Rosen Plewnelijew: bułgarski „Bob budowniczy” prezydentem już od miesiąca

Artykuł opublikowany 29 listopada 2011
Artykuł opublikowany 29 listopada 2011
Dzisiaj mija równo miesiąc od kiedy Bułgarzy wybrali swojego nowego prezydenta - Rosena Plewnelijewa. Ten mający zaledwie 47 lat, były minister budownictwa, zdołał pozostać miłym facetem z sąsiedztwa. Do tej pory uchodził za najpopularniejszego ministra w rządzie. Do wyborów stanął jako kandydat nie przynależący do żadnego z ugrupowań, ale za to został poparty przez partię rządzącą.
Nie wszyscy jednak są zadowoleni z faktu, że ten polityk z niemieckim wykształceniem będzie przez najbliższych pięć lat zasiadał w fotelu prezydenta.

Nie, to nie gwiazda rocka Svetlio został prezydentem Bułgarii w wyborach przeprowadzonych 29 października (choć otrzymał godne szacunku 1,6% i zabiera się do stworzenia nowego ruchu obywatelskiego). Rosen Plewnelijew, który został zarejestrowany jako kandydat w wyborach przez centro-prawicową partię rządzącą GERB („Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii”), zdobył 52,5% głosów, pokonując w drugiej turze wyborów kandydata bułgarskiej partii socjalistycznej - Iwajło Kałfina. Mimo, że różnica w drugiej turze była zaskakująco niewielka, zwycięstwo Plewnelijewa było do przewidzenia. W pierwszej turze wyborów zyskał on 40,2% poparcia, podczas gdy Kałfin zajął drugie miejsce z wynikiem 30,2%. Meglena Kunewa, niezależna kandydatka oraz pierwsza komisarz europejska (ds. ochrony konsumentów) pochodząca z Bułgarii, otrzymała zaledwie 14%.

Plewnelijew na topie

Plewnelijew jest całkiem nowy w polityce - do gry wszedł zaledwie 2 lata temu. Były minister zajmował się wcześniej zarządzaniem w budownictwie, koncentrując swoje wysiłki na budowaniu infrastruktury drogowej i efektywnym wykorzystywaniu środków europejskich w tym zakresie.

Wielu obywateli nie może zrozumieć dlaczego zrezygnował ze stanowiska, na którym miał duże pole popisu oraz realny wpływ na rozwój kraju w konkretnej dziedzinie. Rola prezydenta Bułgarii (kraju, który jest członkiem Unii Europejskiej dopiero od 2007 roku) jest przecież bardzo ograniczona, wręcz symboliczna. Ogólnie rzecz biorąc, Plewnelijew jest lubiany za swoją skromność, pragmatyzm i bezkompromisowość. Mimo to, wielu obawia się, że może on zostać niczym więcej jak tylko marionetką w rękach partii rządzącej oraz premiera Bojko Borisowa. Ponadto, jego zwycięstwo cementuje władzę GERB, partii, której członkowie piastują większość kluczowych stanowisk w rządzie.

„Drodzy politycy, nie myślcie, że nie zauważyłem świństwa, które nazywacie wyborami 2011. Wybory pochodzą od wyboru. Wy jesteście moim brakiem wyboru. Póki co, tylko was ostrzegam”.

Ogólna opinia o wyborach jest taka, że nie było podczas nich prawdziwej walki, żadnych wizji i pomysłów prawdziwego zdarzenia. Obywatele nie mieli pozostawionego żadnego wyboru. Najpopularniejszy tygodnik polityczny w Bułgarii - „Capital” - określił te wybory „nudnymi”. Redaktor naczelny dziennika ekonomicznego „Dnevnik” nazwał atmosferę panującą na konferencji prasowej po pierwszej turze wyborów „terminalną”. Jeden z czytelników, nawiązując do rosnącej liczby osób chcących wyemigrować z powodu niezadowolenia z sytuacji politycznej w kraju, skomentował tę wypowiedź: „chodzi o terminal 1, czy terminal 2?” Duet specjalistów od reklamy stworzył i rozpropagował plakat na Facebooku głoszący: „Drodzy politycy, nie myślcie, że nie zauważyłem świństwa, które nazywacie wyborami 2011. Wybory pochodzą od wyboru. Wy jesteście moim brakiem wyboru. Póki co, tylko was ostrzegam”.

Image: © dzięki uprzejmości Rosena Plewnelijewa - prezydenta Bułgarii/ Facebook