Rumunia: krótszy wyrok za publikację naukową

Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2016
Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2016

[Opinia] Rumuńska minister sprawiedliwości Raluca Prună podjęła decyzję o uchyleniu ustawy nr 254/2013, co spotkało się z głośną krytyką ze strony opinii publicznej. Ustawa przewiduje m.in. krótsze wyroki dla tych, którzy podczas swojego pobytu w więzieniu opublikowali prace naukowe. Masowe wykorzystywanie przepisu w 2015 roku budzi wątpliwości co do zasadności jego zachowania w systemie prawnym.

Rumunia to kraj, który w dalszym ciągu leczy blizny pozostawione na nim po czasach komunistycznych rządów. Ponad cztery dekady socjalizmu odcisnęły swoje piętno na społeczeństwie, ale także, co bardziej problematyczne, na kulturze.

Kiedy rumuńscy millenialsi starają się udowodnić, że stać ich na więcej niż się obecnie wydaje (tak pod względem naukowym, artystycznym, jak i produkcyjnym), to nadal starsze pokolenie trzyma cugle władzy. To od nich zależy kierunek, w którym podąża kraj.

Mimo to każdy naród ma granice swojej wytrzymałości. Przy okazji niefortunnych wydarzeń, które miały miejsce jesienią 2015 roku, staliśmy się świadkami znaczącej zmiany schematu postępowania rumuńskiego rządu.

 W październiku ubiegłego roku wybuchł okropny pożar w klubie nocnym w Bukareszcie. Trzydzieści osób spłonęło żywcem, a do końca roku kolejnych trzydzieści zmarło w wyniku rozległych obrażeń. Nie ma słów na opisanie bólu rodzin, które straciły swych najbliższych czy tych, którzy byli świadkami rozgrywającego się horroru.

Ta niewyobrażalna strata sprawiła jednak, że rumuńskie społeczeństwo zapragnęło pociągnąć rząd do odpowiedzialności. Niespodziewanie, powstały w wyniku tych wydarzeń ruch społeczny doprowadził do upadku rządu i wprowadzeniu na scenę polityczną nowych przedstawicieli narodu, którzy wydają się bardziej skupieni na potrzebach większości, a nie jedynie mniejszości trzymającej władzę.

Publikacje za kratkami

Dobrym przykładem zmian jest uchylenie ustawy nr 254/2013, podobnie jak i jej poprzedniczki nr 275/2006. Decyzja ta wstrząsnęła sceną polityczną kraju zaledwie kilka tygodni temu. Ustawa w swoim oryginalnym brzmieniu pozwalała na skrócenie kary więzienia o trzy dni za każde dwa dni spędzone na pisaniu opublikowanej pracy naukowej.

Nowelizacja ustawy w 2013 roku sprawiła, że skazani otrzymali możliwość skrócenia wyroku o 30 dni w zamian za publikację pracy naukowej - bez względu na jej jakość czy długość. Istnieje też wiele innych sposobów na zmniejszenie kary, jak wolontariat, płatna praca czy kontynuowanie edukacji.

Może się wydawać, że to sensowna ustawa zgodna z prawem do wolności słowa według Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Niestety, w praktyce przepis ten działa bardziej jak luka prawna, która sprawia, że osoby bez uniwersyteckiego wykształcenia mogą być traktowane jak prawdziwi akademicy, z pominięciem faktu, że ich realny wkład w te publikacje jest bliski zeru.

Po zmianie ustawy liczba opublikowanych przez więźniów prac zdumiewająco wzrosła: od 90 w 2014 roku do 340 w 2015. Niestety, wzrost ten nie jest spowodowany rządowym zaangażowaniem w resocjalizację więźniów, a raczej możliwościami finansowymi, które niektórzy osadzeni zachowują nawet podczas pobytu za kratkami.

Nie można też generalizować. Są skazani którzy, choć zamieszani w tzw. przestępczość białych kołnierzyków, posiadają rozległą wiedzę akademicką, co uzasadnia ich działalność naukową w więzieniu.

Na przykład były rumuński premier Adrian Năstase - skazany za oszustwo i defraudację – podczas pobytu w więzieniu opublikował trzy pozycje naukowe. Nie jest to żadną niespodzianką, zważywszy na fakt, że był on znakomitym myślicielem politycznym oraz wykładowcą prawa na Uniwersytecie Bukareszteńskim.

Niemniej to właśnie przestępcy finansowi są pośrednio odpowiedzialni za potrzebę uchylenia tej rozsądnej skądinąd ustawy. Od lichwiarzy po członków rumuńskich mafii, dziwnym trafem wszyscy zaczęli produkować całe tomy publikacji naukowych, które stały się ich przepustką do wolności - a ostatecznie pozwoliły im kontynuować podejrzane transakcje już za murami więzienia.

Ostatnie dowody wskazują na to, że prawdziwi autorzy zostali przekupieni przez więźniów za niezłe sumy - i niezłe groźby, gdyby okazali nieposłuszeństwo. 

Czy sprawiedliwości może stać się zadość?

Zdaniem autorki tego artykułu obsceniczność tej sytuacji nie polega nawet na ewidentnym naruszeniu przepisów prawa autorskiego, ale przede wszystkim na rażącym moralnym lekceważeniu praw twórczych drugiej osoby. Wykorzystując możliwość kupienia sobie wcześniejszego wyjścia z więzienia, skazani demonstrują, że potrzeby bogatych, wpływowych (i niemoralnych) ludzi stoją ponad potrzebami tych, którzy posiadają mniej pieniędzy i wpłwów - o czym była już mowa wcześniej. Mówi się, że pióro jest potężniejsze niż miecz - ale najwidoczniej portfel ma jeszcze większą moc.  

Uchylenie czy choćby zmiana ustawy nr 254/2013 nie byłyby naruszeniem podstawowych praw człowieka (o czym usiłują przekonywać niektóre rumuńskie media), ale sposobem dla nowego rządu na przywrócenie porządku. Dzięki tym zmianom może uda się sprawić, że sprawiedliwość zadziała na rzecz tych, którzy jej najbardziej potrzebują. 

Niedopuszczalnym jest aby całe społeczeństwo było zdane na łaskę podwórkowych bandytów. Celem prawa powinno być karanie i odstraszanie przed popełnianiem kolejnych przestępstw.