Rosja płacze po Evie Herman

Artykuł opublikowany 24 września 2007
Artykuł opublikowany 24 września 2007
Wyrzucenie z pracy prezenterki niemieckiej telewizji ARD zostało z zaskoczeniem przyjęte w Moskwie. Rosjanie wciąż dziwią się niemieckiemu przewrażliwieniu na próby bagatelizowania nazizmu.

Prezenterka i dawna prowadząca Tagesschau Eva Herman pochwaliła rodzinną politykę nazistów, za co została na początku września natychmiast zwolniona z pracy w radio. Sprawa ta znalazła oddźwięk także w rosyjskich mediach i na blogach. Wiele komentarzy jest pełnych współczucia dla zwolnionej. Herman chciała przecież tylko ostrzec przed demograficznym kryzysem w Niemczech.

Podczas przedstawiania swojej nowej książki Zasada arki Noego - dlaczego musimy ratować rodzinę Herman wyjaśniła, że w Trzeciej Rzeszy "było wiele złego, n przykład Adolf Hitler". Niektóre rzeczy jednak były dobre, "na przykład szacunek wobec matek". Rosjanie, którzy do tej pory nie zmierzyli się z własną totalitarną przeszłością, wciąż dziwią się, jak drażliwie reaguje się w Niemczech na próbę bagatelizowania nazizmu. Prawie nikogo w Rosji nie gorszy, że także za Stalina odznaczano matki orderami. Dla Rosjanek wystarczającym powodem, aby potępiać zachodni feminizm jest fakt, że w socjalizmie kobiety nie były wolne, a podwójnie obciążone pracą w fabryce i w domu.

Najważniejszy jest jabłecznik

Oczywiście także w Rosji są feministki. Piszą na rosyjskim blogu dla kobiet livejournal.com/feministki. Można tam znaleźć wiele oskarżeń wobec Herman. Blogowiczka "Schmerler" pisze: "w rzeczywistości [Herman] wiele razy była zamężna i miała wielu kochanków. Robiła karierę, miała dziecko i dopiero teraz pisze książkę, w której dla kobiety najważniejsze powinny być dzieci, mąż i szarlotka". Na liberalnym forum Kasparov.ru blogger o nicku "DpInRock", najwidoczniej mężczyzna, pisze, że wyrzucenie Herman było błędem: "Niemądrze jest leczyć chorobę poprzez jej ukrywanie".

Także prorządowe i konserwatywne gazety wykazują współczucie dla zwolnionej prezenterki telewizyjnej. Nie dziwi to w kraju, gdzie wielu mężczyzn i wiele kobiet wciąż kręci nosem na słowo "feminizm", i gdzie nie rozliczono się ze stalinowską przeszłością.

Ideologiczne tabu

Poważany rosyjski magazyn naukowy Expert w wydaniu internetowym chwali zachowanie zwolnionej jako odważne napomnienie. Herman poruszyła "ideologiczne tabu". Według gazety, prezenterka telewizyjna chciała po prostu przestrzec przed kryzysem demograficznym w Niemczech. Sprawa ta została "arogancko odrzucona", przez "niemiecki establishment". Zniesławienie dziennikarki podobno przywodzi na myśl podobne sytuacje z czasów dawnego ZSRR. Dalej gazeta pisze, że kiedy jakaś dziennikarka chwali w Niemczech "konserwatywne wartości rodzinne", jest to postrzegane jako "niewybaczalny błąd". Herman podobno padła ofiarą "całkowicie bezsensownych zarzutów". Jej niemieccy koledzy, którzy teraz "piętnują ją mianem odszczepieńca", nie wzięli pod uwagę, że wspierała organizację "Laut gegen Nazis" ("Głośno Przeciw Nazistom"). Liberalna gazeta Kommersant wolała nie zabierać głosu. Zamiast tego przedrukowała w rubryce Komentarze, cały artykuł "Ostatnie nieporozumienie" z Süddeutschen Zeitung.

Także bliska kremlowi Iswestija jest pełna współczucia dla Pani Herman. "Telediva" miała pracować "bez słowa skargi" przez dwadzieścia lat w telewizji, pisze gazeta, i określa zwolnienie mianem "ostrego". Herman "zawsze wyróżniała się polityczną poprawnością, dystansowała się zarówno od lewicowych jak i prawicowych sił politycznych". Gazeta nie pisze jednak o planowanym wystąpieniu prezenterki u boku prawicowo populistycznej austriackiej partii FPÖ (Austriacka Partia Wolności). Gazeta twierdzi natomiast, że Herman "popełniła błąd w prostej sprawie, poprzez pochwalenie polityki rodzinnej Hitlera". Mimo to, dalej gazeta przyznaje że były także ciemne strony nazistowskiego Krzyża dla Matek. "Niemki były zobowiązane rodzić synów na front, aby ulepszyć rasę aryjską, aby zapewnić zasiedlenie podbitych terenów". Kobiety chore od urodzenia były przymusowo sterylizowane.

Przytyk wobec Bundeswehry

Iswestija robi użytek z przypadku Herman aby dać przytyk Bundeswerze. Gazeta pyta, czemu nie zwolni się także generałów Bundeswehry, którzy co roku delegują niemieckich żołnierzy na zawody, które odbywają się w Estonii pod nazwą "Erna". Tymi zawodami Estończycy czczą zwiadowczy batalion "Erna", który w czasie drugiej wojny światowej wysadzał za linią Armii Czerwonej mosty pod niemieckim dowództwem.

W rozmowie z tą samą gazetą rzecznik ministerstwa obrony Niemiec stwierdził, że w ćwiczeniach chodzi o "międzynarodowe zawody wojskowe", w których od wielu lat biorą udział niemieccy żołnierze razem z żołnierzami innych krajów NATO. Nie chciał wypowiedzieć się na temat zagadnień historycznych.