Riccardo Petrella: „Prawo do wody jest prawem człowieka”

Artykuł opublikowany 10 października 2008
Artykuł opublikowany 10 października 2008
Badacz społeczny, doradca przy Komisji Europejskiej oraz działacz na rzecz dostępu do wody mówi o tym, czemu wojna o „błękitne złoto” już się rozpoczęła.

Petrella jest utopistą. „Kto, ja? To właśnie słyszę w unijnych biurach. Jak sądzisz, co nie pozwala publicznym finansom przejąć zarządzania wodą? Czy nie pokryje ona wydatków na wojskowość? I czy nie jesteśmy świadomi tego, ze wojna o wodę już się rozpoczęła i że w przyszłości będzie ona tylko poważniejsza?”

Gdy po raz pierwszy próbujemy się z nim skontaktować telefonicznie pod koniec sierpnia, Riccardo Petrella jest w Weronie w Północnych Włoszech. Od razu zaczyna mówić, bez zbędnych pytań – w końcu jest przyzwyczajony do publicznych przemówień, do wyjaśniania i mówienia dlaczego „kowal słów”, jak sam siebie określa, stał się jednym z najbardziej zagorzałych obrońców prawa do wody. Petrella jest doświadczonym mówcą: wykładał globalną gospodarkę na Katolickim Uniwersytecie Lowańskim w Belgii, na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli (na wydziale duńskim), uczestniczył w stworzeniu Uniwersytetu Wspólnego Dobra. Ten ostatni projekt narodził się w 2001 roku jako wynik pracy Grupy Lizbońskiej, która przestrzega zasady, ze świadomość jest spadkiem ludzkości. Petrella mówi o swoich pomysłach jasno i nie bez ironii – dlatego też nie można się nudzić słuchając jego argumentów.

Coca-colizacja wody

(zdj.: RP)Wiemy, ze woda to życie, jednak jej zasoby nie są nieograniczone. Media przygotowują nas na kryzys, wzrost ceny nowej ropy – „błękitnego złota”. Unia ostatnio ma tendencję do zrzucania odpowiedzialności za wodę pitną na sektor prywatny: chciałaby przekazać zarządzanie wodą rynkowi, a co za tym idzie, zmienić ją w produkt. Czemu? Dla Petrellego najważniejsze jest utrzymanie wysokiej dostępności wody ponieważ popyt, wraz ze wzrostem populacji oraz wzrostem gospodarczym, będzie rosnąć. Do tego należy dodać zanieczyszczenie, które w przyszłości będzie mieć wpływ na wodę. Aby utrzymać dostępność wody na wysokim poziomie należy zacząć wykorzystywać drogie techniczne rozwiązania, takie jak odsalanie wody morskiej, budowa ogromnych tam czy oczyszczalni. Według Petrellego należy sobie zatem zadać pytanie: kto ma za to zapłacić? „Oczywiście prywatni inwestorzy. W 2000 roku powstało bardzo realne centrum międzynarodowych funduszy inwestycyjnych specjalizujących się w wodzie. Należą do niego zarówno fundusze publiczne, jak i prywatne – ostatnio każdy z nich jest wart 30-40 miliardów dolarów, które inwestowane są potem np. w Suez, Veolię itp. Są to światowi liderzy usług środowiskowych.” Zarządzanie wodą jest również atrakcyjne dla firm takich jak Nestle, Danone czy Coca-Cola. „Rocznie produkuje się 130 miliardów butelek Coca-Coli, co oznacza ogromne ilości zużywanej wody. Tak więc Coca-Cola ma dużo powodów, żeby kupować ziemie, w których są źródła wody pod pretekstem, że musi nadzorować jakość wykorzystywanej wody”.

Europejska polityka wodna: woda za darmo i dla wszystkich?

Petrella jest założycielem i przewodniczącym IERPE , Europejskiego Instytutu Badania Polityki Wodnej oraz członkiem International Committee for the World Contract on Water. Napisał „Manifest wodny”, w którym proponuje zarządzanie wodą oparte na finansowaniu publicznym oraz aktywnym uczestnictwie obywateli. Tak naprawdę to według naukowców, jedynym sposobem na to, żeby woda stała się dostępna dla tych, którzy nie mają do niej dostępu (czyli dla pół miliarda ludzi) jest zrobienie z niej własności publicznej.

„W ciągu ostatnich kilku lat nakłoniliśmy Parlament, żeby określił prawo do wody jako prawo człowieka, które nie powinno być regulowane przez gospodarkę. W marcu 2006 roku Parlament Europejski uznał prawo ludności do wody, jednak ograniczony zasięg jego akcji można było zobaczyć już kilka dni później podczas Fourth World Water Forum w Meksyku.” Z tej okazji Komisja Europejska podjęła odpowiednią uchwałę, jednak pod koniec konferencji na spotkaniu ministrów kompletnie zignorowano zdanie Komisji uznając wodę za dobro gospodarcze. „Wiesz jaka była odpowiedź Komisji skierowana do unijnych parlamentarzystów, którzy spytali o wyjaśnienia? Że jej członkowie otrzymali mandat od rad ministrów krajów Unii – z których większość jest za nacjonalizacją wody!”

Prywatne lobby, publiczne lobby

Nie należy nam mydlić oczu różnicami w opiniach poszczególnych instytucji unijnych. „Parlament przede wszystkim uznaje prawo do wody. Jednak wprowadzanie praw generują koszty, na które publicznych finansów nie stać. Należy wtedy uciekać się do rozwiązań marketingowych – innymi słowy, należy sprywatyzować wodę”. W końcu unijne instytucje są pod wpływem międzynarodowych firm przetwarzających wodę oraz pojedynczych państw. Na przykład Francja zaakceptowała Ramową Dyrektywę Wodną z 2000 roku, w której napisano małym drukiem, że Unia jest otwarta na prywatyzację wody. „Dziewięć z dziesięciu największych przetwórni świata jest europejskich, a największa z nich jest francuska. Do tego Jérôme Monod , osobisty doradca byłego prezydenta Jacquesa Chiraca w latach 2000-2007 był dyrektorem firmy międzynarodowej Suez-Lyonnaise des Eaux. Nic dziwnego, że francuska szkoła ma największe wpływy w Europie”.