Rozdarta między dwoma światami

Artykuł opublikowany 4 maja 2016
Artykuł opublikowany 4 maja 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Recenzja filmu „Brooklyn”: młoda emigrantka musi wybrać pomiędzy rodzinną Irlandią a swoim nowym domem w Nowym Jorku. Historia o miłości, rodzinie, a przede wszystkim o tym, czym jest tak naprawdę „dom”.

Film opowiada historię młodej Irlandki, która na początku lat 50. udaje sie do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Kiedy jednak w końcu jej się to udaje, jej dawne otoczenie nie pozwala jej tak łatwo odejść.

“She thought it was strange that the mere sensation of savouring the prospect of something could make her think for a while that is must be the prospect of home.”

„Pomyślała, że to dziwne, że samo poczucie posiadania jakiejś perspektywy sprawia, że można już zacząć myśleć o domu”.

- Colm Tóibín, „Brooklyn”

Autor książki, na podstawie której powstał film, Colm Tóibín, urodził się w 1955 roku w Enniscorthy (tak jak główna bohaterka książki, Eilis) i często pisze o irlandzkim społeczeństwie, emigracji, mieszkaniu za granicą i poszukiwaniu domu. „Brooklyn” ukazał się w 2009 roku. Jak widać w cytacie, historia dotyczy młodej dziewczyny poszukującej miejsca, które mogłaby nazwać domem. Na początku stara się ukrywać ból i cierpi w milczeniu. Potem jednak nie potrafi już dłużej ukrywać tęsknoty za domem, stara wziąć się w garść i próbuje wypracować inne podejście do sytuacji. W końcu spotyka Tony’ego, młodego Włocha pochodzącego z dużej rodziny. Eilis nareszcie zaczyna się odnajdować w nowej rzeczywistości. Jednak dochodzi do tragedii; mieszkająca w Irlandii siostra Eilis umiera, a ich matka zostaje pozostawiona sama sobie. Eilis jest rozdarta, nie wie, czy dalej wieść życie na Brooklynie czy może jednak powinna spełnić obowiązek wobec matki i zmarłej siostry, zwłaszcza że przytłacza ją poczucie winy. Wreszcie Eilis decyduje się na powrót.

Po powrocie do miasteczka Eilis zdaje sobie sprawę, że sporo się zmieniło. Wkrótce wraca do dawnych przyzwyczajeń i do dawnego stylu życia, które porzuciła, by szukać szczęścia w innym miejscu.

Zaczyna żywić też uczucia do miejscowego chłopaka, w którego genialnie wciela się Domnhall Gleeson. Eilis nie wie już, gdzie jest jej dom, jest rozdarta między dwoma światami i dwoma mężczyznami. To dlatego powieść Tóibína emanuje niewyjaśnioną i trudną do zidentyfikowania tęsknotą. Ale tęsknota za domem już znikła. Co Eilis powinna zrobić? Udawać, że nigdy nie wyjechała, wtopić się w irlandzką społeczność czy może powinna pogodzić się z tym, że w Stanach stała się inną osobą i że już nie może stać się ponownie częścią małej wioski w Wexford?

Zanim zacznę brzmieć zbyt filozoficznie, muszę opowiedzieć o niezmiernie utalentowanej obsadzie. Saoirose Ronan z całą pewnością zaliczyła jeden ze swoich najlepszych występów do tej pory, zwłaszcza, że historia w filmie dotyczy jej samej. Dzieje Eilis bardzo przypomina jej własne. Ronan urodziła się na Bronksie w Nowym Jorku i przeprowadziła się do Irlandii ze swoimi irlandzkimi rodzicami, kiedy była małym dzieckiem. Jej rodzice wzięli cichy ślub w urzędzie stanu cywilnego na Brooklynie, co przypomina filmowy ślub Eilis i Tony’ego. Dlatego też Ronan starannie przyłożyła się do pracy nad filmem i niepokoiła się, jak zostanie odebrany, zwłaszcza przez irlandzką publiczność. Zabawne jest to, że Ronan chciała mieć jakąś pamiątkę z planu i poprosiła o zielony kostium kąpielowy, w którym wystąpiła.

Emory Cohen, który grał męża Eilis, wywarł na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza dlatego, że ma jeszcze nieopatrzoną twarz. Słusznie porównuje się go do Marlona Brando, przypomina go nie tylko pod względem wyglądu, ale też pod względem umiejętności, bowiem doskonale oddał wesołe usposobienie i głębię charakteru swojego bohatera. Jego Tony jest szczery i wrażliwy, wystarczy jedno spojrzenie, a widz zaczyna topnieć. Bohater jakby wyjęty z kina lat 50., z tym że Cohen urodził się w 1990 roku. Gdy na niego patrzyłam, uświadomiłam sobie, że już go gdzieś widziałam. Zagrał pogruchotanego przez los syna Bradleya Coopera w „Drugim obliczu”. Pamiętam doskonale, że zachwycił mnie swoją grą, podobnie jak Dane DeHaan, który grał syna Ryana Goslinga. Obaj młodzi, mimo to ich gra cechowała się niezwykłą dojrzałością. Inni aktorzy powinni brać z niego przykład. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz nas zachwyci.

W obsadzie błyszczy też znakomita Julie Walters. Także dla niej kręcenie filmu było ogromnym przeżyciem. Jej matka była Irlandką, czyli dla aktorki film stanowił możliwość podróży w czasie, do młodości swojej rodzicielki. Posiadając te informacje, możemy jeszcze bardziej docenić wyrazistą grę Walters, a także jej akcent.

Piękno tego filmu tkwi w tym, że doskonale oddaje spokój powieści Tóibína. Brawa należą się scenarzyście Nickowi Hornby’emu. Zaadaptował książkę na scenariusz i stworzył podstawę dla wzruszającego filmu. Hornby jest mężem jednej z producentek, Amandy Posey i ten fakt tylko potwierdza, że mamy do czynienia co prawda z małym, ale bardzo ambitnym dziełem sztuki. Nagroda BAFTA dla najlepszego brytyjskiego film z całą pewnością się należała.

Postaje jedno pytanie. Czy Eilis wróci do Tony’ego? Trzeba zobaczyć film, żeby dowiedzieć się, jaką decyzję podejmuje Eilis. Jedno jest pewne – każdy z nas pragnie stworzyć dom, który będzie gromadził nasze pragnienia, rozczarowania i dramaty codziennego życia, a przynajmniej takie są  moje refleksje.