Recenzja książki: „Wypadek” Ismaila Kadare

Artykuł opublikowany 5 września 2012
Artykuł opublikowany 5 września 2012
Czytanie powieści albańskiego pisarza z 2010 roku to jak usłyszeć przypadkiem, będąc nietrzeźwym, kłótnię pomiędzy dwiema osobami, które również są pod wpływem alkoholu: nie istnieje stabilna perspektywa, przez którą można by przefiltrować głosy niewiarygodnych narratorów.

Detektyw, który próbuje odtworzyć łańcuch zdarzeń poprzez zeznania osób pozostałych przy życiu po śmierci Albańczyka w średnim wieku i jego ówczesnej kochanki, pięknej Roveny, zamiast tego zostaje wciągnięty we mgłę prawdopodobnej prawdy o prawdopodobnej prawdzie. Powieść, zatytułowana po albańsku „Aksidenti”, w istocie rozpoczyna się od „wypadku” – wypadku samochodowego w Wiedniu, w wyniku którego ginie – albo tylko nam się wydaje, że ginie – dwoje Albańczyków, Besford Y i Rovena, a prowadzący samochód taksówkarz zostaje ciężko ranny.

Zniekształcona pamięć Bałkan

Besford jest w jakiś niejasny sposób związany ze śledztwem dotyczącym zbrodni wojennych prowadzonym w Hadze. W rezultacie, dochodzenie w sprawie śmierci dyplomaty zlecają zarówno serbskie, jak i albańskie władze. Obie strony skorzystałyby na niej, dlatego Besford stał się stroną w niespójnej historii, podobnej do tych, których świadkiem był w Hadze. Wybiórcza pamięć taksówkarza i jego złowieszcze wyjaśnienia dotyczące tego, że pasażerowie taksówki nie całowali się, ale „próbowali się pocałować” przywołuje kwestię zniekształconej pamięci Bałkan. Tymczasem niewiarygodne zeznanie skrzypaczki, będącej (prawdopodobnie) ówczesną kochanką Roveny, skrzypaczki pragnącej dowieść i wyobrażającej sobie, że była częścią miłosnego trójkąta, nie potrafiącej uzmysłowić sobie, że odegrała jedynie rolę zwykłego przypisu do głównego i nieprzeniknionego wątku miłości Roveny i Besforda. Każdy krok, który zdaje się przybliżać nas do jakiegoś odkrycia prowadzi głębiej we mgłę – jak chociażby odkrycie, że rzekome ciało albańskiej kobiety mogło być jedynie manekinem.

Emocje, stanowiące trzon powieści, są zawsze omijane, a Kadare pisze jak gdyby widział coś złowróżbnego jedynie kątem oka.

W prowadzonych przez detektywa przesłuchaniach i jego własnych wyobrażeniach, związek Roveny i Besforda jawi się niczym palimpsest. Sceny poprzedzające i następujące po seksie, wspomnienie seksu jako urojenia, patetyczne rozmowy o seksie, rozmowy o snach – emocje, stanowiące trzon powieści, są zawsze omijane, a laureat Nagrody Bookera z 2005 roku, Ismail Kadare, pisze jak gdyby widział coś złowróżbnego jedynie kątem oka. Nawet kiedy Besford i Rovena są obecni, a ich romans jest w pełnym rozkwicie, wydają się jedynie krążyć po kolejnych stronach, podobni do zjaw.

Pozostałość po miłości

Nie można powiedzieć, że sylwetki dwójki bohaterów zostały nieumiejętnie nakreślone – znajdziemy tu perfekcyjne opisy obsesji, wyświechtanych emocjonalnych szlaków pełnych czułości i struktury bliskości. To coś więcej niż odczucie, że Kadare szkicuje obraz specyficznego romansu, to pośmiertna pozostałość po samej miłości, historia pokazana jakby za pomocą negatywów fotograficznych. Układa się to wszystko w mapę związku przefiltrowanego i krystalicznie czystego, jakby istniejącego poza dotyczącymi go suchymi faktami i chronologią – tworzy warstwę intymnych momentów, pokrywającą nieprzenikniony chłód, lata wzlotów i upadków, zatrzymane w jednej uchwyconej chwili.

Kilka stron przed końcem powieści, Kadare wymienia imiona Orfeusza i Eurydyki. Tylko za pomocą tego porównania możemy choć po części zrozumieć, że trwając w swojej miłości Rovena i Besford w jakimś sensie nie należeli już do „naszego świata”. Zagadkowe okoliczności ich autentycznej (prawdopodobnej) śmierci zostały raczej zapowiedziane lub nieuchronnie stworzone przez ten główny, metafizyczny fakt; a mianowicie: jedno wciągnęło drugie w zaświaty. „Wypadek” może być formą zadumy nad brakiem zaufania, niejednoznacznością i pamięcią naznaczoną traumą, ale ta powieść przypomina również skomplikowaną sytuację w jakiej znajduje się Kadare w świecie literatury. W swoich wspaniałych powieściach uchwycił paranoiczną, nierealną atmosferę totalitarnego reżimu Envera Hodży i został okrzyknięty jednocześnie dysydentem i pochlebcą, a jego pozycja została przedefiniowana i przeklasyfikowana poprzez ordynarne próby umiejscowienia jego subtelnej, alegorycznej fikcji po stronie zwolenników lub przeciwników Hodży. „Wypadek” zdaje się być ostateczną odpowiedzią Kadare: odpowiedzią za pomocą nieprzeniknionego. Chociaż zniekształcenia spotykane we wspomnieniach z drugiej ręki sprawiają, że „Wypadek” można porównać do snu osoby cierpiącej na chorobę morską, tłumaczenie Johna Hodgsona jest jak świadectwo potęgi tajemnicy w związku dwojga ludzi i potęgi samej literatury, jak kraina, w której prawda może mieć zarówno totalnie intymny charakter, jak i być całkowicie nieuchwytna.

Fot.: główna (cc) Presty/ flickr; okładka książki (cc) The Accident on amazon.com; Kadare w Hiszpanii (cc) jlmaral/ flickr