Równouprawnienie płci – jeśli nie w Unii, to gdzie?

Artykuł opublikowany 16 października 2014
Artykuł opublikowany 16 października 2014

Był sobie raz pewien mężczyzna u władzy, który przyrzekł kobietom więcej angaży. Przegrał już na starcie, nie walczył zażarcie. Teraz czas na Parlamentu nakazy.

Mężczyzną u władzy jest oczywiście Jean-Claude Juncker, który wielokrotnie powtarzał, że jego Komisja Europejska będzie się składała w przynajmniej 40 procentach z kobiet. Jeżeli komisja ma 28 członków, oznacza to, że powinno być w niej minimum 11 kobiet - o dwie więcej niż w ustępującej komisji Barosso. W dodatku kampania, której głównym postulatem było to, aby Juncker zaproponował 10 lub więcej kandydatek do Komisji, była szeroko wspierana przez członków Parlamentu UE i członków Komisji.

Ale wymarzony zespół Junckera składa się jedynie z 9 kobiet, co oznacza brak jakichkolwiek zmian. Polityk przyznał ostatnio, że poniósł porażkę na tym polu. Ale „przepraszam" to za mało. Parlament Europejski powinien zacząć jeszcze bardziej naciskać na chrześcijańską demokrację i powiedzieć jasno, że nie poprze żadnej komisji, która nie będzie wprowadzała postępu w kwestii równouprawnienia płci.

Kiedy kobieta zostaje wyznaczona na funkcję przewodniczącego, tak jak Véronique Laury we wrześniu, nie powinna to być prasowa sensacja. Kobiety stanowią ponad połowę europejskiej populacji, a dziś więcej kobiet niż mężczyzn kończy uczelnie wyższe. Ale Laury jest wyjątkiem, ponieważ kobiety nadal boleśnie zderzają się ze szklanym sufitem w biznesie i polityce.

Cel, który zakładał utworzenie zespołów dyrektorskich składających się w 30 procentach z kobiet, nie jest osiągalny. W parlamentach krajów członkowskich Unii jest jedynie 28% kobiet. w Wielkiej Brytanii stanowią one 27% składu Ministrów Korony, podczas gdy w europarlamencie kobiety stanowią 37%, a w Komisji - 32%.

„Pokład jest pełen, a wynik gry jest przesądzony na korzyść tych, którzy mają władzę” – powiedział w Manchesterze lider partii pracy Ed Miliband. Komisja Junckera w obecnym składzie nie przynosi żadnych zmian i jak zwykle, to mężczyźni mają władzę.  

Brak zmian dotyczących równouprawnienia płci w Komisji to sprawa nie do przyjęcia, podobnie jak nonszalancka odpowiedź Junckera na fakt, że złamał swoją wyborczą obietnicę. „Przynajmniej nie jest gorzej” - powiedział. To najlepsze, czego można spodziewać się po konserwatyście. Jednak teraz to Parlament powinien popchnąć opornego reformatora w XXI wiek.

Parlament mógł to zrobić w najbardziej przekonujący sposób 1 października, kiedy miał wziąć pod lupę kandydaturę Ariasa Cañete na komisarza ds. działań w dziedzinie klimatu i energii. Wcześniej tego roku przez swoje seksistowskie wypowiedzi ten hiszpański kandydat powiązany z przemysłem paliwowym znalazł się na pierwszych stronach gazet.

Najmocniejszym posunięciem byłoby zażądanie od Junckera zastąpienia kobietą „nieokrzesanego Cañete”, który stwierdził, że w debacie obszedł się delikatnie z koleżanką, ponieważ ta była „bezbronną kobietą”. W każdym razie ten mężczyzna musi zostać usunięty z Komisji, w przeciwnym razie istnieje ryzyko, że będzie nadal przynosił wstyd całej Unii Europejskiej.

Jeżeli nawet tak wielki organizm, jak Unia Europejska nie może osiągnąć swoich skromnych celów, jakie są szanse na równouprawnienie płci w realnym świecie? Jaki przykład daje Komisja – instytucja, która ma planować, wdrażać i monitorować zmiany dotyczące kwestii nierówności płci na szczeblu europejskim – jeśli sama nie daje równych możliwości kobietom i mężczyznom? Takie zachowanie sprawia, że ludzie postrzegają całe zagadnienie jako sprawę drugorzędną, która może na razie poczekać.

Ale ta sprawa nie może być odkładana na później. Brak inicjatywy na wyższych szczeblach oznacza brak zmian u podstaw. W końcu - czy prawdopodobne jest, że kobieta na stanowisku kierowniczym będzie faworyzowała mężczyzn w procesie rekrutacji albo płaciła kobietom mniej za wykonywanie tej samej pracy? Czy rząd, w którym kobiety nie stanowiłyby w końcu mniejszości nie byłby bardziej efektywny w zwiększeniu zatrudnienia kobiet? Żeby cos naprawdę zmienić, to najwięksi powinni dawać dobry przykład. 

Każdy powinien posłuchać przemówienia Emmy Watson, która nawołuje kobiety i mężczyzn do wspólnej walki o równość płci. A najbardziej do serca powinni sobie te słowa wziąć właśnie członkowie Parlamentu, którzy decydują o składzie obecnej komisji. Powinni oni zadać sobie pytanie: Jeśli to nie Unia powinna dawać dobry przykład, to kto? I jeśli nie teraz, to kiedy?