Ronald Plasterk - inaczej o DNA

Artykuł opublikowany 3 października 2006
Artykuł opublikowany 3 października 2006
System europejski jest skostniały. Duński naukowiec i felietonista Ronald Plasterk przechodzi z laboratoriów do telewizji i ukazuje braki w dziedzinie europejskiej nauki.

Wychodzimy z lśniącej windy, zapach chemikaliów podrażnia nasze nozdrza. Przyjechaliśmy do centrum badań genetycznych w Uniwersytecie Utrechckim. Ronald Platerk - profesor genetyki wita nas w laboratorium. Na pierwszy rzut oka wydaje się nieco przygaszony, ale jego kolorowa koszula i polityczne karykatury wskazują, że jednak ma dobre poczucie humoru. Ronald Plasterk - polityczny aktywista, felietonista, naukowiec oraz krytyk europejskiego modelu zaskakuje nas swoją wszechstronnością.

Medialna gwiazda

Dla profesora polityka i nauka były ze sobą zawsze nierozerwalnie związane. Jego wkład w akademicką debatę nad DNA oraz komórkami macierzystymi spowodował, że zaangażował się w media. Pisze felietony dla duńskiego De Volkskrant i w każdą niedzielę bierze udział w politycznym programie telewizyjnym. Pan Plasterk jednak unika medialnej sławy i żartuje mówiąc: panuje taki pogląd, że jeżeli spędzasz w telewizji 2 minuty co dwa tygodnie to tak jak byś mieszkał studio.

Jego pierwsza styczność z dziennikarstwem sięga czasów studenckich na Uniwersytecie Leiden, gdyż właśnie tam pisał o biologii w gazetce uniwersyteckiej. Polityką zainteresowałem się dzięki publicznej debacie wokół DNA, komórek macierzystych i owcy Dolly. To właśnie o tym pisałem na początku. Nie można jednak pisać o tej samej owcy każdego miesiąca, więc zacząłem zajmować się i innymi obszarami głównie z tego powodu, że naukowa etyka w pewien sposób zaczęła pokrywać się z polityką. Nigdy nawet nie myślałem o tym, że moje teksty wywołają polityczną debatę, a ta rozgorzała na dobre. Obecnie piszę polityczny manifest dla duńskiej Partii Pracy na przyszłe wybory.

Zagorzały krytyk modelu europejskiego

Ledwo wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby ukończyć habilitację, od razu stał się krytyczny wobec modelu edukacji w Europie. Na Wydziale Technologii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Pasadenie był pod wrażeniem ich wydajności i postępowości w biologii. Jest wiele błędnych rozwiązań w unijnym modelu nauki. Finansowanie nie jest przejrzyste, nie opiera się na wartości i jakości, zawsze są jakieś drugorzędne cele - i nie chodzi już tylko o naukę. Mówią, że programy powinny wspierać biznes i pomagać nierozwiniętym regionom i tym podobne. Niemniej powinien im przyświecać tylko jeden cel - wspierać najlepszych europejskich naukowców.

Europejski system jest skamieniały. Macie potężny biurokratyczny system, w którym są profesorowie, którzy mają podległych im profesorów, oni z kolei mają studentów po studiach, którzy uczą tych jeszcze studiujących, którzy nadzorują kogoś wykonującego eksperymenty. W anglosaskim systemie nikt o tym nie słyszał, bo tam każdy ze sobą współpracuje, co również się sprawdza.

Europa podąża za USA

Europejski system nie oferuje również żadnych prosperujących jakości. Około 1900 czyli większości nagród Nobla wygrywano w Europie podczas gdy dzisiaj dominują amerykańscy naukowcy. Dla profesora taki obrót rzeczy jest wystarczająco jasny - Europejczycy są zbyt prowincjonalni. W USA jeśli dorastałeś w Montanie i jesteś przy tym mądry, na pewno tam nie zostaniesz - pojedziesz za to na Zachodnie Wybrzeże i tam zrobisz doktorat. W Europie ludzie zostają. Może i wyjeżdżają na rok, ale potem zawsze wracają.

Europejski system cierpi również na decentralizację - każdy chce być lokalny Oksfordem. Jednak według niego nauka rozwija się zgodnie z teoria chaosu, spontanicznej agregacji i procesu samonapędzania. Kiedy jest już trzech wspaniałych naukowców, to czwarty zadecyduje, że też się do nich dołączy, a wtedy z przyczyn, których nikt nie potrafi przewidzieć ani kontrolować, rozwija się grupka naukowców. Dlaczego Cambridge słynie z nauk ścisłych? Kiedy tam byłem cały czas myślałem o tym, że w tym samym budynku pracuje ze mną pięciu laureatów nagrody Nobla.

Plasterk przyznaje, że również bariery językowe tłumaczą słabą wydajność europejskiej nauki. Znam wielu świetnych francuskich naukowców, którzy nie potrafiliby wyjaśnić swojej pracy po angielsku, który jest przecież językiem nauki. Ponoć tłumaczenie milionów stron raportów naukowych na 20 języków i tak nie pomoże. Kluczem tego problemu jest kultura. Podczas gdy bariera językowa dla naukowców jest w obrębie UE, to jest ona również przyczyną znacznie bardziej rozległego problemu integracji na wyższym poziomie. Problem w tym, że nie ma żadnego wzorca, nie ma europejskiego ludu i nie mówimy tym samym językiem. Nie ma systemu publicznej debaty.

Podziękowania za pomoc w tworzeniu artykułu dla Thamar Zijlstra