomniana?

Rainer Höss: Powoli staje się zapomniana. Denerwuje mnie, że w niemieckich szkołach tak mało mówi się uczniom o holokauście. Obecne wydarzenia w Europie pokazują, że skrajne ideologie to nie tylko historia. Nie lubię powierzchowności. I powtarzania, że od tamtych wydarzeń minęło już przecież siedemdziesiąt lat. Tak jakby dzisiaj nie było nazistów.

cafébabel: Ideologię takich partii jak niemiecka Alternatywa dla Niemiec (Alternative für Deutschland) czy francuski Front Narodowy (Front national) nazywa się czasem „prawicowym populizmem”. Zgadza się pan z tym określeniem?

Rainer Höss: Uważam, że populizm jest nieodłączną częścią każdej propagandy. Propaganda zawsze stawia sobie za cel podział ludzi na lepszych i gorszych. Gdyby wymienione partie zaczęły używać bardziej konkretnej retoryki, duża część społeczeństwa nie zrozumiałaby, o co chodzi. Używając języka pełnego uproszczeń łatwiej jest dotrzeć do dużej liczby osób. Od jakiegoś czasu zajmuję się incydentem w Oradour (masakry w Oradour-sur-Glâne dokonało Waffen-SS w 1944 – red.). To dobry przykład tego, o czym mówię. Francuzi wiele razy mówili mi, że nie mają z tym nic wspólnego. Gdy Marine Le Pen publicznie przemawia, przedstawiana jest zwykle tylko imieniem. Rzadko wspomina się o nazwisku Le Pen czy haśle Front Narodowy. A przecież wszyscy wiedzą, że cała jej rodzina to faszyści, zwłaszcza ojciec, ultraprawicowiec negujący holokaust. Jego córka jest ulepiona z tej samej gliny, czemu dała wyraz w swojej przemowie w Muzeum Pamięci Shoah w Paryżu. Z tym, że może jej poglądy nie są aż tak radykalne jak ojca.

cafébabel: We Francji działania Le Pen nazywane sądédiabolisation (pl. dosłownie („oddemonizowanie”). Starając się ocieplić wizerunek Frontu Narodowego we Francji, wyrzuciła z partii wielu radykalnych działaczy, w tym własnego ojca. Czy sądzi pan, że nowy Front Narodowy to już inne ugrupowanie? Le Pen odcięła się przecież od poglądów swoich poprzedników.

Rainer Höss: To cały czas to sama organizacja. Między nami są kolosalne różnice – ja jestem szczery, a ona nie. To prowadzi do nieuchronnej konfrontacji. Łatwo się mnie nie pozbędzie, potrafię być bardzo uparty. Ta pani próbuje owinąć swoje poglądy w jedwabną zasłonę. To samo dzieje się w Alternatywie dla Niemiec. Nikt nie zadaje sobie trudu, aby zapoznać się dokładnie z programem partii, wszystkim wystarczają ogólniki. Nikt też nie zadaje bardzo ważnego pytania: co się stanie, gdy taka Le Pen, Petri (była szefowa Alternatywy dla Niemiec – red.) czy taki Wilders dojdą do władzy? Wystarczy spojrzeć na Turcję i Erdoğana. Demokrację zastąpi dyktatura, u władzy będzie jednoosobowa instytucja rządząca całym krajem według własnego widzimisię. Tak jak w Korei Północnej.

cafébabel: Po niedawnych wyborach we Francji emocje szybko opadły. Piętnaście lat temu tak dobry wynik ekstremalnej prawicy spowodował wielkie poruszenie. Może przyzwyczailiśmy się już do prawicowych poglądów?

