Romowie i ich codzienna walka ze stereotypami

Artykuł opublikowany 17 czerwca 2017
Artykuł opublikowany 17 czerwca 2017

Romowie nadal walczą z dyskryminacją w Niemczech i reszcie Europy. Domagają się prawa pobytu – mimo to niemieckie władze cały czas odsyłają ich za granicę. Jednym z celów wyznaczonych przez pierwszy Międzynarodowy Kongres Romów w 1971 roku była integracja z lokalnymi społecznościami. Czy to się udało? 

Atmosferę panująca na kwietniowej demonstracji Romów w Berlinie można opisać w kilku słowach: złość, frustracja, nerwowość. Tłum zebrał się na Hermannplatz w dzielnicy Neukölln. Demonstranci w asyście policji wymachiwali błękitno-zielonymi flagami i transparentami z hasłem „Wszyscy Romowie muszą zostać!”. Było głośno i kolorowo. Na przedzie tłumu znajdowała się żółta ciężarówka z zamontowanymi ogromnymi kolumnami nagłośnieniowymi, dzięki którym hasła wykrzykiwane przez manifestujących były doskonale słyszalne w porannym zgiełku.

Imigranci dobrzy i źli

Romowie to najliczniejsza mniejszość etniczna w Europie. Największa ich liczba mieszka na południowym zachodzie kontynentu. Określani często jako Cyganie, w rzeczywistości nazwa ta odnosi się również do innych mniejszych grup, takich jak Sinti. Większość żyjących w Niemczech przedstawicieli jest tutaj od pokoleń i posiada niemieckie obywatelstwo. Według raportu przekazanego przez Niemcy Komisji Europejskiej w 2011 nie korzystają oni ze specjalnych programów wsparcia i uważają siebie samych za dobrze zintegrowanych z niemieckim społeczeństwem.

Współpracujący z Uniwersytetem w Siegen Johannes Kiess zbadał w swoim projekcie Die enthemmte Mitte postawę Niemców wobec Romów. Wyniki wskazują na spadek popularności skrajnie prawicowych poglądów. Pojawił się jednak inny problem. – Odchodzimy od tradycyjnego wymiaru ksenofobii i antysemityzmu i przesuwamy się w stronę przylepiania ludziom bardziej konkretnych łatek. Obecnie dzieli się imigrantów na „dobrych” i „złych”. Romowie, uchodźcy i muzułmanie, ze względu na swoje rzekome „negatywne cechy”, należą do tej drugiej kategorii – mówi Kiess. – Romowie postrzegani są jako zagrożenie dla dobrobytu – dodaje.

Według doradcy ds. społecznych w Amaroforo Georgiego Ivanova, Romowie nie mogą być traktowani jako jedna, homogeniczna grupa. Amaroforo to berliński oddział stowarzyszenia społecznego AmaroDrom, którego celem jest mobilizacja społeczna Romów oraz innych grup, tak aby zapewnić im równe szanse w niemieckim społeczeństwie.

Wstydzę się, że jestem Romem

Kolejnym problemem jest fakt, że wielu Romów nie czuje się dobrze ze swoim pochodzeniem. Safeta Zwietasch z Amaroforo przypomina sobie młodego chłopaka, który był u niej na praktykach, a potem „wstydził się pokazać komukolwiek zaświadczenie o ukończeniu praktyk, ponieważ nasze stowarzyszenie pracuje z Romami”. Zwietasch, która sama ma bośniackie korzenie, nie ma problemów ze swoim romskim pochodzeniem. – Wcześniej bałam się, że stracę pracę, a moje dziecko będzie prześladowane w szkole. Teraz nie wstydzę się tego, kim jestem.

Możliwe, że dyskryminowani są tylko ci, którzy posiadają pewne cechy fizyczne typowe dla danej społeczności. – Romowie o blond włosach i niebieskich oczach są postrzegani zupełnie inaczej niż tacy, których wygląd zdradza „obcość”.

Komu wolno zostać?

Głównym celem protestów jest położenie kresu deportacjom. Według portalu Statista, w Niemczech żyje około 120 tysięcy Romów. To tylko dane szacunkowe, ponieważ od końca II wojny światowej nie gromadzi się tam danych o przynależności etnicznej obywateli. Ta informacja nie widnieje więc w spisie powszechnym. Z punktu widzenia prawa bycie Romem nie powinno w żaden sposób wpływać na status prawny obywatela.

