Relacje między Kadafim a Europą: a było tak dobrze, czyż nie?

Artykuł opublikowany 3 marca 2011
Artykuł opublikowany 3 marca 2011
Państwa członkowskie Unii Europejskiej czerpały tak duże korzyści z zapasów surowców energetycznych i położenia strategicznego najstarszej dyktatury Afryki i Bliskiego Wschodu, że trudno im dziś kierować zbyt twarde słowa pod adresem ich dawnego sojusznika. Przy królewskim stole pułkownika Kadafiego, wszyscy Europejczycy beztrosko się obsługiwali.

Mimo wszystko Kadafi jest „królem królów” wśród tradycyjnych wodzów Afryki. Jego ciemne okulary i wyniosły sposób noszenia się to tylko jeden z przykładów tego, że duszę rewolucjonisty, którą zaczerpnął niegdyś od prezydenta Egiptu Nasera, wymienił na rzecz nowego stylu: udawania. Aż do dziś w Europie udawał tak wiele i tak dobrze, że zaczęto o nim mówić jako o kluczowym przywódcy na Bliskim Wschodzie dla nas Europejczyków. Wszędzie prześladowała go ta sama mania wielkości. W grudniu 2007 r. swobodnie rozbił swój beduiński namiot w paryskich ogrodach Marigny. Tego samego roku wraz z trzystoma osobami, wliczając jego osobistą gwardię kobiecą, udał się z wizytą do Hiszpanii i umieścił swój słynny namiot w dawnej rezydencji generała Franco, pałacu El Pardo.

„Pocałunek śmierci”

Karykatura Francesco Elisei Francuska sekretarz stanu ds. praw człowieka Rama Yade potępiła wizytę Kadafiego we Francji, zwracając uwagę, że rozpoczyna się ona 10 grudnia, czyli w Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka. Dobitnie przekonywała, że „Francja nie powinna przyjmować takiego pocałunku śmierci”. Premier François Fillon napiętnował wówczas krytyków wizyty Libijczyka za „pouczanie rządu”, bo przecież Kadafi był w trakcie „ponownej integracji ze wspólnotą międzynarodową”. Czy „wycieczka” po Hiszpanii, na którą udał się tydzień później, składająca się z pełnych przepychu wizyt w Sewilli i Maladze, podczas których smakował potrawy przyrządzone przez najlepszego kucharza świata Ferrana Adrię, była także częścią jego „ponownej integracji”? W sierpniu 2010 r. jego beduiński namiot stanął w ogrodach libijskiej ambasady w Rzymie, a 500 młodych i atrakcyjnych Włoszek zwerbowanych przez agencję hostess słuchało, jak przekonywał Europejczyków, by nawrócili się na islam. Dlaczego państwa europejskie są tak łagodne wobec tego, którego Ronald Reagan nazywał „wściekłym psem Bliskiego Wschodu”?

Zaślepiające czarne złoto

Libia jest głównym dostawcą gazu do Włoch od sierpnia 2008 r., kiedy to oba kraje podpisały w Benghazi układ o partnerstwie i współpracy. Jak mówi cafebabel.com Sara Prestianni, koordynatorka skupiającej 42 organizacje sieci Migreurop [stowarzyszenie działające na rzecz praw nielegalnych imigrantów i uchodźców], porozumienie to opiera się na trzech głównych założeniach: ograniczeniu nielegalnej imigracji, zadośćuczynieniu Libii za szkody poniesione w wyniku włoskiej kolonizacji oraz stworzeniu partnerstwa gospodarczego. W ramach rekompensaty za kolonizację, włoskie przedsiębiorstwa miały zainwestować w libijską infrastrukturę 5 mld USD w ciągu 20 lat, zaś w ramach partnerstwa gospodarczego Kadafi staje się najważniejszym akcjonariuszem włoskiego banku Unicredit i właścicielem 1 proc. akcji spółki ENI, pierwszego we Włoszech i piątego na świecie pod względem produkcji rafineryjnej przedsiębiorstwa. W zamian ENI oraz inne włoskie firmy lokują się w Libii.

