Renaud de Chazournes: „Trudno sprzedać Europę z Barroso na okładce”

Artykuł opublikowany 20 sierpnia 2009
Artykuł opublikowany 20 sierpnia 2009
„Czy Polacy są najlepszymi hydraulikami?”, „Czy bułgarski jogurt jest najlepszy?”. W czerwcu 2009 roku te hasła reklamowe zwróciły uwagę Francuzów na nowe czasopismo. „L'Européen” chce, żebyśmy „lepiej poznali” naszych sąsiadów w codziennych sytuacjach. W momencie kryzysu na rynku prasowym, projekt wydaje się dosyć odważny. Wywiad.

Gdy w czerwcu 2009 roku wybory europejskie zajmują czołówki gazet, redakcja czasopisma „L'Européen” w Paryżu przedstawia na okładce naszych „ europejskich bohaterów”: Pénélope Cruz, Cécile de France, Liliana Thurama, Carlę Del Ponte... Brakuje na niej jednak Barroso. Wybór zwiastuje charakter tego nowego tytułu prasowego. Dominuje w nim raczej europejska codzienność. Czasopismo wydawane jest w języku francuskim i ma około stu stron pełnych oryginalnych artykułów. Można kupić je w kiosku, a także przeczytać na stronie internetowej. Redaktor naczelny Renaud de Chazournes opowiada nam więcej o tym odważnym przedsięwzięciu.

Czy nie jest czymś utopijnym wprowadzanie na rynek nowego czasopisma europejskiego w momencie gdy czytelnictwo prasy przezywa kryzys?

Bardzo trudno jest utrzymać się bez dotacji prowadząc jedynie stronę internetową. Zdecydowaliśmy się więc na wydawanie naszego czasopisma w dwojakiej formie. Prasa drukowana dużo kosztuje, ale dzięki niej jesteśmy widoczni bardziej niż gdybyśmy jedynie prowadzili naszą stronę internetową. Na niej można znaleźć wydrukowane już artykuły, ale też więcej dodatkowych wiadomości. Niedługo uruchomimy wersję angielską. Niemniej obydwie wersje mają się uzupełniać. Jeśli czytelnik przegląda regularnie naszą stronę, będzie również miał możliwość zakupić czasopismo, żeby poczytać je sobie w podróży. Zależy nam na utrzymaniu niezależności finansowej. Nie korzystamy z żadnej dotacji i żaden z naszych udziałowców nie ma więcej niż 10% kapitału. Ci drobni inwestorzy z Francji i Belgi, ci „aniołowie biznesu” mają pewne środki finansowe, ale też widzą sens w naszym przedsięwzięciu. 

Gdzie gazeta jest rozprowadzana i według jakiej polityki?

(Leuropeen-web.eu)Poza Francją, gdzie mamy dobrą sieć dystrybucji, „L'Européen” jest sprzedawany w Brukseli, raczej w centrum miasta. Sprzedaliśmy parę tysięcy egzemplarzy w Szwajcarii, mieliśmy kilka zamówień w Portugalii, a nawet w Kanadzie. Mamy już kilka tysięcy prenumeratorów. Całkowity nakład ustaliliśmy na poziomie 45 000 egzemplarzy (sprzedaż w kioskach i za pośrednictwem prenumeraty). Według badania zleconego IPSOS, nasz przeciętny czytelnik to osoba francuskojęzyczna w wieku od 35 do 55 lat, która przynajmniej raz w roku wyjeżdża w podróż po Europie. Jest to więc target stosunkowo dojrzały, dlatego, żeby przyciągnąć młodszego czytelnika, dorzuciliśmy wkładkę „Student bez granic” oraz rozwijamy stronę internetową. Na razie dysponujemy jedynie szacunkowymi liczbami, ale już jesteśmy zadowoleni z tych wyników.

Pomówmy teraz przez chwilę o charakterze czasopisma...

Naszym hasłem jest: „Jak żyć i podróżować po Europie”. Interesują nas bardziej Europejczycy, niż polityka europejska. Zakładamy, że w Europie podejmowanych jest wiele inicjatyw, o których się nie mówi. Dużo się dzieje w dziedzinie kultury, tworzenia przedsiębiorstw czy ochrony środowiska... I o tym właśnie chcemy pisać. Pięćset milionów Europejczyków ma podobne problemy. Jeśli weźmiemy przykład z sąsiadów, będziemy mogli znaleźć sposób na rozwiązanie naszych własnych problemów. Chcemy więc porównywać różne zjawiska, a dwudziestu dwóch naszych korespondentów dostarcza nam na ten temat wiadomości. Na przykład w drugim numerze przygotowaliśmy dossier na temat bezpieczeństwa na drodze. W niektórych krajach europejskich odnotowuje się 2 lub 3 razy mniej zabitych na przebyty kilometr niż w innych krajach. We Francji instaluje się radary, ale już w Holandii demontuje się niektóre znaki drogowe, a nawet światła!

Jakie więc Wasze podejście do wiadomości dotyczących Unii Europejskiej?

Piszemy o decyzjach podejmowanych przez Unię Europejską, ale tylko wtedy gdy te naprawdę dotyczą obywateli europejskich. Na przykład pisaliśmy o wyborach europejskich, ale raczej, żeby podkreślić, że nie były one jeszcze bardzo „europejskie”. Bardziej interesuje nas problem, niż instytucja. Trudno sprzedać Europę, gdy na okładce jest Barroso. Chcemy więc, żeby ta nierzeczywista Europa nabrała kształtów. Wydaje mi się, że Ojcowie założyciele stworzyli podstawy Europy, ale ona tak naprawdę tworzy się z dnia na dzień dzięki wymianom, niezależnie od koncepcji federalistycznych czy innych. Zauważam, że środowisko medialno-kulturalne we Francji powoduje, że żyjemy odizolowani, a tymczasem najważniejsze dzieła powstają w Europie. Podsumowując, chciałbym, żeby ludzie zrozumieli, że Europa jest częścią naszej codzienności.

Pana najbardziej szalone marzenie dotyczące „L'Européen”...

Chciałbym, żeby mówiono o „L'Européen” w Europie, żeby z tego pomysłu zrodziły się bliźniacze czasopisma w innych częściach kontynentu, tak aby osoby nie znające francuskiego mogły z nich korzystać.