Saïd André Remli: „Klawisze próbowali wymusić na mnie «samobójstwo» przynajmniej trzy razy”

Artykuł opublikowany 13 lipca 2010
Artykuł opublikowany 13 lipca 2010
W książce pt.: Nie życzę tego nikomu, Saïd André Remli, bez dumy ni skruchy, opowiada historię swojego życia - 20 lat spędzonych we francuskich zakładach karnych na bronieniu się zarówno przed współwięźniami, jak i przed przemocą strażników, więziennych „klawiszy”. Od bezsennych nocy, przez sądowe zwycięstwa nad podupadającym francuskim systemem penitencjarnym, po więzienną solidarność.
Spotkanie z mężczyzną intrygującym, reżyserem filmów dokumentalnych i aktorem zaangażowanym w resocjalizację byłych więźniów.

„Arceuil-Cachan, proszę uważać przy wysiadaniu”. Kolejka RER B oddala się, pozostawiając mnie piętnaście minut od centrum Paryża. W dole, po przeciwnej stronie okazałego akweduktu rozpoznaję zaokrągloną twarz, tę samą, która widnieje na okładce przejmującej autobiografii pióra Saïda André Remli'ego: Nie życzę tego nikomu (Je ne souhaite cela à personne). Któż by się spodziewał, widząc tę sympatyczną buzię, że ten 52-letni tato, rodzic trojga dzieci, spędził 20 lat życia za kratkami? W przypadku Saïda André Remliego najbanalniejsze usprawiedliwienia przybierają jednakże dość osobliwy wydźwięk: „przepraszam, że nie odpowiedziałem wcześniej, przysypiałem... Mogę zdrzemnąć się wyłącznie za dnia, za każdym razem na jakieś dwadzieścia minut... przyzwyczajenie z czasów pobytu w pudle”.

Głód sprawiedliwości za kratkami

© cliff1066™Nasz bohater nie zawsze był aniołem i bynajmniej się z tym nie kryje. Już za młodu poznał, co znaczy wpakować się w tarapaty. Jako chłopiec przenoszony był wielokrotnie z jednego ośrodka opiekuńczego w okolicach Lyonu do drugiego. Choć lubił szkołę, los sprawił, że Saïd dość wcześnie musiał przerwać naukę. Kiedy miał lat piętnaście, i był już po pierwszym miesięcznym pobycie w więzieniu, wylądował na ulicy. Po „niegroźnych” włamaniach w stylu „Robin Hooda”, przyszła kolej na poważniejsze napady, które ostatecznie ustąpiły miejsca dochodowym rozgrywkom wśród wpływowych magnatów przestępczego światka. Pewnego pogodnego dnia 1984 r., poszukiwany „Remli” zostaje zupełnie nieoczekiwanie skazany na pięć lat więzienia pod zarzutem stręczycielstwa. Osadzony w więzieniu w Montluc, próbuje uciec, ale przedsięwzięcie prędko kończy się fiaskiem, pociągając za sobą śmierć jednego ze strażników. „Remli” ponownie ląduje za kratkami, tym razem na dobre. Skazany na dożywocie, otrzymuje zwolnienie warunkowe 1 czerwca 2004 r., a 31 grudnia 2009 r. ostatecznie wychodzi na wolność. Powtarzające się pobyty w rozmaitych zakładach karnych, zebrane w jedno dzieło, które czyta się niczym epopeję, stanowią dla Saïda punkt wyjścia dla jego zaangażowania na rzecz resocjalizacji byłych skazanych. Będąc w więzieniu obnażał często odrażające realia francuskich zakładów i, powołując się na prawo międzynarodowe, niejednokrotnie i w wielu dziedzinach wywalczał precedensowe decyzje sądu. Na wolności Saïd kontynuuje swoją batalię bez afiszowania przesadnej skruchy. Po objęciu stanowiska zastępcy dyrektora Ban public, informacyjnej strony internetowej opisującej warunki więziennictwa w Europie, Saïd stawia na bardziej bezpośrednie zaangażowanie i otwiera profesjonalną firmę sprzątającą, która ma ułatwiać resocjalizację byłym więźniom Arcueil.

Od krótkiej odsiadki po samobójstwo: samonapędzająca się machina więziennicza

To u „Coco” będę mógł poznać szczegóły opowieści. Knajpa jest dokładnie taka, jak Saïd opisał mi po drodze: „Nieduża kawiarnia, bez muzyki ‘na maksa’, gdzie dźwięk z radio przenosi nas do epoki lat 70-tych.” Miejsce dyskretne, w którym powracamy do posępnego tematu - doświadczeń Saïda wyniesionych z francuskiego więzienia: „Dla kogoś, kto dopiero co wyszedł spod skrzydeł tatusia i mamusi, zamknięcie w zakładzie jest prawdziwym piekłem. Kiedy w 1984 r. zostałem uwięziony, . Ale jest wielu więźniów, skazanych na niewielkie kary, którzy po dwóch, trzech miesiącach odbierają sobie życie. Odnajdujemy wśród nich osoby w średnim wieku, kogoś, kto kilkakrotnie siadł za kierownicą bez prawa jazdy - ten może popełnić samobójstwo już po paru tygodniach. Są inni, odbywający krótkie odsiadki, którzy w obronie własnej zadają ciosy nożem na terenie zakładu i tym samym zostają skazani na jeszcze cięższe kary”. Saïd podsumowuje tę niebezpieczną ucieczkę przed siebie: „Szok jest zbyt brutalny, więźniowie sobie nie radzą. Przemoc «wewnątrz» jest wszechwładna i natychmiastowa. W więzieniu wszystko może posłużyć za broń, nawet kostka cukru... Aby zapanować nad tymi ludźmi, potrzeba jeszcze brutalniejszych strażników, w jakimś sensie taka przemoc «jest usprawiedliwiona»”. Przemoc, która ociera się o okrucieństwo. Więzienna cela izolacyjna, odrzucona przez prawo międzynarodowe, jest tego smutnym przykładem: „W karcerze «klawisze» zmieniają się co jakiś czas, by uniemożliwić ci zaśnięcie... Normalnie, więzień może w nim przebywać maksimum 45 dni z rzędu. Znam takiego, który przeżył 5 lat: wyciągano go z celi na jeden dzień, po czym zamykano go tam z powrotem”.

