Romowie we Włoszech: (nie) ruchomy ciężar

Artykuł opublikowany 3 maja 2013
Artykuł opublikowany 3 maja 2013
Podobnie jak w ubiegłych latach, obchody Międzynarodowego Dnia Romów, który przypada na 8 kwietnia, przebiegły we Włoszech pod znakiem represji. Ostatni przypadek ciągnącej się od lat polityki segregacji i izolacji wobec włoskich Romów miał miejsce w Rzymie, gdzie władze administracyjne odmówiły im dostępu do mieszkań komunalnych.
Sytuacja ta została nagłośniona przez brytyjski dziennik ”The Guardian”.

Po raz kolejny powody uniemożliwiające włoskim Romom i Sintom opuszczenie zamieszkiwanych przez nich od trzydziestu lat gett okazują się błahe i wynikają przede wszystkim z przymusu podporządkowania się procedurom administracyjnym.

Grudzień ubiegłego roku: ogłoszenie konkursu na przydział mieszkań socjalnych otwiera możliwość poprawy bytu dla około 2500 osób koczujących w rzymskich obozach. Pierwszeństwo mają mieć rodziny żyjące w najcięższych, zagrażających zdrowiu warunkach. Kilka dni później ogłoszony zostaje dodatkowy warunek do spełnienia: wnioskodawcy muszą być zakwaterowani w schroniskach tymczasowych. Romowie się nie kwalifikują, ponieważ obozy cygańskie zostają uznane za ”budynki trwałe”. Zachowana zostaje w ten sposób kontynuacja między polityką Gianniego Allemanno, rządzącego Rzymem od 2008, a jego poprzednikami. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze, wydany przez burmistrza, program dla grup wędrownych, który wprowadza kontrolę policyjną i monitoring obozów usytuowanych na obrzeżach miasta.

Romowie: włoska anomalia

Czytaj też w cafebabel "Kto (i dlaczego) boi się cyganów"

Podobne działania służą podtrzymaniu przekonania, że "obozy romskie” lub "obozy grup wędrownych” to anomalie. Traktowane są one jako rodzaj getta bądź centrum izolacji z ograniczoną swobodą mieszkańców. Wprowadzone zostały w latach 60. jako zaimprowizowana, a jednocześnie niezbędna odpowiedź ze strony władz lokalnych na niewielkie migracje wewnętrzne, w latach 80. ich liczba wzrosła. "Obozy grup wędrownych” stały się uznawaną powszechnie formą marginalizacji przestrzennej, co spowodowało narastanie uprzedzeń. Jednakże termin "wędrowiec" czy "koczownik” nie mają obecnie wiele wspólnego z rzeczywistym trybem życia grup romskich.

Zgodnie z najbardziej wiarygodnymi źródłami, w Europie mieszka około 12 milionów Romów, z czego 140 tys. na terenie Włoch. Pomimo że niektórzy z nich odnieśli sukces zawodowy i ekonomiczny (lecz często, aby uniknąć dyskryminacji, wypierają się swoich korzeni), to jednak uwaga skupia się na grupach romskich żyjących w skrajnej biedzie, cierpiących z powodu dotykających ich uprzedzeń i przemocy. Błędnie nazywani "cyganami”, Romowie i Sintowie są ludami o odmiennym pochodzeniu i bogatej historii, zamieszkującymi nasz kontynent od co najmniej 600 lat. Nie są ludami wędrownymi: 80 % Romów i Sintów europejskich mieszka w stałym miejscu. Wielu z nich osiedliło się we Włoszech ponad wiek temu i co najmniej 80 tys. Romów ma włoskie obywatelstwo. Pozostali to często uchodźcy wojenni i ekonomiczni z terenów byłej Jugosławii, Bułgarii i Rumunii.

Najbiedniejsi Romowie, przydzieleni do obozów niezależnie od pochodzenia, języka i religii, pozbawieni są prawa do posiadania nieruchomości i zmuszeni do życia w prowizorycznie konstruowanych barakach. Ich wolność osobista jest bezprawnie kontrolowana - brakuje ustaw, które regulowałyby kwestie takie jak cisza nocna lub pobieranie odcisków palców.

Obozy we Włoszech i w Europie

Niemal wszystkie "obozy grup wędrownych” administrowane są przez mediatorów bądź przez stowarzyszenia o charakterze charytatywnym lub religijnym, te jednak nie są przygotowane do rozwiązywania nieludzkich problemów związanych z mieszkaniem. W tych królestwach prowizorki warunki bytowe podporządkowane są zmiennym ustaleniom, podobnie jak sposób podziału kosztów. Wprowadzanie przez ostatnie trzydzieści lat podstawowych serwisów sanitarnych i elektryczności, nawet jeśli kierowane było przez wykwalifikowanych robotników, nie dało pożądanych rezultatów, powiększając tylko przepaść pomiędzy Romami a włoską grupą większościową. W świetle takich rozwiązań propozycje programu dla grup wędrownych, wśród których znajduje się np. powierzenie Czerwonemu Krzyżowi spraw socjalnych, ustanowienie związanych z edukacją struktur wewnętrznych obozów, wydają się radykalizować rozdział na rzymskich Romów i rzymską społeczność. Przykłady asymilacji ubogich grup Romów i Sintów czy działań alternatywnych wobec zakładania obozów, zdarzają się rzadko. Wśród rozproszonych, pojedynczych przypadków znajdują się Wenecja, Bolonia i Padwa. Te wystarczają jedynie jako przykłady rozwiązań kwestii mniejszościowych na poziomie wymaganym przez Unię Europejską. Są jednak wciąż zbyt nieliczne, aby mogły posłużyć za model jednolitej strategii ogólnokrajowej.

Dobrym rozwiązaniem byłoby wzięcie przykładów z tych państw europejskich, w których na ”problem” Romów zareagowano sprawnie i z poszanowaniem praw równości. Hiszpańscy gitanos, podobnie jak inni obywatele znajdujący się w niekorzystnej sytuacji, mieszkają w domach socjalnych. Prawo niemieckie, w odróżnieniu od prawa włoskiego, określa Romów jako ”mniejszość narodową”. We Włoszech, zgodnie z artykułem 482 ustawy z 15 grudnia 1999 roku, Romowie i Sintowie nie są uznawani za jedną z dwunastu rozpoznanych mniejszości językowych, tym samym nie przysługują im przewidziane w ustawie status i prawa.

W panoramie politycznej Italii coś wydaje się jednak zmieniać. W oczekiwaniu na uformowanie się nowego rządu nadzieję niesie wniosek nowej marszałek sejmu Laury Boldrini. Wniosła ona postulat o włączenie Romów do grup mniejszościowych we Włoszech, uzasadniając go ich dawnymi powiązaniami z krajem. Gdyby został on spełniony, to możliwe byłoby przeniesienie Romów do mieszkań socjalnych. Dlaczego tam, gdzie istnieje segregacja, nie może istnieć również integracja?

Między obozami grup wędrownych uznawanymi za "przykład integracji społecznej”, a wizerunkiem miasta widzianego jako "symbol mieszanki kultur”, problemy rzymskich Romów pozostają wciąż dalekie od rozwiązania.

Fot.: (cc) puffodrax/Flickr