Rzym - squaty zamieniają się w lokale socjalne

Artykuł opublikowany 23 lutego 2011
Artykuł opublikowany 23 lutego 2011
Niech trwa jedną noc, a nawet... pół wieku. Squat jest tymczasowy, nietrwały, efemeryczny. Temu nieco nieuchronnemu losowi chcieli się przeciwstawić członkowie rzymskiej kooperatywy bezdomnych Vivere 2000. Poprzez przejmowanie nieruchomości.

Squattersi odnajdują publiczną i nieużywaną nieruchomość, okupują ją i tworzą kooperatywę mieszkańców. Merostwo podpisuje umowę i współuczestniczy w rewitalizacji nieruchomości. Budynek zostaje włączony do zasobu lokali socjalnych, a squattersi stają się legalnymi lokatorami. Oto trzy etapy przejęcia „autorecupero”, tak jak je wymyślili ludzie z Vivere 2000. Od 1987 r. zarządzają wspólnym, poklasztornym budynkiem przy placu Sośnino w Rzymie.

Na początku był dziki squat

Vivere 2000 zrodzłia się po okupacji klasztoru w Trastevere w 1989Wszystko zaczęło się 14 lipca 1989 r., gdy 200 bezdomnych zajmowało opuszczony klasztor znajdujący się w sercu dzielnicy Trastevere. To symboliczna zdobycz dla ludzi wywodzących się z mas społecznych, dotychczas skazanych na przedmieścia, mieszkać w historycznym centrum stolicy. Kilka miesięcy po tych wydarzeniach, Renato Rizzo, członek lokalnego oddziału stowarzyszenia Unione Inquilini (‘Unii Lokatorów’), zgromadził wokół kooperatywy Vivere 2000 dwanaście rodzin pragnących zamieszkać w budynku. Singli na zakręcie życiowym, bezdomnych i osoby starsze. „W tamtym czasie były to osoby wykluczone z systemu lokali subsydiowanych, zarezerwowanego dla biednych, wielodzietnych rodzin”, wspomina Salvatore Di Cesare.

Zielone światło dla przejęć

Zarówno wysiłki tego 59-letniego działacza, jak i członków Vivere 2000 opierały się na Prawie o przejęciu opuszczonych nieruchomości publicznych, uchwalonym w 1998 r. przez Radę Regionalną. „Powierza się kooperatywom bezdomnych możliwość przejęcia niezagospodarowanych nieruchomości publicznych”, tłumaczy Salvatore Bonadonna, sprawozdawca projektu prawa, które umożliwiło otwarcie 11 tego typu budów w 2005 r. i stworzenie 182 lokali mieszkaniowych. Po włączeniu do zasobu miejskich lokali socjalnych, zajmujący nie będą mogli odkupić, ani przekazać lokali rodzinie. Każdy opuszczony lokal będzie przydzielony przez merostwo na podstawie listy oczekujących. „W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że w Rzymie różnica kosztów pomiędzy przejęciem a klasyczną rewitalizację wynosi około miliona ero na każde 150 lokali, co stanowi oszczędność rzędu 10%”, pisze Jean-Victor Michel, student inżynier ENTPE (w dziele Yanna Maury, Kooperatywy mieszkańców. Praktyczne metody i alternatywne formy zamieszkiwania).

Vivere 2000 dwadzieścia lat później

W budynku przy placu Sonnino mieszka dziś 13 rodzin. Ich włosy przykryła siwizna, pojawiły się dzieci. Lecz bitwa jeszcze się nie zakończyła. „O czasu gdy w 2008 r. merostwo przeszło na prawą stronę, współpraca z administracją zamarła”, wyznaje Renato Rizzo. Ustały prace nad elewacją zewnętrzną budynku i nad częściami wspólnymi, nie dokończono odnawiania korytarzy. „Co gorsza, cały czas nie podpisaliśmy kontraktu!”. Budynek jest własnością merostwa, w istocie rzeczy powinien być wynajęty kooperatywie, aby mieszkańcy mogli przejść ze statusu „okupujących” na status „lokatorów”.

Przejęcia w półcieniu

Przed pozostałą jedenastką budów stoi niepewna przyszłość. Szkoły, koszary, budynki publiczne, ukończone są w 90%. Metoda przejęcia ostatecznie się nie przebiła. „Centrolewicowa administracja ograniczyła się do półoficjalnego uregulowania statusu już istniejących budów i nie wezwała do przedstawiania kolejnych projektów”, żali się Salvatore Di Cesare. Nowa administracja po prostu zlikwidowała tę komórkę, stworzoną w 2005 r. W międzyczasie również Rada Regionalna skręciła w prawą stronę, ale, jakkolwiek mogło by się to wydawać zaskakujące, Teodoro Buontempo, zastępca do spraw zamieszkania (i historyczny działacz włoskiej ultraprawicy), zadeklarował swoje poparcie dla przejęć … O ile jednak przeprowadzane będą pod pewnymi warunkami. „Ze względów równości, podczas otwierania budów nie możemy przyzwalać na nadużycia związane z ich okupowaniem. Innymi słowy, okupujący dostają mieszkania przed tymi, którzy cierpliwie czekają w kolejce na listach. Za wszelką cenę należy uniknąć wojny pomiędzy biednymi”. Takie stanowisko nie przekonuje Salwatore Di Cesarego, dla którego bez okupacji nie byłoby sposobu na to, aby otworzyć oczy lokalnych radnych na sprawy mieszkaniowe. Obecnie sytuacja jest dla niego daleka od sukcesu. „Możemy dziś doliczyć się w mieście około piętnastu zajęć, lecz są to sytuacje tymczasowe, stan przejściowy między byciem na ulicy i mieszkaniem socjalnym, ponieważ nie stoi za nim perspektywa przejęcia i utrwalenia zamieszkania”. Stawiając czoła prywatnym interesom i spekulantom, stwierdza z goryczą: „Walczyliśmy przez dwadzieścia lat, aby udowodnić, że mogliśmy tworzyć mieszkania społeczne w centrum miasta, lecz nasze przypadek pozostaje odosobniony…”.

Fot. Glówne :  (cc)vanz/flickr ; Trastevere: (cc)Taras Bulba/flickr ; Rzym, czerwone światło: (cc)_Pek_ /flickr