Royan: frisbee śni o olimpiadzie

Artykuł opublikowany 3 lipca 2017
Artykuł opublikowany 3 lipca 2017

Mistrzostwa świata w plażowym ultimate przetoczyły się po francuskim Royan, zostawiając po sobie zszokowanych emerytów i poparzone stopy. Ale emocje związane z tym nietypowym sportem to tylko czubek góry lodowej. Prawdziwa gra toczy się o miejsce frisbee na igrzyskach olimpijskich. Reportaż.

Royan to senna, nadmorska miejscowość jakich wiele na francuskim wybrzeżu Atlantyku. Na co dzień zamieszkują ją głównie emeryci, spędzający jesień swojego życia w spokojnej atmosferze nadmorskiego miasteczka. Na jeden czerwcowy tydzień ten spokój został poważnie naruszony przez najazd zawodników plażowego ultimate. Miasto zaroiło się od latających dysków.

Ultimate to sport drużynowy inny niż wszystkie. Zasady są proste. Podłużne boisko wzorem rugby czy footballu amerykańskiego ma dwie zony punktowe na obu końcach. Celem gry jest zdobycie punktów przez złapanie latającego dysku w strefie punktowej przeciwnika.  Z frisbee nie można biegać, nie można go też odebrać siłą – sport jest (przynajmniej teoretycznie) bezkontaktowy.

To, co odróżnia ultimate od innych sportów, to brak sędziów. Wszystkie sytuacje konfliktowe są rozwiązywane przez samych zawodników. Każdy zawodnik na boisku może zasygnalizować przewinienie. Jeżeli przeciwnik nie zgadza się z werdyktem, może spróbować przekonać „oskarżyciela” do swoich racji. Jeśli zawodnicy nie mogą dojść do porozumienia w ciągu 30 sekund, wszyscy wycofują się na pozycje zajmowane przed rzekomym przewinieniem. Oczywiście, żeby to mogło zadziałać potrzeba dużej dozy szacunku i dobrej woli. Właśnie dlatego zawodnicy ultimate kierują się szczególnego rodzaju zestawem zasad, zwanym spirit of the game – duch gry. Zwolennicy tego systemu argumentują, że eliminuje to znane przede wszystkim z piłki nożnej „aktorstwo”. Z jednej strony zdarzają się mecze „niespiritowe” – w których emocje przeważają nad grą fair i jedna lub obie drużyny próbują naciągnąć zasady na swoją korzyść. Z drugiej strony o wiele częstsze, nawet na najwyższym poziomie, w których zawodnicy kierowani duchem gry sami przyznają się do popełnienia wykroczenia, nawet jeśli miałoby to ich kosztować zwycięstwo.

W Royan ducha gry dało się poczuć w powietrzu. Plażowa odmiana ultimate (gra się również na trawie i na sali) szczególnie sprzyja przyjaznej atmosferze, tak na boiskach jak i poza nimi. – Tu chodzi o poczucie wspólnoty, grę z przyjaciółmi i zabawę z masą rozmaitych ludzi – mówi Neil Roxburgh, reprezentant Australii. Niecodzienne spotkania były motywem przewodnim zawodów: w końcu nawet w bardziej popularnych dyscyplinach sportu starcia Polski z Wenezuelą czy Francji z Filipinami należą do rzadkości.

Spotkania zawodników z różnych części świata ułatwiała skala wydarzenia. Plażowe mistrzostwa świata w ultimate odbywają się co dwa lata. Edycja w Royan była piątą tego rodzaju imprezą i pobiła wszelkie rekordy. 119 drużyn z 39 państw rywalizowało w siedmiu kategoriach, w tym mieszanej – z określoną liczbą kobiet i mężczyzn na każdej linii. W rzeczywistości zainteresowanie turniejem było jeszcze większe i zmusiło organizatorów do podjęcia trudnej decyzji o odmowie przyjęcia niektórych drużyn. – Na [poprzednich] trzech turniejach mieliśmy po 70-73 drużyny. Pomyśleliśmy więc, że przyjedzie może ze 120 – opowiada Patrick van der Valk, wieloletni przewodniczący światowej federacji plażowego ultimate BULA. – Zgłosiło się ponad 180 ekip. Nie mieliśmy na to infrastruktury. Lokalny komitet organizacyjny powiedział, że nie możemy przekroczyć 120.