A jednak Romowie walczą o swoje prawa jako Romowie, a nie jako Rumuni, Serbowie czy Albańczycy. Nie tylko dlatego, że razem są najliczniejszą europejską mniejszością etniczną – również dlatego, że są też najbardziej dyskryminowaną mniejszością. Według dyrektora Centrum Integracyjnego w Duisburgu Marijo Terzica, wszyscy Romowie przebywający w Niemczech są dyskryminowani w różnych sytuacjach i na wiele sposobów.

Być może Romowie tak zaciekle walczą o swoje prawa, ponieważ uważają, że Niemcy są im coś winne. Za czasów narodowego socjalizmu byli przecież poddani masowej eksterminacji. Na manifestacji w Neukölln podnoszono kwestię odpowiedzialności państwa wobec Romów. Protestujący domagali się też prawa do swobodnego przemieszczania się i zaprzestania deportacji.

Chcieć a móc

Marijo Terzic pracuje w Duisburgu w Nadrenii Północnej-Westfalii, dokąd z rejonu Bałkanów przybywa wielu Romów. – Państwo umywa ręce i przerzuca całą odpowiedzialność na lokalne ośrodki władzy, które nie zawsze są w stanie poradzić sobie z dużą liczbą przybyszów. Tłumy imigrantów chcą uczyć się języka, a my nie mamy wystarczających środków, aby im to zapewnić – narzeka.

Integracja ze społeczeństwem odbywa się według tych samych zasad dla wszystkich grup etnicznych. Główny nacisk kładzie się na „edukację, edukację i jeszcze raz edukację. Trzeba dać szansę dzieciom, a potem zapewnić im odpowiednie szkolenia. W przypadku dorosłych kluczowa jest integracja na rynku pracy”.

Georgi Ivanov zajmuje podobne stanowisko i namawia do działania. – Trzeba wykazać inicjatywę. Nikt ci nie pomoże, jeśli będziesz cały dzień siedział w domu i narzekał. Integracja wymaga dobrej woli z obu stron – zaznacza. Niepokoi go fakt, że wielu Romów znajduje się całkowicie poza rynkiem pracy. To dlatego, że Romowie pochodzący spoza Unii Europejskiej są „tolerowani”, ale nie pozwala im się pracować. – Wielu z nich zna język i chciałoby iść do pracy. Paradoksalnie, nie wolno im – podsumowuje z goryczą.

Inni mają lepiej

Unia Europejska od wielu lat wprowadza różnorakie inicjatywy mające położyć kres dyskryminacji mniejszości etnicznych. W 2005 12 państw członkowskich wdrożyło program Dekada na rzecz Romów w Europie, wspierany przez UE i Bank Światowy. Niemcy nie przyłączyły się do inicjatywy. W ramach programu ustanowiono Roma Education Fund dysponujący środkami na edukację Romów mieszkających na terenie Unii.

Mimo wielu wysiłków, działalność UE ma swoje ograniczenia. Niektórzy kwestionują słuszność takich działań. W miastach takich jak Duisburg, Mannheim, Gelsenkirchen, Dortmund czy Berlin, gdzie mieszka najwięcej Romów, mówi się, że działania integracyjne jak do tej pory nie przyniosły spodziewanych rezultatów.

„Chcemy tych samych praw, które mają Żydzi przyjeżdżający do Niemiec!" – rozlega się krzyk z głośników podczas manifestacji. Z danych niemieckiego Ministerstwa Imigracji i Uchodźców wynika, że Żydzi cieszą się specjalnymi względami. Mogą oni swobodnie podróżować po całych Niemczech, o ile są obywatelami jednego z krajów byłego Związku Radzieckiego i znają język niemiecki.

Romowie to Europejczycy – dlaczego mieliby wyjeżdżać?

W manifestacji brało udział wielu nie-Romów. Akcję wsparła na przykład brazylijska turystka, dla której polityczne zaangażowanie jest bardzo ważne. – Romowie to też Europejczycy, nie rozumiem, dlaczego mieliby stąd wyjeżdżać – mówi.

Z punktu widzenia prawa, to nie pochodzenie jest powodem ich deportacji. A jednak Romowie wciąż czują się w Niemczech dyskryminowani. Nie należy jednak wrzucać wszystkich do jednego worka. Wielu z niemieckich Romów, mieszkających tam od pokoleń, jest dobrze zintegrowanych. Niektórym imigrantom udaje się dobrze wmieszać w lokalne społeczności, inni jednak nie chcą lub też nie mogą się zintegrować. Młoda kobieta, z którą jechałam pociągiem, słusznie stwierdziła, że w takich sprawach nigdy nie uda się całkowicie pozbyć uprzedzeń rasowych, ponieważ w każdej grupie społecznej zawsze znajdzie się ktoś o radykalnych poglądach.