Robert Cooper, pracując ciężko na rzecz Unii Europejskiej

Artykuł opublikowany 13 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 13 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Robert Cooper, dyrektor generalny ds. zagranicznych i polityczno-wojskowych przy Radzie Unii Europejskiej, jest brytyjskim dyplomatą dumnym ze swojej pracy w Brukseli. Adwokat „postmodernistycznego imperializmu”, kontrowersyjna postać daleka od stereotypu szarego biurokraty.

Z kilkuminutowym opóźnieniem Cooper pojawia się w pośpiechu na naszym spotkaniu. W jednym ręku ciągnie za sobą walizkę na kółkach, w drugim trzyma gazetę. Ten obraz dokładnie odpowiada gorączkowemu stylowi życia wysokiej rangi urzędnika w Brukseli. Zagaduję go czy miał ciężki tydzień. Na jego twarzy pojawia się lekko kpiący uśmiech. „Mam przeczucie, że gdybym zastosował się do unijnej dyrektywy, która mówi, że nie wolno pracować dłużej niż 48 godzin w tygodniu, mój limit wyczerpałby się w środę.”

Absurdalność własnej pracy

Nie jest niespodzianką, że Cooper poświęca tak wiele czasu swojej pracy. Bycie dyrektorem generalnym ds. zagranicznych i polityczno-wojskowych przy Radzie Unii Europejskiej w Brukseli nie może być proste, szczególnie w ciągu ostatnich lat, w których zauważalne jest pogorszenie się stosunków handlowych z Chinami, dyskusje nad unijną konstytucją nadwyrężają kontakty z potencjalnymi kandydatami, a nazwanie choćby kilku innych problemów przyprawia o ból głowy. Brytyjski dyplomata potwierdza te trudności, ale pomniejsza swoją rolę. „Moja rola jest absurdalna. Pracuję dla Rady i Javiera Solany starając się pomóc Europie posiadać politykę zagraniczną.”

Jego skromność maskuje fakt, że jest jednym z najwybitniejszych specjalistów w sferze stosunków międzynarodowych. Gazeta The Observer opisuje go jako guru Tony’ego Blaira w kwestii spraw zagranicznych, jest on także w czołówce osób łączących tworzenie teorii i wdrażanie polityki unijnej w stosunkach międzynarodowych. Ostatnie jego publikacje zawierające m.in. pozycję „Pękanie granic. Porządek i chaos w XXI wieku” , w której podejmuje spór o sens globalnego internacjonalizmu.

Z pasją do Europy

Pasja Coopera dla europejskich projektów sprawia, że czuję się momentami jak śledczy eurosceptyk, który stara się zastosować sankcje wobec faktycznego rozkładu Unii. Mój rozmówca całkowicie unika zwrotów typu „biurokratyczny bałagan” kiedy odnosi się do europejskich instytucji, ale przedstawia inne kwestie, z którymi zmaga się Europa. „Zgadzam się z tym, że są problemy. Istnieje mały problem i duży. Małym problemem jest sposób, w jaki są zorganizowane Rada i Komisja w Brukseli. Ale jest jeszcze duży problem. Nazwijmy go trudnościami w organizacji polityki na szczeblu wielonarodowym. Nasza polityka pozostaje zasadniczo narodowa. W mojej opinii to największy problem, z którym zmagamy się w XXI wieku.” Czy możliwe jest, aby Brytyjczycy odkryli jakieś rozwiązanie dla tego poważnego politycznego dylematu? „Cóż, należy pamiętać, że w XVIII wieku nikt nie potrafił sobie wyobrazić demokracji poza miastami. Reprezentatywna demokracja, dla wszystkich, była odkryciem przełomu XVIII i XIX wieku. Teraz musimy postarać się wynaleźć wielonarodową demokrację, która nie będzie dokładnie taka sama jak demokracja narodowa.”

Naśladując Unię

To jasne, że Cooper nie obstaje za pesymistyczną wizją patrząc w szklaną kulę i myśląc o przyszłości Europy. Unia może i nie wyrośnie na największą potęgę świata, ale będzie wspaniałym przykładem dla innych państw. „Nie sądzę, żeby Europa kiedyś kierowała światem, ale istnieje możliwość, że przykład tego czego dokonano w Europie może być przenoszony gdzieś indziej na świecie. Wiele regionów chciałoby być takie jak Europa. Spójrzmy chociażby na Mercosur w Ameryce Łacińskiej czy też Unię Afrykańską .”

Jaki jest więc sekret sukcesu Europy, który może zaoferować reszcie świata? Nawiązując do Coopera, względną zaletą naszego kontynentu jest umiejętność utrzymania pokoju. „W Afryce jest pełno wojen, Chiny mają wiele konfliktów przygranicznych, a Stany Zjednoczone bazy wojskowe na całym świecie. Środkowy Wschód także ma wiele problemów i w każdej chwili może wybuchnąć. My za to jesteśmy w stanie pokoju i to jest dobre dla wszystkich. Ludzie zapominają, ale podczas drugiej wojny światowej każdego dnia ginęło 17 tys. ludzi i trwało to przez sześć lat. Stan pokoju to wspaniała rzecz.”

Reguły prawa

To dzięki pokojowemu współistnieniu, według europejskiego dyplomaty, Europa może w końcu być rządzona zgodnie z prawem, a nie siłą. „Prawo to fundamentalna wartość Europy. Tylko dzięki niemu możemy stworzyć ramy dla przyzwoitego życia. Historycznie najpierw zbudowaliśmy prawo państwowe – teraz natomiast tworzymy prawo międzypaństwowe. W Unii Europejskiej to działa. Ale model europejski może, choć nie musi zadziałać w innych krajach. Europa posiada odrębną historię i kulturę, których nie można przełożyć na resztę świata. Nadal jednak możemy się uczyć jedni od drugich wielu rzeczy.”

Faktycznie istnieje wiele wspaniałych rzeczy, których inne kraje mogą się nauczyć od Europy, nawiązując do Coopera. Jak napisał w The Observer: „Postmodernistyczna Unia Europejska oferuje wizję współpracy imperium, powszechną wolność i wspólne bezpieczeństwo (...) bez etnicznej wyłączności, co jest cechą państw narodowych – niewłaściwych w erze bez granic.” To dlatego mało zaskakującym jest, że Cooper uważa swoją pracę za szalenie stymulującą. „Pracowałem przez wiele lat dla Brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych, co było bardzo sympatyczne. Ale co dziwne, uważam ludzi, z którymi pracuję obecnie, za bardziej patriotycznych. Można tutaj odczuć pewien rodzaj poświecenia dla Europy; oni wiedzą czemu tu są – bardzo mi się to podoba. Ludzie w Brukseli pracują na rzecz pokoju i pomyślności, nie tylko Zachodniej Europy, ale także Środkowej Europy. Jestem z tego dumny.”