Mimo tłoku ciężko było nie dostrzec jakości organizacji. Warunki pogodowe wydawały się idealne do plażowania – upał i pełne słońce – ale temperatury dochodzące do 37 stopni sprawiały, że bieganie po piasku przypominało chodzenie po rozżarzonych węglach. Organizatorzy postarali się, aby przy każdym z 17 boisk na gigantycznej plaży w Royan znajdowało się źródło bieżącej wody. Również Patrick nie mógł wyjść z podziwu. – Po mistrzostwach w Dubaju [w 2015 r. – red.] zadawałem sobie pytanie: „jak moglibyśmy to przebić?”. A teraz Royan przeniósł nas na wyższy poziom. Naprawdę, wszystko zadziałało – wspomina. – W pewnym momencie wszedłem do namiotu dla graczy i zobaczyłem stoisko, na którym sprzedawali ostrygi, a zaraz obok jacuzzi wypełnione ludźmi... Serio, na jakich innych mistrzostwach świata masz jacuzzi i ostrygi?

Plażowe mistrzostwa świata to impreza przede wszystkim dla graczy. Mieszczące kilka tysięcy osób trybuny pierwszego boiska – „areny” – w trakcie większości meczów nie były wypełnione. Kilku zaciekawionych przechodniów, wolontariusze na przerwie, zawodnicy czekający na swój kolejny mecz…  Dopiero w trakcie finałów, kiedy arena była jedynym boiskiem, na którym rozgrywały się mecze, na trybunach pojawiły się tłumy, żywiołowo reagujące na wydarzenia na boisku. W niemal wszystkich kategoriach wygrali reprezentanci Stanów Zjednoczonych. Nic w tym dziwnego – to właśnie tam w latach 70. narodził się ten sport, tam też cieszy się największą popularnością. Jedynym zaskoczeniem był finał kategorii kobiecej, gdzie Rosjanki przegrywały z Amerykankami 10:6, aby zwyciężyć 11:10.

O ile na miejscu publiczność nie zawsze dopisywała, to dzięki Internetowi i mediom społecznościowym sportowe emocje w Royan przeżywało całkiem sporo ludzi. Mecze z trzech boisk można było oglądać na żywo, z profesjonalną realizacją i komentarzem. Turniej wzbudził pewne zainteresowanie mediów lokalnych i ogólnokrajowych, ale jak mówi Franck Leygues, przewodniczący FFDF – francuskiej federacji frisbee – nie to było najważniejsze. – Pojawił się artykuł w Le Monde, L'équipe [największy dziennik sportowy we Francji – red.] również wypuściło materiał… Był też reportaż we francuskiej telewizji. Ale nie to było naszym priorytetem. Bardziej zależało nam na zapewnieniu dobrego rozpowszechnienia w mediach społecznościowych – podkreśla. To znak czasów, że bardziej niż reportaż w prestiżowym, ogólnokrajowym dzienniku liczy się dziś filmik udostępniony przez UNILAD.

Dla ludzi związanych z ultimate, zainteresowanie mediów – tak tradycyjnych jak i społecznościowych – jest dziś ważniejsze niż kiedykolwiek. W 2013 roku światowa federacja ultimate (WFDFWorld Flying Disc Federation) została oficjalnie rozpoznana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Był to pierwszy krok w drodze do włączenia ultimate do grupy sportów olimpijskich. Według Patricka, frisbee na Olimpiadzie w 2024 roku jest jak najbardziej realną perspektywą: – Myślę, że jest to możliwe już od dwóch lat. Spełniamy szereg kryteriów – mówi. Wśród nich wymienia obecność w ponad 75 państwach świata, jak również zainteresowanie młodego pokolenia. Ostateczna decyzja będzie zależeć od organizatorów – mogą oni dodać do pięciu sportów do Olimpiady. Igrzyska w 2024 roku prawie na pewno odbędą się w Paryżu.

Dobry wynik Francuskich drużyn w Royan również nie jest bez znaczenia. – Jeśli byłoby to państwo bez nadziei na medale, to byłoby trudniej, ale Francuzom poszło naprawdę dobrze.– mówi Patrick. Trójkolorowi zdobyli dwa brązowe i jeden srebrny medal.

Czy więc olimpijski sen frisbee może się spełnić?  – Członkowie [francuskiego] narodowego komitetu olimpijskiego na pewno będę przyglądać się ultimate podczas nadchodzących World Games w Polsce – mówi Franck, odnosząc się do odbywającej się w lipcu we Wrocławiu „Olimpiady”sportów nieolimpijskich, na której ultimate ma być jedną z głównych atrakcji. – Oczywiście, nic nie jest jeszcze pewne, ale powiedziałbym, że jest potencjał – podsumowuje Patrick.