Rumunia a prawa LGBT - co dalej?

Artykuł opublikowany 8 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 8 sierpnia 2016

[OPINIA] To nieprawda, że w całej Unii Europejskiej respektuje się prawa społeczności LGBT. W krajach takich jak Rumunia ten temat może wywoływać gorące dyskusje i pogrążać życie zwykłych ludzi w chaosie.

W 2013 roku Adrian Coman i jego pochodzący z Ameryki partner Robert Clabourn „Clai” Hamiltion postanowili wziąć ślub w Brukseli. Zdecydowali się na wyprowadzkę do Rumunii, ojczyzny Adriana, chcąc prowadzić tam spokojne życie w rodzinie. Niestety, Rumunia okazała się daleka od uznania statusu prawnego pary. Po dwóch latach walki z rumuńskim prawem, 20 lipca 2016 r. mężczyźni usłyszeli, że będą musieli zaczekać do września, aby dowiedzieć się, czy ich małżeństwo zostanie oficjalnie uznane w Rumunii.

Jak być homo w Rumunii

Adrian i Clai to jedna z wielu par LGBT, które walczą o akceptację we współczesnej Rumunii. To przygnębiające i zniechęcające widzieć, jak kraj członkowski Unii Europejskiej, cieszący się znacznym postępem technologicznym i gospodarczym, w 2016 roku wciąż nie może pojąć konieczności zapewnienia grupie swoich obywateli najbardziej podstawowych praw, za którymi opowiada się większość pozostałych państw UE. Podobnie jak wiele innych krajów wschodnich, Rumunia ma problem z zaakceptowaniem wszystkich konsekwencji jakie niesie za sobą artykuł 8 Europejskiej konwencji praw człowieka.

W maju 2016 roku 3 miliony Rumunów podpisało petycję zainicjowaną przez grupę organizacji pozarządowych zwaną Koalicją Rodzin. Petycja nawoływała do zmiany brzmienia artykułu 48 rumuńskiej konstytucji z „Rodzinę tworzy dobrowolny związek małżeński między małżonkami” na „Rodzinę tworzy dobrowolny związek małżeński między mężczyzną a kobietą”.

W oczywisty sposób miało to położyć kres moralnej otwartości promowanej w krajach zachodnich oraz dostosować kontytucję do rumuńskiego kodeksu cywilnego (zwłaszcza jego artykułu 259), działając tym samym na szkodę społeczności LGBT, zwłaszcza że dostosowanie kodeksu cywilnego do konstytucji byłoby w równym stopniu „prawnie uzasadnione”.

Konserwatywne poglądy kontra prawa człowieka

Prawodawcy i politycy popierający tradycyjne wartości moralne przyjęte w Rumunii kwestionują między innymi wymair etyczny wychowywania dzieci przez rodziców LGBT: prawnik Teodora Ionescu stwierdziła, że „to niemożliwe, aby dziecko mogło być wychowywane przez dwie matki lub dwóch ojców”. Chociaż zgodziło się z nią 3 miliony ludzi, to stwierdzenie łatwo udało się obalić obrońcom związków jednopłciowych. Badania przeprowadzone zarówno w Europie jak i w USA potwierdziły, że w krajach, gdzie pary jednopłciowe od lat mogą adoptować dzieci, nie znaleziono żadnego dowodu na to, że dzieci te skłaniają się ku homoseksualizmowi bardziej niż dzieci wychowywane przez pary heteroseksualne.

Niektórzy przeciwnicy małżeństw jednopłciowych uważają, że Rumuński Kościół Prawosławny nigdy nie stanie po stronie takich związków, ponieważ podważają one podstawowe wartości biblijne. Jednak inni, tak jak dziennikarka Miruna Munteanu, uważają, że „musi istnieć jasne rozróżnienie między duchową a urzędową instytucją małżeństwa – nikt nie oczekuje, że Kościół zmieni swoje zwyczaje”.

Tworząca podziały retoryka, taka jak słowa Mircei Badei, prowadzącej wieczorny program telewizyjny, która zanegowała istnienie m.in. biseksualistów, czy niedawne oświadczenie wydane przez rumuński rząd, w którym stwierdzono, że „przyzwolenie na małżeństwa jednopłciowe umniejszałoby wartość instytucji małżeństwa, a obywatele Rumunii nie są gotowi na taką zmianę”, tylko wzmacnia niepokój jakiego w tej sytuacji doświadcza wielu młodych ludzi z pokolenia millenialsów.

Co dalej?

Niestety, jak na ironię, tego samego dnia, gdy Clai i Adrian dowiedzieli się, że ich walka z prawem jeszcze potrwa, rumuński parlament orzekł, że rozważy kwestię prawnej definicji „rodziny” zawartej w artykule 48 konstytucji. Społeczność LGBT przyjęła tę decyzję z rozczarowaniem, a zwolennicy małżeństw jednopłciowych prosili parlamentarzystów, aby pamiętali, że to zwykli ludzie będą musieli żyć z konsekwencjami ich przyszłych decyzji. W wywiadzie dla VICE Rumunia Adrian przedstawił bolesny obraz rzeczywistości z jaką muszą się teraz mierzyć się z Claiem: „Decyzja, która zapadnie we wrześniu nie zmieni tego, kim jesteśmy i nie zmieni naszej miłości. Ale jeśli Clai jutro wyląduje tu, w Rumunii, w szpitalu, to kim będzie? Zwykłym obcokrajowcem, kimś obcym z zagranicznym paszportem”.

Prawda jest taka, że niezależnie od decyzji rumuńskiego parlamentu, nastawienie społeczeństwa raczej nieprędko się zmieni. Od dzieciństwa młodym Rumunom wpaja się strach przed wszystkim, co inne lub niepasujące do przyjętych norm społecznych – to cienie wciąż rzucane przez miniony reżim komunistyczny i silny wpływ Kościoła Prawosławnego, jednego z najbardziej konserwatywnych odłamów chrześcijaństwa.

Nasilenie dyskryminacji będzie oznaczać tylko jeszcze większy chaos. Zamiast tego powinniśmy dążyć do równego traktowania wszystkich poglądów, nawet takich, których nie rozumiemy. Czasem przełamywanie barier oznacza nowy i lepszy początek.