Rainer Höss: Myślę, że nie poświęca się temu tematowi dostatecznie dużo uwagi. Egoizm i myślenie tylko o sobie znów bierze górę. Sytuacja polityczna odgrywa ważną rolę, nie widać nadziei na zmiany w najbliższym czasie. We Francji od początku XXI wieku nie było wielkich zmian na scenie politycznej. Mimo wszystko, wydaje się, że Macron wniesie mały powiew świeżości. Jest wierny swoim ideałom, nie próbował ukrywać, że jego żona jest 24 lata starsza od niego.

cafébabel: Młodzi Francuzi głosowali na lewicę i prawicę w pierwszej rundzie wyborów. Co chciałby pan powiedzieć tym, którzy czują się wykluczeni ze społeczeństwa?

Rainer Höss: Niech nie tracą ducha i niech się nie poddają. Trzeba włączyć krytyczne myślenie. Młodzi ludzie potrafią wybrać odpowiedni smartfon, samochód, dziewczynę czy dom, ale nie potrafią wybrać odpowiednich poglądów i nie wiedzą, czego pragnęliby dla własnego kraju. Trzeba posłuchać intuicji i spróbować spojrzeć nieco dalej. Obserwować to, co się dzieje i nie dać się prowadzić jak stado owiec. Warto spróbować wybić się z tłumu, wznieść się ponad przeciętność.

cafébabel: W jaki sposób najmłodsi mogą walczyć z radykalną prawicą?

Rainer Höss: Założyliśmy na Facebooku platformę Footsteps, gdzie aktualne wydarzenia polityczne są tłumaczone w szerszym kontekście. Chcemy dotrzeć do ludzi młodych. Myślę, że nie jestem jeszcze starym dziadkiem, który nie potrafi przemówić młodym do rozsądku. W Szwecji grupa piętnastolatków zapytała mnie, czy nakręcę z nimi film. Mieli bardzo oryginalny pomysł, który bardzo mi się spodobał, więc zrobiliśmy to wspólnie i projekt okazał się sukcesem. Jestem z nich dumny, bo wykazali dużą odwagę. Dzięki nam poparcie szwedzkiej ultraprawicy (Szwedzcy Demokraci, Sverigedemokraterna) spadło o ponad 8%.

cafébabel: Niektórzy mówią, że próbuje pan wybić się na historii swojej rodziny. Jak odpiera pan takie zarzuty?

Rainer Höss: A jak powinienem odpierać? Niektórych osób nic nie przekona i nic nigdy nie zmusi do zmiany poglądów. Za to sami próbują wmówić innym, że ich opinia jest tą jedyną słuszną. Nie uda im się to. Już dawno temu grożono mi śmiercią, a ja nadal żyję. Staję się dojrzalszy z każdym nowym projektem. A co lepsze, inni dojrzewają razem ze mną. Udało mi się stworzyć w rodzinie pokolenie osób zaangażowanych. Kto temu zaprzeczy, jest niespełna rozumu. Moja córka wyszła za mąż za muzułmanina. Wielokulturowość w nazistowskiej rodzinie – bardzo mi się to podoba. Czystość rasy i całe to gadanie – wypleniłem takie poglądy!

cafébabel: W Niemczech modny jest ostatnio humor poruszający tematykę Trzeciej Rzeszy. Czy o tamtych strasznych czasach można mówić z humorem?

Rainer Höss: Każda metoda jest dobra, aby uświadamiać ludzi. Do niektórych nie przemawiają suche, nudne fakty i potrzebują odrobiny humoru. Böhmermann odwalił kawał dobrej roboty. Oczywiście zaraz pojawiły się znaczące komentarze, zgodnie z powiedzeniem: „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Erdoğan od razu się oburzył, bo ma swoje za uszami. Po raz pierwszy zrozumiałem to dzięki ocalałym z holokaustu. Rozmawiali oni między sobą o tamtych czasach z humorem i sarkazmem. Na początku byłem tym zażenowany, później sam nauczyłem się rozmawiać w taki sposób.

cafébabel: Sąsiedzi Niemiec różnie je postrzegają – traktują jako europejskiego lidera, umniejszają polityczne znaczenie, krytykują, ale też podziwiają. Jaka powinna być rola Niemiec w dzisiejszej Europie i w dzisiejszym świecie?