Gorzkie wnioski odnośnie francuskiej polityki penitencjarnej nasuwają się same: „Wiele osób pozostaje bezsilnych wobec polityki francuskiej, zarówno na poziomie karnym, jak i sądowniczym” – mówi Saïd, kiedy wyznaję, że moja matka jest sędziną. „Nie bez powodu spośród członków Rady Europy Francja zajmuje przedostatnie miejsce w kwestii ochrony praw człowieka (przypis red.: raport M. Alvarosa Gil-Robles’a o francuskim systemie penitencjarnym z 2006 r.) i jest na szarym końcu ze względu na odsetek samobójstw w więzieniach. Ludzie nie odbierają sobie życia, ponieważ mają się dobrze!”.

Jest coraz gorzej...

 “Odrażające miejsce”, powiedział wtedy o więzieniu Baumettes w Marsylii

Wokół kontuaru zapanowało ożywienie: przyszedł Coco. Serdecznie ściska mi dłoń. Zamawiamy po kolejnym dużym piwie. Opowieść Saïda pozostaje przejrzysta; odnajdujemy w niej zdecydowany głos narratora oraz głównego bohatera z Nie życzę tego nikomu: „Przez osiem ostatnich lat mojego pobytu w więzieniu widziałem, jak sytuacja się pogarsza. Obecnie, 80% więźniów jest trzymanych w zakładach karnych bez powodu, niektórzy cierpią na poważne zaburzenia psychiczne, inni najzwyczajniej nie posiadają papierów na pobyt w kraju... Zamykamy ich tam, aby zapewnić społeczeństwu pozorne poczucie bezpieczeństwa. W 2004 r., niedługo po moim zwolnieniu, pewien więzień z Saint Maur, którego znałem i który był skazany za kanibalizm, zjadł mózg swojego współwięźnia.” Zdarzenie bulwersujące, którego nawet reżyserowie najbardziej przerażających horrorów nie ośmieliliby się pokazać na ekranie. „Więzienie nie jest już w stanie zapewnić bezpieczeństwa przebywających w nim osobom: zarówno skazanym, jak i personelowi nadzorującemu” - podsumowuje Saïd André Remli. Patrząc na to, co dzieje się wewnątrz zakładów karnych, staje się jasne, iż działania represyjne nie przynoszą rezultatów. I nie bez przyczyny: „Niektóre z samobójstw, o których wspomniałem, są w rzeczywistości morderstwami... Które system więziennictwa stara się ukryć. Czuję się w obowiązku, aby o tym mówić: klawisze próbowali wymusić na mnie «samobójstwo» przynajmniej trzy razy. Te wszystkie nowatorskie projekty, których ponoć było coraz więcej w ostatnich latach we Francji, ja w to nie wierzę! Więzienia, które otwierają swoje bramy przed wizytatorami to ośrodki, w których zawsze «wszystko» jest w porządku”.

Więzienie otwarte, elektroniczna bransoletka: z punktu widzenia „eksperta”

Said pozostaje mimo wszystko realistą: „bez więzienia obyć się nie można. Potrzebny jest hamulec”. Co nie wyklucza opracowania alternatywnych form odosobnienia: „Więzienie idealne, jeśli rzeczywiście musi ono istnieć, wyobrażam sobie jako niewielką strukturę złożoną z 40-50 osób, gdzie byłoby więcej pracowników socjalnych, niż strażników”. A więzienie „domowe”? Saïd dystansuje się wobec pomysłu: „Kiedy wyszedłem na warunkowym, dopiero zaczynano mówić o elektronicznej bransoletce. Nawet jako więzień nie jestem przecież zwierzęciem, i wielu myśli podobnie jak ja”. Idealny zakład karny opisany przez Saïda wydaje się być mimo wszystko bliski projektu zawartego w ostatnich oświadczeniach Sekretarza Stanu we francuskim Ministerstwie Sprawiedliwości, Jean’a-Marie Bockela, który chciałby, aby do roku 2020 10% ośrodków stało się „więzieniami otwartymi”. Wybór modelu społecznego wprowadzonego w życie już w krajach skandynawskich, w Szwecji i u innych europejskich sąsiadów. Pozostaje sprawdzić, czy w wypadku Francji chodzi o kolejną zapowiedź bez pokrycia, czy też o inicjatywę iście rewolucyjną...

Je ne souhaite cela à Personne, Saïd André Remli, styczeń 2010, wydawnictwo Seuil

Zdj. : Saïd André Remli: ©Hélène Bienvenu; cela©4PIZON/Flickr; chłopiec © cliff1066™