La Belgique lui vend des armes, mais la France devait aussi lui vendre ses avions rafales lors de la visite de 2007W tej kwestii inne państwa europejskie w niczym Włochom nie ustępują. Wspomnianego już 10 grudnia 2007 r., niedługo po uwolnieniu bułgarskich pielęgniarek skazanych na śmierć za rzekome spowodowanie epidemii AIDS w libijskim szpitalu dziecięcym, prezydent Francji oświadcza, że „Francja podpisze z Libią umowę na dostawę reaktora jądrowego dla zakładu odsalania wody morskiej, umowę o współpracy w zakresie uzbrojenia i rozmaite umowy gospodarcze”. To dopiero okazja, ta „ponowna integracja” Libii ze wspólnotą międzynarodową. W latach 2006-2009 hiszpański koncern paliwowy Repsol zainwestował w Libii ponad 38 mln EUR. Drugiego dnia po wybuchu zamieszek antyrządowych w Libii, tknięty wyrzutami sumienia, które musiały dojrzewać od dawna, Repsol wstrzymał jednak pracę zakładów w tym kraju, idąc śladem innych europejskich kompanii naftowych. Z libijskich surowców korzystały także Niemcy. Nic dziwnego, skoro rezerwy ropy w Libii szacuje się na 40 mld baryłek, a rezerwy gazu mogą sięgać 1500 mld m3. Niemieckie przedsiębiorstwa, podobnie jak wszystkie inne, uparcie poszukują nowych pokładów ropy. Gdy Unia Europejska zniosła w 2004 r. embargo wobec Libii, ówczesny kanclerz Gerhard Schröder osobiście uruchomił w Libii nową instalację naftową firmy Wintershall, spółkę-córkę niemieckiego giganta chemicznego BASF.

Przymknięte oko na prawa człowieka

Gdzie w tym wszystkim są prawa człowieka? Libijski przywódca, jak podkreśla Sara Prestianni, „zobowiązał się kontrolować granice kraju w kwestii przemytu narkotyków, imigracji i terroryzmu. Bardzo szybko zmniejszył się strumień nielegalnej imigracji w kierunku włoskiej wyspy Lampedusy, co tłumaczy związki, jakie Kadafi utrzymuje z organizatorami swoich «podróży»”. Tych, którzy chcieliby nielegalnie dostać się na włoskie wybrzeże, Włosi odsyłają z powrotem do Libii. „Chociaż jest to zabronione przez prawo międzynarodowe”, zaznacza koordynatorka Migreurop, „Libia przyjmowała odesłanych do kraju obywateli w porcie w Trypolisie, a Włochy przymykały oko na samowolne aresztowania, zsyłanie w głąb pustyni i do ośrodków zatrzymań, które Migreurop potępia od lat”. Tymczasem, jak zauważa Giulian Luongo, ekonomista z Uniwersytetu Fryderyka II w Neapolu układ z Benghezi „odwołuje się do respektowania Karty Narodów Zjednoczonych i Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka”.

zapowiedział H. Van RompuyOd dawna już przy okazji każdej wizyty „integracyjnej” dyktatora w państwach europejskich, organizacje pozarządowe oskarżają reżim Kadafiego o nieposzanowanie praw człowieka. Przykładowo, 9 grudnia 2007 r. Human Rights Watch pokazało palcem rządowi francuskiemu libijski zapis prawa, który zakazuje wszelkiej niezależnej działalności politycznej, a „przestępców” skazuje na karę śmierci. Czy przywódcy europejscy będą mieli dziś śmiałość powiedzieć, że nie widzieli symptomów dyktatury, które objawiają się teraz w ślepej i krwawej represji? Wspólnota międzynarodowa, która powierzyła Libii przewodnictwo w Komisji Praw Człowieka ONZ w 2003 r., a potem w maju 2010 r. wybrała ją do Rady Praw Człowieka, nie jest naiwna. W jej interesie leżało uczestnictwo w grze beduińskiego króla. Game over? „Jak długo jeszcze polityka migracyjna Unii Europejskiej będzie wspierać się na dyktaturach północnoafrykańskich?” - stawia pytanie Migreurop w swoim ostatnim komunikacie. Jak precyzuje, „jeszcze niecały tydzień temu instancje europejskie prowadziły negocjacje z Libią, których celem było przyjęcie jej do strefy śródziemnomorskiej”. Tymczasem Unia Europejska powinna bezzwłocznie dać do zrozumienia, że dyktatury nie należą do jej porządku rzeczy.

Fot. : Abode of Chaos/flickr ; Kadafi i Berlusconi : ©Francesco Elisei ; King of kings : (cc)Crethi Plethi/flickr