Rainer Höss: Niemcy udowodnili, że są w stanie odrodzić się jak feniks z popiołów po drugiej wojnie światowej i epoce nazizmu, mimo wielu problemów, z których wielu do dzisiaj nie udało się rozwiązać. Teraz najpilniejszą sprawą jest kryzys uchodźczy. Pochodzę z Badenii-Wirtembergii. Jako pierwszy kraj związkowy przyjęliśmy 12 tysięcy przerażonych dzieci. Nie ma u nas miejsca na poglądy ultraprawicowe.

cafébabel: Alternatywa dla Niemiec ma jednak w Badenii-Wirtembergii dość silną pozycję.

Rainer Höss: Wiele osób głosuje na nich z frustracji. Moim zdaniem ta partia nic wielkiego nie osiągnie. Ich działalność nie wzbudza we mnie niepokoju. Martwi mnie tylko, co będzie, jeśli ultraprawicowcy dojdą do władzy w Europie. Na przykład Farage w Wielkiej Brytanii, Le Pen albo Orban na Węgrzech. To są wilki w owczej skórze. Będzie ciężko powstrzymać ich wszystkich.

cafébabel: W porównaniu z resztą Europy, niemiecka prawica do niedawna miała niewielkie poparcie. Dopiero powstanie Alternatywy dla Niemiec i stowarzyszenia PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu, niem. Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes – red.) wydobyło rasizm na światło dzienne. Skąd ten nagły zwrot?

Rainer Höss: Często powtarzam uczniom, że Bóg musi bardzo lubić głupców – gdyby było inaczej, nie stwarzałby ich aż tylu. Nigdy do końca nie pozbędziemy się faszyzmu czy nazizmu. Musimy nauczyć się z tym żyć.

cafébabel: Ale czy można aż tylu ludzi nazwać głupcami? Być może tak dobre wyniki w wyborach to nie przypadek, który można zlekceważyć.

Rainer Höss: Gdy widzę tych ludzi, z tymi ich fryzurami, maszerujących i wykrzykujących swoje hasła, mam ochotę zrobić im pogawędkę albo po prostu zabrać ich do Auschwitz. Już kilka razy byłem w podobnej sytuacji. Z problemami trzeba się mierzyć. Ja sam musiałem poradzić sobie z różnymi problemami mojej rodziny, a było ich naprawdę sporo. I żyję, jestem szczęśliwy. Chcę dalej robić to, co robię. Konfrontacja to część mojego zawodu.

cafébabel: Jednym z przejawów tej nieustannej konfrontacji jest tatuaż z gwiazdą Dawida. Możemy go zobaczyć?

Rainer Höss: Nie, to moja prywatna sprawa [śmiech]. Po prostu dzisiaj jest za zimno. Tatuaż symbolizuje szacunek jakim darzę ocalałych, którzy mi zaufali. Nie oceniali mnie ze względu na moją rodzinę czy pochodzenie. Chciałem jakoś oddać hołd tym wszystkim osobom. Chciałem dać im coś niematerialnego, co pozostanie symbolem nawet po ich śmierci. Tak, aby ich część mogła pozostać na ziemi. Nie chcę w ten sposób pokazać jaki jestem odważny, to coś tylko dla ocalałych i dla mnie. Symbol więzi, jaka wytworzyła się między nami. Nie ma już podziału na nazistów i ofiary. Przyjęli mnie między siebie. Dzięki temu czuję się silny. Chciałbym, aby te osoby mogły żyć jak najdłużej, ponieważ dają świadectwo przeciw skrajnie prawicowym populistom, jak Le Pen czy Orbán. Są świadkami tamtych czasów. Po ich śmierci zaleje nas fala kłamców i obłudników.