Rosja na ratunek?

Artykuł opublikowany 13 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 13 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Wzrastające zapotrzebowanie na energię oznacza, że Europa importuje coraz więcej ropy i gazu z Rosji. Jednakże usprawiedliwianie tego faktu „lepszymi stosunkami” i korzyściami socjo-ekonomicznymi dla Rosji jest nie na miejscu.

W okresie gwałtownie rosnących obaw co do cen energii i długoterminowych gwarancji dostaw energii Europa staje się bardziej niż kiedykolwiek zależna od importowanej energii. Podczas gdy w 2002 roczne zapotrzebowanie na świecie na ropę wynosiło 77 milionów baryłek to w 2020 przewiduje się, że liczba ta wzrośnie do 120 milionów. Nawet jeśli rynek amerykański i chiński będą głównymi przyczynami tego wzrostu, to dane dotyczące europejskiego rynku energetycznego także zwracają uwagę na kluczową rolę energii w przyszłości Europy, szczególnie w stosunkach z Rosją.

Bezpośrednie dostawy gazu

Unia Europejska jest czołowym konsumentem zarówno gazu, jak i ropy. Przykładowo w 2001 zużycie ropy w UE stanowiło 38,5 % poziomu światowego, w porównaniu do 17% USA i 12% Japonii. W 2000 roku 48% unijnego gazu, co stanowiło 23,7 % światowej konsumpcji gazu, było importowane. Ponieważ rezerwy holenderskiego gazu i ropy z Morza Północnego stopniowo się wyczerpują, obecna zależność energetyczna wzrośnie jeszcze bardziej i tym samym szacuje się, że przed 2020 rokiem 75% gazu w UE będzie importowane, w znacznej mierze z Rosji.

Po upadku ZSRR w 1991 rosyjski eksport do Europy Zachodniej znacząco wzrósł. W październiku 2000 roku prezydent Rosji – Wladimir Putin podpisał porozumienie z UE o strategicznym partnerstwie energetycznym. Jednym z ostatnich efektów tej współpracy jest podpisane we wrześniu tego roku porozumienie między rosyjskim monopolistą – Gazpromem i korporacjami niemieckimi – BASF i EON o budowie Gazociągu Północnego. Przebiegający pod dnem Bałtyku gazociąg o długości 1200 km z zatoki Portowaja w Rosji do niemieckiego portu Greifswaldu ma otworzyć nowy rozdział w historii rosyjskiego eksportu do Europy. Ma on omijać wszystkie kraje tranzytowe, dostarczając rosyjski gaz bezpośrednio do Europy Zachodniej. Oznacza to, że będzie on przebiegał także obok krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym nowego członka UE – Polski, która jest zdecydowanie niezadowolona i przeciwna tej umowie.

Odblaski autokratyczne

Często zakłada się, że zależność Europy od rosyjskiego importu i zależność Rosji od przychodów z tych transakcji może tylko poprawić relacje między tymi dwoma gigantami. Jednakże, jak pokazują kontrowersje wokół Gazociągu Północnego, nie wszystkie kraje UE są zgodne co do formy współpracy. Co więcej, wiara, iż większe wpływy z surowców energetycznych wpłyną korzystnie na gospodarkę i demokrację w Rosji jest oparta na nietrafnych przesłankach, na przykład przekonanie, iż znaczna rola państwa w sektorze energetycznym (formalna i nieformalna) jest reliktem sowieckiej przeszłości, który zaniknie w przyszłości. Mimo iż sektor energetyczny jest strategiczny dla państwa i jego prywatyzacja ma krótką przeszłość nawet w dobrze rozwiniętych gospodarkach rynkowych, to oczekiwanie od Rosji będącej w okresie transformacji zmniejszenia kontroli nad tak dochodowym przemysłem jest nierealistyczne. Widać to wyraźnie na przykładzie Michaiła Chodorkowskiego, szefa koncernu paliwowego Yukos, który został aresztowany i osadzony w więzieniu, a jego firma została znacjonalizowana.

Należy także zwrócić uwagę, że historia pokazała, iż wysokie przychody ze sprzedaży energii nie idą w parze z rozwojem społeczno-ekonomicznym. Większość z krajów eksploatujących złoża ropy naftowej, jak Iran, nie przeznaczała przychodów ze sprzedaży tego surowca na podniesienie standardu życia, redukcję biedy i nierówności społecznych, polepszenie systemu opieki zdrowotnej czy rozwój infrastruktury w postaci dróg i telekomunikacji. W rzeczywistości przychody ze sprzedaży ropy przeznaczane są zazwyczaj na finansowanie rządzącej elity.

Dodatkowo często podkreśla się, że rosnący import energii rosyjskiej nie tworzy zależności jednostronnej Europy od Rosji, gdyż relacja ta jest wzajemna. Tak jak Europa potrzebuje energii z Rosji, tak rosyjski budżet potrzebuje euro. Zakłada się z tego powodu, że wzajemna zależność handlowa gwarantuje bezpieczeństwo energetyczne Europy. Pogląd ten nie uwzględnia jednak „czynnika chińskiego”. Rosnące zapotrzebowanie na energię i coraz większa opłacalność dostaw ropy do Chin, może spowodować, iż rosyjska zależność od europejskiego rynku będzie zrównoważona w długim okresie właśnie przez eksport do państwa środka.

Dlatego też bliższe więzi ekonomiczne niekoniecznie są równoznaczne z eksportem wartości europejskich w zamian za energię rosyjską, nad którą Europa i tak nie ma wyłącznej kontroli. Wygląda na to, że Unia Europejska może być zmuszona szukać gdzie indziej źródeł dla zaspokojenia swoich rosnących potrzeb.